Władimir Semirunnij po trzech przejazdach wieloboju klasycznego podczas mistrzostw świata w łyżwiarstwie szybkim w holenderskim Heerenveen zajmował czwartą lokatę w klasyfikacji generalnej. Reprezentant Polski szczególnie dobrze spisał się na dystansach 1500 oraz 5000 metrów, plasując się kolejno na czwartej i trzeciej pozycji.
REKLAMA
Zobacz wideo Wojciech Fortuna o wielkim sukcesie Władka Semirunnija! "Ja najeździłem się do sowietów i widziałem, iż to dobrzy ludzie są"
Nieco gorzej było na dystansie 500 metrów, ale i tam "Władek" miał powody do zadowolenia, gdyż mimo zajęcia dopiero dziewiątego miejsca, udało mu się pobić rekord życiowy z czasem 36.69 sekundy. Na koniec MŚ srebrny medalista olimpijski z Mediolanu i Cortiny walczył na koronnym dystansie 10 000 metrów, co dawało nadzieję na wdarcie się na podium imprezy rozgrywanej na torze Thialf.
Metodej Jilek znów rzucił wyzwanie Władimirowi Semirunnijowi
W pierwszej parze mierzyli się dwaj Holendrzy - Stijn van de Bunt oraz Chris Huizinga. Pierwsze minuty przebiegały dość spokojnie i, jak można było się spodziewać, żaden z zawodników nie zamierzał szarżować. Obaj panowie jechali niezwykle równym tempem, ale ostatecznie pod koniec dystansu to Huizinga zdołał wyraźnie odjechać swojemu rodakowi i z czasem 12:49.43 wpadł na linię mety.
Kolejny pojedynek skojarzył ze sobą czeskiego mistrza olimpijskiego na 10 kilometrów Metodeja Jilka i Włocha Riccardo Lorello. Była to ważna rywalizacja z perspektywy polskich kibiców, gdyż Czech tracił kilka do Semirunnija. Jak można było się spodziewać, Jilek jechał z dużo większym tempem i gwałtownie odjechał włoskiemu panczeniście. Czeski zawodnik wykręcił genialny czas na poziomie 12:30.54. To oznaczało, iż "Władek" musiał pojechać w okolicach swojego rekordu życiowego, aby wyprzedzić Jilka.
Semirunnij pędził, jak tylko mógł. Trzeba było liczyć na błędy rywali
Władimir Semirunnij ponownie mierzył się z Pederem Kongshaugiem z Norwegii, który w tym sezonie na 10 kilometrów nie jeździł. Zresztą, rekord życiowy również miał dużo słabszy od "Władka", który jest rekordzistą toru w Heerenveen. Tym samym obaj panowie niemal od początku jechali samotnie, a reprezentant Polski mógł skupić się na gonieniu Jilka oraz walce o podium mistrzostw świata.
Na trzecim miejscu przed ostatnią konkurencją znajdował się właśnie Kongshaug. Semirunnij skrupulatnie odrabiał niewielką stratę do Norwega. Prędkość także była niezła względem przejazdu reprezentanta Czech. W połowie dystansu jasne stało się, iż trzeba przyspieszyć i zejść z czasem rundy poniżej 30 sekund.
Przewaga nad Jilkiem robiła się coraz mniejsza i niestety nie udało się jej utrzymać. "Władek" z wyciągniętymi obiema rękoma dojechał na metę z czasem 12:34.37. Kornshaug został przeskoczony przez naszego panczenistę w klasyfikacji końcowej, ale po wyczynie Jilka trzeba było liczyć na potknięcie Sandera Eitrema lub Jordana Stolza, by móc sięgnąć po medal MŚ.
Jest medal mistrzostw świata dla Semirunnija! Co za końcówka!
Norweg i Amerykanin rywalizowali ze sobą w ostatniej parze i można było się spodziewać, iż będzie to przepiękne zwieńczenie zmagań w wieloboju. Stolz z reguły nie mierzy się na dystansie 10 kilometrów, ale musiał wykręcić przyzwoity czas, by utrzymać pozycję lidera. Eitrem z kolei czuł się dość pewnie i gwałtownie odstawił swojego młodszego przeciwnika na niemal 10 sekund.
Na przebieg wydarzeń z wypiekami na twarzy spoglądali Semirunnij i Jilek. Czech był już pewny sięgnięcia po krążek. Po połowie dystansu zarówno Stolz, jak i Eitrem wciąż mieli sporą przewagę w klasyfikacji generalnej nad Jilkeim i "Władkiem", ale ta gwałtownie topniała - szczególnie w przypadku Amerykanina, który w pewnym momencie niespodziewanie został minięty przez jadącego po swoje Eitrema.
Na pięć okrążeń przed końcem Stolz stracił przewagę nad Jilkiem. Szanse na medal dla reprezentanta Polski zwiększały się, a on sam przyglądał się wszystkiemu z uśmiechem. Ostatecznie Władimir Semirunnij został brązowym medalistą mistrzostw świata w łyżwiarstwie szybkim w wieloboju klasycznym! Złoto przypadło Sanderowi Eitremowi, a srebro Metodejowi Jilkowi.
Krążek MŚ wywalczony przez "Władka" był drugim w historii tej konkurencji dla naszej reprezentacji, a pierwszym męskim. Do tego 23-latek pobił rekord Polski w wieloboju.
Zobacz też: Polska bez Tomasiaka tylko tłem. Żadnych szans na MŚJ

1 dzień temu