W Poznaniu, gdzie mróz sięgał w sobotę -9 st. C, rezerwowi piłkarze Lecha oglądali mecz w szatni, by nie marznąć przez kilkadziesiąt minut na ławce. W Lublinie w niedzielę było jeszcze zimniej, bo -14 st. C, więc w szatni zostali nie tylko piłkarze, ale też analitycy, bo istniało ryzyko, iż ich komputery nie będą działać w takiej temperaturze. Na pogodę narzekali trenerzy Jagiellonii Białystok i Rakowa Częstochowa (Łukasz Tomczyk), trener Radomiaka Goncalo Feio uśmiechał się, iż najlepiej byłoby zagrać z Arką Gdynia pod balonem, a właściciel Pogoni Szczecin w ogóle nie widział sensu rozgrywania meczu przy takiej temperaturze. Nie zapomnijmy, iż najzimniej i tak było kibicom, którzy spędzali po kilkadziesiąt minut w bezruchu, nie wszyscy okryci kocami.
REKLAMA
Zobacz wideo Czy trener Widzewa poukłada drużynę? Kałucki: Nie widzę tego, nie wiem co on wykombinuje
Vuković: "Gramy w miesiącach, w których pogoda jest najgorsza"
Dlatego wielu piłkarzy, trenerów i kibiców zastanawiało się, czy można skonstruować terminarz Ekstraklasy w taki sposób, by uniknąć gry w takim mrozie. Programy publicystyczne wypełniły przeróżne propozycje: by zaczynać rundę nieco później i kolejki z początku lutego "wcisnąć" w kwietniu lub maju, albo by – to pomysł już iście rewolucyjny – pomyśleć o zmianie systemu rozgrywek na wiosna-jesień, który stosują m.in. kraje skandynawskie, Rosja i Białoruś. To zresztą wydawał się sugerować Aleksandar Vuković, gdy przechadzając się po fatalnej murawie stadionu Legii Warszawa tuż przed meczem z Koroną Kielce stwierdził, iż w Polsce gramy w piłkę akurat w tych miesiącach, w których pogoda jest najgorsza.
Zaskakujące było jednak, iż przytłaczająca większość klubów chciała grać w ostatni weekend, mimo mroźnej pogody. Wszyscy organizatorzy meczów zapowiedzieli, iż przygotują boiska, a także zorganizują imprezy masowe. Wliczając mecz w Radomiu, na który przyszło blisko 10 tys. ludzi, a który ostatecznie się nie odbył z uwagi na awarię prądu, w minionej kolejce na trybunach klubów ekstraklasy pojawiło się ponad 100 tys. kibiców.
- Oczywiście, czerwiec i lipiec są najlepszymi miesiącami do grania, ale niestety ten najlepszy okres co dwa lata zabiera nam UEFA i FIFA na organizację finałów mistrzostw Europy lub mundialu – mówi Marcin Stefański, dyrektor operacyjny Ekstraklasy SA. – Zresztą w lipcu staramy się zaczynać jak najwcześniej, zwykle ok. 16/17 lipca. W tym roku będzie to już tydzień po finałach mistrzostw świata, a np. sezon 2027/28 zaczniemy 17 lipca.
Z drugiej strony, jakby na potwierdzenie tezy Vukovicia, w poniedziałek Marcin Stefański poinformował, iż mecz Jagiellonii z GKS Katowice, który miał odbyć się w najbliższą środę, został przełożony z uwagi na duże mrozy i zapowiadane opady. Przypomnijmy, iż to spotkanie już raz zostało przełożone - w grudniu, gdy boisko w Białymstoku zostało zasypane śniegiem.
- W Białymstoku panują teraz i przez kilka najbliższych dni prognozowane są silne mrozy, sięgające w poniedziałek i wtorek choćby –25°C, a dodatkowo w dniu meczu możliwe są opady śniegu. To warunki jeszcze bardziej niekorzystne niż te panujące w weekend. w tej chwili na terenie województwa podlaskiego obowiązuje ostrzeżenie drugiego stopnia IMiGW w związku z silnymi mrozami. Niestety, zapowiada się, iż w najbliższą środę warunki na Podlasiu będą przez cały czas bardzo złe. Ponieważ GKS Katowice już raz nie ze swojej winy nie mógł rozegrać spotkania w zaplanowanym terminie, a Jagiellonia Białystok potwierdziła, iż przychyli się do wniosku GKS, Departament Logistyki Rozgrywek, mając na uwadze zgodne stanowisko klubów, wyznaczy nowy termin zawodów. Mecz zostanie rozegrany w pierwszym możliwym terminie, a jego data zależy od wyników obydwu klubów w rozgrywkach Ligi Konferencji UEFA i Pucharu Polski – zapowiedział Stefański.
Zapytaliśmy w Ekstraklasie, która odpowiada za konstruowanie terminarza, co da się zrobić, by w przyszłości uniknąć gry w takim mrozie jak w miniony weekend, a także przekładania meczów. Na ile realne jest przeniesienie pomysłów z publicystycznych programów do dyrektorskich gabinetów.
- Patrząc na ostatnie 15 lat, obecna pogoda stanowi anomalię, a nie regułę. W ostatnich latach zimy były zdecydowanie łagodniejsze i statystycznie w kolejnej dekadzie powinny takie pozostać. Zmiana temperatur jest zauważalna zwłaszcza w grudniu, gdy gramy zwykle do połowy miesiąca. Ze swojego doświadczenia pamiętam, iż 20 lat temu granie 20 listopada było ryzykowne, teraz, gdybyśmy zaproponowali przerwanie rozgrywek w listopadzie, wszyscy byliby temu przeciwni – stwierdza Marcin Stefański.
- Wszyscy mamy świadomość, iż pogoda w tym roku jest ekstremalnie trudna, dlatego przed wznowieniem rozgrywek byliśmy w kontakcie ze wszystkimi klubami. Kluby też kontaktowały się między sobą i w zdecydowanej większości zadeklarowały, iż jeżeli warunki na to pozwolą, chcą rozgrywać mecze zgodnie z planem – mówi Sport.pl Dominik Mucha z biura prasowego Ekstraklasy. – jeżeli mielibyśmy wniosek od obu stron, czyli od gospodarzy i gości, iż chcą swój mecz przełożyć, byśmy się do niego przychylili. Nie ma bowiem dla nas żadnego problemu, by przekładać pojedyncze mecze. Mamy na to zarezerwowane terminy.
W regulaminie rozgrywek nie ma zapisu, który wprost mówiłby, przy jakiej temperaturze mecz nie może się odbyć. Są jedynie ogólne zalecenia medyczne od UEFA i FIFA, iż taką graniczną temperaturą jest -15 st. C i temperatura odczuwalna poniżej -27 st. C. W istocie decyduje zdrowy rozsądek – klubów i sędziego.
Przed pierwszą w tym roku kolejką rozegraniu meczu sprzeciwiały się Pogoń Szczecin i Cracovia, a później negatywnie o grze w takim mrozie mówił na konferencji prasowej trener Rakowa Częstochowa.
- jeżeli dochodzi do sytuacji, w której jeden zespół popiera rozegranie meczu, a drugi się temu sprzeciwia, decyzję podejmuje sędzia, w oparciu o ocenę warunków pogodowych, boiska i opinię delegatów – wyjaśnia Stefański.
Sezon Ekstraklasy w ostatnich latach wznawiany był w podobnym terminie jak w tym roku. Rok temu było to 1-2 lutego, rok wcześniej 10-11 lutego, a dwa lata wcześniej 28-29 stycznia. Międzynarodowe federacje wymagają, by w przypadku gry systemem jesień-wiosna ostatnie kolejki sezonów odbywały się w maju. Później na boiska wychodzą reprezentacje.
- Mamy najbardziej mroźną zimę od wielu lat. W poprzednich sezonach nie mieliśmy takich problemów na początku rundy. jeżeli musieliśmy przekładać mecze, zwykle było to spowodowane opadami śniegu w grudniu i intensywnymi opadami deszczu we wrześniu. Nie było problemów z mrozami, jak w tym roku. Co więcej, nie ma żadnej gwarancji, iż przełożenie startu o kilka tygodni cokolwiek by zmieniło, bo prognozy na luty wskazują, iż będzie utrzymywał się mróz, a w dodatku mogą pojawić się opady śniegu – analizuje Mucha.
Doszłyby też inne problemy. – W jakimś stopniu jesteśmy niewolnikami kalendarza UEFA, który zabiera nam niektóre terminy w środku tygodnia. Gdybyśmy wznawiali sezon w drugiej połowie lutego, nasi pucharowicze, którzy grają w rundzie play-off, musieliby zaczynać tę część sezonu właśnie od spotkań w europejskich pucharach – tłumaczy Mucha.
– Mecze są przekładane w wielu ligach. To coś normalnego. Kilka tygodni temu spotkania przekładali Niemcy i raczej nie zamierzają z tego powodu zmieniać systemu rozgrywek. To po prostu będzie się zdarzać, a my mamy zabezpieczone terminy na takie wypadki. Znaleźliśmy choćby miejsce w kalendarzu, gdyby trzeba było odwołać całą kolejkę. Rozegralibyśmy ją między 32. a 33. kolejką. Podobnie jest w przypadku konkretnych spotkań. Np. Raków mógłby zagrać swój przełożony mecz w terminie pierwszej rundy play-off Ligi Konferencji, bo wywalczył bezpośredni awans do fazy pucharowej, więc wtedy ma wolne. Mecz Radomiak – Arka można rozegrać w terminie zarezerwowanym na spotkania Pucharu Polski, bo oba zespoły już z tych rozgrywek odpadły – dodaje Mucha.
Czas na rewolucję w Ekstraklasie?
Może warto więc pomyśleć o rewolucyjnej zmianie systemu rozgrywek, z obowiązującego jesień-wiosna na wiosną-jesień? W tym drugim przypadku sezon rozpoczyna się zwykle w połowie marca. Pierwsza runda trwa do końca maja, później następuje krótka przerwa i rozgrywki są wznawiane na początku lipca, a sezon kończy się na przełomie listopada i grudnia.
- Żadnej rewolucji nie będzie. Przyczyna nie leży w pogodzie, tylko w kalendarzu imprez międzynarodowych – odpowiada wprost Marcin Stefański. - Zresztą przeprowadzaliśmy jako Ekstraklasa SA badanie wśród klubów na temat pomysłu przejścia na system wiosna-jesień. Nikt tej zmiany nie chciał.
Najważniejszym problemem przy systemie wiosna-jesień wcale nie jest pogoda, ale system gier reprezentacji, który wymusza wstrzymywanie rozgrywek ligowych. Np.w tym sezonie od 25 maja rozpoczyna się okres obligatoryjnego zwolnienia zawodników na potrzeby reprezentacji przed mundialem, który upływa wraz z zakończeniem mistrzostw, czyli 18 lipca.
- W tym okresie FIFA nie zezwala na rozgrywanie meczów ligowych, motywując to chęcią ochrony swojego najważniejszego produktu. Nie chciałaby też tego telewizja transmitująca rozgrywki ligowe, gdyż mecze ligowe w naturalny sposób przegrywałyby z zainteresowaniem, jaki generuje mundial. Pomijamy tu już kwestie, iż ewentualne spotkania musiałyby się odbywać bez zawodników grających w reprezentacjach, a należy pamiętać, iż nie dotyczy to tylko polskiej kadry. Taka sytuacja pojawiałaby się co dwa lata, bo analogiczne zasady obowiązują przy mistrzostwach Europy. W praktyce być może zyskalibyśmy jeden dodatkowy termin w czerwcu lub lipcu, za to musielibyśmy kończyć rozgrywki w grudniu, z olbrzymim ryzykiem nieprzeprowadzenia ostatniej kolejki w regulaminowym terminie. Oczywiście należy żałować, iż czerwiec jest martwym okresem dla piłki ligowej w Polsce, ale UEFA wymaga zgłoszenia uczestników europejskich pucharów do końca maja, zaś w czerwcu, o ile nie ma imprezy finałowej, i tak FIFA zabiera połowę miesiąca na potrzeby reprezentacji narodowych – kończy Marcin Stefański.
Czyli żadnej rewolucji nie będzie. Tym bardziej, iż ostra zima i problemy na początku rundy wiosennej na razie nie wzbudzają rewolucyjnych dążeń do zmiany całego systemu w samych klubach. Dyskusja, do jakiej szykuje się Ekstraklasa wraz z klubami, ma dotyczyć kosmetycznych zmian, dzięki którym łatwiej będzie podejmować decyzję o wcześniejszym przekładaniu meczów, gdy organizatorzy są pewni, iż temperatury będą skrajnie niskie.
Pomysł przejścia na system wiosna-jesień pojawiał się w ostatnich latach i zwykle znajdował swoich zwolenników wśród kibiców i ekspertów. Nigdy jednak nie był rozpatrywany poważnie. Podobnie będzie w tym roku. Jest zima, więc musi być zimno. - Przekładanie meczów zdarza się wszędzie w Europie. I zdarzać się będzie, musimy po prostu to przyjąć do wiadomości, iż czasem natura wygra z piłką - konkluduje Stefański.

2 godzin temu














