Polski skoczek bez igrzysk i MŚ. Gorzkie słowa po ogłoszeniu kadry

3 godzin temu
Maciej Kot okazał się jednym z największych przegranych w kluczowym momencie sezonu skoków narciarskich, gdyż nie znalazł się w kadrze na igrzyska olimpijskie, a na trwające mistrzostwa świata w lotach pojechał tylko w roli rezerwowego. "To był dzień z kategorii tych, o których chcesz jak najszybciej zapomnieć" - głosi fragment jego wpisu na Instagramie. Co jeszcze do przekazania miał skoczek?
Kot sezon 2025/2026 rozpoczął od występów w Pucharze Kontynentalnym, ale w Wiśle, gdzie zajął 14. miejsce, zapracował sobie na miejsce w Pucharze Świata. Jego ostatnie losy układały się jednak dwuznacznie. Z jednej strony cztery kolejne konkursy zakończył w punktach. Z drugiej, w Sapporo został wyraźnie pokonany przez Dawida Kubackiego, jednego z głównych konkurentów do wyjazdu na igrzyska.


REKLAMA


Zobacz wideo Łukasik zrobił w konia Koseckiego? "Ledwo chodziłem, nie byłem w stanie grać"


Kot zabrał głos po decyzji Maciusiaka. "Może w końcu przyjdzie czas"
Okazało się, iż Maciusiak zaskoczył powołaniami, gdyż obok Kacpra Tomasiaka i Kamila Stocha jako trzeci na igrzyska pojedzie Paweł Wąsek. Za to Kot wprawdzie znalazł się w kadrze na mistrzostwa świata w lotach, które odbędą się w dniach 23-25 stycznia, ale pojechał tam tylko jako rezerwowy. Oznaczało to, iż nie mógł choćby pokazać się w czwartkowych kwalifikacjach.


W czwartek wieczorem 35-latek opublikował na Instagramie wpis, w którym skomentował ostatnie wydarzenia. "To był dzień z kategorii tych, o których chcesz jak najszybciej zapomnieć. Moje złe decyzje, złe skoki, a do tego rzeczy niezależne ode mnie. Może w końcu przyjdzie czas, iż wszystko zacznie grać" - napisał Kot.


O ile brak Kota w wąskiej, trzyosobowej kadrze olimpijskiej to zrozumiała decyzja, o tyle uczynienie go rezerwowym podczas MŚ w Lotach mogło wywołać frustrację w samym skoczku. Owszem, wszyscy jego czterej koledzy awansowali do piątkowego konkursu, jednak poza Piotrem Żyłą (24. miejsce) dokonali tego w słabym stylu. Dawid Kubacki był 32., Kamil Stoch 37., a Aleksander Zniszczoł - 39.
Przypomnijmy, iż do konkursu awans uzyskiwało 40 skoczków, nie jak zwykle ma miejsce, 50. Niespodziankę budzić mogła zwłaszcza szansa, którą otrzymał Zniszczoł, gdyż ma tragiczny sezon, a w PŚ ani razu nie znalazł się w punktach. Mimo to Maciej Maciusiak wolał postawić na niego kosztem Kota, co u starszego z Polaków z pewnością musiało wzbudzić spore rozczarowanie.
Idź do oryginalnego materiału