Dzisiejszy mecz miał być spotkaniem na przetarcie, które Polki spokojnie wygrają. I tak to właśnie wyglądało, bo nasze szczypiornistki nie skomplikowały sobie życia. W swoim pierwszym starciu na tegorocznych mistrzostwach świata Biało-Czerwone bez trudu ograły Chinki.
Polskie szczypiornistki udanie otworzyły mistrzostwa świata
Dwa lata temu polskie piłkarki manualne skończyły mistrzostwa świata na 16. miejscu. Zresztą od kilku edycji tej imprezy nie potrafimy nawiązać do sukcesów z lat 2013-2015, gdy Biało-Czerwone dwukrotnie dochodziły do półfinału. Wydaje się jednak, iż nasza kadra robi niewielkie, ale jednak kroki do przodu. Świadczą o tym choćby ubiegłoroczne mistrzostwa Europy, gdy nasze zawodniczki zajęły 9. miejsce. Niby nie przesadnie imponujące, ale równocześnie najwyższe od 19 lat.
Do tegorocznych mistrzostw Polki przygotowywały się najpierw w Cetniewie, a potem w Chorwacji, gdzie rozegrały mecze z Senegalem oraz miejscową kadrą. Jeden mecz zremisowały 27:27, drugi wygrały 27:22. Chodziło jednak głównie o to, by nasze zawodniczki przypomniały sobie warianty gry i w obronie, i w ataku, jak same mówiły – „przestawiły się na tryb kadrowy”. A przy okazji znów zżyły się jako grupa. Udało się, do Holandii – współgospodarza mistrzostw, razem z Niemcami – pojechały w bojowych nastrojach, jak oficjalnej stronie Związku Piłki manualnej w Polsce Monika Kobylińska, kapitanka kadry:
– Myślę, iż możemy walczyć z najlepszymi na świecie. Ostatnio pokazałyśmy już, iż potrafimy grać z każdym. choćby kiedy spotykamy potęgi piłki manualnej, chcemy wypadać w tych spotkaniach bardzo dobrze. Trudno mówić o celu na mistrzostwa, bo nasze marzenia są wielkie, tak jak każdej drużyny, która bierze w nich udział. Myślę, iż cel minimum to wyjście z grupy i cztery zwycięstwa w całym turnieju, ale będziemy chciały zrobić niespodziankę. Ostatnie zgrupowania były bez meczów o punkty, więc przed mistrzostwami presja na pewno jest większa. Nie chodzi o to, iż jest nerwowo, ale każdej z nas bardzo zależy na dobrym wyniku.
Nastrój był więc taki, żeby powalczyć o niespodziankę. Bo wyjście z grupy to niemal obowiązek. W końcu Polki zagrać miały w niej z Chinami, Tunezją i Francją. Ta ostatnia ekipa to potęga, obrończynie mistrzowskiego tytułu. Ale Chiny i Tunezja to zespoły znacznie słabsze, a z grupy wychodzą trzy ekipy. Innymi słowy: celem Polek było, by wygrać co najmniej dwa mecze. Dziś udało się triumfować w pierwszym z nich.
I to zgodnie z oczekiwaniami, czyli bez większych problemów.
Chinki nie zagroziły
O Chinkach Polki mówiły, że… niespecjalnie dużo o tej kadrze wiedzą. Nie miały okazji z nimi grać od dawna, nie oglądały też meczów, więc oprzeć musiały się na analizie sztabu. Założenie było jednak takie, iż powinna być to stosunkowo spokojna wygrana. Chinki co prawda od lat regularnie występują na mistrzostwach świata, ale w ostatnich edycjach plasowały się w okolicach 30. miejsca. Innymi słowy – outsider. Co prawda pokusili się ostatnio w Chinach o sprowadzenie doświadczonego trenera w osobie Yerime Sylli – Senegalczyka z francuskim paszportem, byłego trenera Belgii i Kuwejtu – ale ten cudów w krótkim czasie zdziałać nie mógł. Tym bardziej, iż Chiny grają młodymi zawodniczkami, licząc na ich rozwój i dobre wyniki w kolejnych latach.
Początek meczu pokazywał jednak, iż te młode swoje też potrafią.
Chinki bowiem przez moment choćby prowadziły, a Polki popełniły kilka błędów. gwałtownie jednak weszły na dobre tory, w dużej mierze za sprawą pomocy ze strony rywalek, które częściej traciły piłkę i nie trafiały w bramkę. Mniej więcej po 15 minutach przewaga Biało-Czerwonych w pełni się zarysowała… ale tuż przed przerwą Polki zanotowały gorszy fragment, po którym z wypracowanej sporej różnicy bramek, zostały tylko trzy trafienia przewagi – na przerwę obie ekipy schodziły przy wyniku 15:12 dla Polski.
Pewne zwycięstwo Polek w pierwszym meczu Mistrzostw Świata 2025 @TeamORLEN pic.twitter.com/0aXltlfMAY
— Handball Polska (@handballpolska) November 28, 2025
Ale druga połowa to już popis naszych zawodniczek. Chinki przez 30 minut rzuciły bowiem tylko… osiem bramek. Znakomicie pracowała nasza defensywa, dużo bramek zdobyliśmy za sprawą wyprowadzania przez Chinki bramkarki i rzutów na pustą bramkę. Im dalej w mecz, tym bardziej zniechęcone wydawały się reprezentantki Państwa Środka, a Polki na tym korzystały. Ostatecznie dobiły do 36 bramek, przy 20 rzuconych przez rywalki.
Mistrzostwa nasze zawodniczki otworzyły więc udanie. Pojutrze zagrają z Tunezją, gdzie liczymy na kolejną wygraną, a 2 grudnia czeka ich pierwszy poważny sprawdzian, czyli starcie z reprezentacją Francji.
Polska – Chiny 36:20 (15:12)
Fot. Newspix
Czytaj więcej o piłce manualnej na Weszło:
- Wisła Płock zdobyła Paryż. Nafciarze znowu lepsi od PSG!
- Tałant Dujszebajew: Jestem inny, ale prawdziwy [WYWIAD]
- W Kielcach koniec ery. Po kolejnym sezonie pożegnają legendy

7 godzin temu

















