Spełniła kryteria olimpijskie. PZN mówi: "nie jedziesz". PKOl wkracza do akcji

1 godzina temu
Polski Związek Narciarski wysyła na igrzyska zawodniczkę, która nie spełniła kryteriów, a skreślił z nich tę, która je wypełniła. I wtedy wkracza PKOl Radosława Piesiewicza.
Na igrzyska olimpijskie w Mediolanie i Cortinie d’Ampezzo pojedzie Nikola Komorowska, a Aniela Sawicka zostanie w domu i obejrzy zawody w telewizorze. W czwartek zarząd Polskiego Związku Narciarskiego przegłosował skład, między innymi drużynę w narciarstwie alpejskim – w tym przypadku niejednogłośnie.

REKLAMA







Zobacz wideo Tak Maryna Gąsienica-Daniel trenuje przed IO! "Niektórzy skakali na skoczni"



Z naszych informacji z górskiego środowiska wynika, iż w tej narciarskiej historii wznowiły się ruchy tektoniczne w polskich górach – Zakopane kontra Beskidy - a wpływ miały rozgrywki dotyczące składu olimpijskiej drużyny skoków narciarskich, gdzie również linię podziału i interesy wyznacza granica dzieląca tatrzański związek narciarski od śląsko-beskidzkiego związku narciarskiego. Z tego pierwszego pochodzi Komorowska, a z drugiego - Sawicka.
Prezes Adam Małysz za ale i przeciw. A adekwatnie się wstrzymał. Gorący zarząd PZN
W efekcie obie młode alpejki stały się ofiarą konfliktu dorosłych działaczy. Obie są bardzo obiecujące, a Nikola jest jedną z nielicznych dziewczyn, które decydują się na starty w zjazdach i super-G "na pełen gwizdek". To było argumentem w dyskusji: Nikola może pojechać każdą konkurencję na igrzyskach, bo spełnia kryteria międzynarodowe, które są łagodniejsze niż polskie, a Aniela może startować w slalomie i gigancie, bo tylko w nich spełnia międzynarodowe kryteria (i polskie w slalomie). I jest młodsza o pięć lat.
Z informacji, do których dotarł Sport.pl wynika, iż kandydatura Nikoli Komorowskiej przeszła jednym głosem. Zagłosowały za nią w zarządzie cztery osoby, jedna była przeciwna, a dwie wstrzymały się od głosu – jedną z nich był prezes związku Adam Małysz. - Nie jestem ze środowiska narciarstwa alpejskiego, dla mnie zawsze liczy się głos trenera - tłumaczy nam szef PZN. - On się na tym zna, a nie był w stanie określić, która z tych dziewczyn ma większe szanse. I to nie na medale, czy choćby top 30. Sawicka według kryteriów była wyżej, Komorowska startuje w większej liczbie konkurencji. Osobiście nie byłem w stanie stwierdzić, która z nich ma większe szanse na dobry wynik, więc wstrzymałem się. Nie byłbym w stanie wybrać tak, żeby nie skrzywdzić jednej z nich.
- W większości dyscyplin decydujące zdanie ma trener, bo on najlepiej wie, kto i jaki ma potencjał, a nie członkowie zarządu. W narciarstwie alpejskim jest taki problem, iż każdy trenuje sam. I nikt z nikim nie może się dogadać - wskazuje Małysz.



Kandydaturze Komorowskiej jako jedyny przeciwny był Tomasz Grzywacz, sekretarz generalny PZN. – Dla mnie zawsze najważniejsze będą kryteria sportowe – powiedział Sport.pl.
O co konkretnie chodzi? Otóż, według wytycznych uzgodnionych i zatwierdzonych przez PZN, przy ustalaniu składu reprezentacji najważniejsze są punkty Pucharu Świata, następnie punkty Pucharu Europy, potem najniższa średnia punktów FIS (Międzynarodowej Federacji Narciarskiej). Ani Komorowska, ani Sawicka nie spełniają pierwszego i drugiego warunku, natomiast w trzecim lepsza jest Sawicka.
Na igrzyska pojedzie jednak Komorowska, czyli zawodniczka, która nie spełnia kryterium PZN, a w domu zostanie ta, która je wypełnia. O olimpijskim starcie zdecydowało głosowanie działaczy, a nie kryterium sportowe.
"Łatwiej znieść zerwanie więzadeł kolana"
Reprezentację do głosowania przed zarząd PZN zgłasza trener główny dyscypliny, reprezentujący tzw. pion sportowy związku. Jest nim Maciej Orłowski, trener Maryny Gąsienicy-Daniel, w tej chwili najlepszej polskiej alpejki. Wiadomo, człowiek zajęty, co innego mu w głowie, niż zajmowanie się składem – jego podopieczna będzie zaraz walczyć o medal olimpijski, ma na niego spore szanse. W tej sytuacji środowisko podejrzewa, iż ogromny wpływ na decyzje sportowe ma szara eminencja sportów zimowych Andrzej Kozak, prezes Tatrzańskiego Związku Narciarskiego i doradca PZN, a w przeszłości były trener sióstr Doroty i Małgorzaty Tlałek. Choć oficjalnie nie pełni żadnej roli w regionalnej federacji, siedzi na tylnym siedzeniu i wydaje polecenia – mówią anonimowo informatorzy Sport.pl.



- Nie chodzi nam o to, iż nasza córka jest najlepsza na świecie. Chodzi o to, aby była traktowana uczciwie. Żebyśmy wszyscy życiu w uczciwym środowisku – mówi nam z kolei Marcin Sawicki, ojciec Anieli. - Skoro uzgodniliśmy warunki startu, to dlaczego o nim decyduje głosowanie? Aniela trzykrotnie podnosiła się z poważnych kontuzji, ale nie wiem, czy się z tego podniesie. Łatwiej jest chyba znieść zerwanie więzadeł kolana. Gdy dowiedziała się o decyzji, przez cztery godziny płakała. I to wszystko przed jej pierwszym startem w slalomie Pucharu Świata. Powiedziałbym, iż są to dla niej niebezpieczne okoliczności startu - dodaje Sawicki.
W weekend Aniela Sawicka wystartuje w Spindlerovym Mlynie. Będzie to jej debiut.
Sawicki wspominał, iż jego córka po zeszłorocznej ciężkiej kontuzji, obiecała sobie, iż wróci silniejsza. – Powiedziała w karetce: będę pracowała, trenowała i pojadę na Igrzyska – mówi Sawicki. - Gdy zabrakło jej czterech punktów na 400 w testach Iromen i straciła finansowanie, nie protestowaliśmy, bo takie były reguły. W kolejnej edycji zdobyła 600 punktów. Trenowała, walczyła o punkty i zrealizowała wytyczne, a nie jedzie. To nie jest sport, to nie jest uczciwa rywalizacja, to nie jest przestrzeganie zasad – dodaje ojciec zawodniczki, nawiązując do Ironmen, czyli obowiązkowego testu fizycznego kwalifikującego do finansowania z PZN.
- Tego nie można zlekceważyć. Uzgodniliśmy coś i powinniśmy się tego trzymać, bo inaczej lekceważymy młodych ludzi, oszukujemy ich. Jest to wszystko bardzo trudne. Ludzi z PZN nie ma na zawodach, po prostu na nie nie przyjeżdżają. Na Puchar Polski nikt nie przyjechał. Nie znają się, nie wiedzą, nie rozmawiają. Jestem mocno wzburzony. Mój syn za kilka lat może być w tej samej sytuacji – mówi Marcin Szafrański, olimpijczyk i komentator.



I teraz wkracza Radosław Piesiewicz i jego PKOl
Jednak sprawa może mieć zupełnie inne zakończenie, bo w tym momencie na scenę wkracza Radosław Piesiewicz i jego PKOl. W piątek zbiera się komisja sportowa PKOl, która przygotowuje rekomendacje dla zarządu komitetu - ten w poniedziałek ma zatwierdzić reprezentację. Raz na półwiecze PKOl nie zgadza się na powołanie jakiejś zawodniczki lub zawodnika - zwykle jest to formalność, ale nie musi nią być. W 14-osobowej komisji sportowej PKOl jest dwóch fachowców od sportów zimowych, ale można się spodziewać, iż grupa byłych sportowców i znanych trenerów – wśród nich są np. Henryk Olszewski z lekkoatletyki lub trener sprinterów Tadeusz Osik – pójdzie za głosem jednego z nich. Będzie nim medalista olimpijski w panczenach Konrad Niedźwiedzki, szef misji w Mediolanie i Cortinie d'Ampezzo i jednocześnie wiceprzewodniczący komisji.
Rodzice Anieli Sawickiej już napisali odwołanie, w której proszą PKOl o zmianę decyzji.
Idź do oryginalnego materiału