Pogoń jak Widzew. Kasa jest ważna, ale sama nie zagra

1 godzina temu

Pogoń Szczecin ma swoje ambicje i chciała to udowodnić w zimowym okienku transferowym, bo ściągnięcie Angielskiego, Szalaia czy – zaocznie – Dziczka robiło wrażenie, z kolei Motor… No niby też ma ambicje, ale zimą był aktywny jak przeciętny niedźwiedź, czyli wcale. Logika podpowiadała więc, iż szczecinianie będą faworytem i w Lublinie wygrają, ale Ekstraklasa nie tak często ma coś wspólnego z logiką, zatem wygrał Motor.

Ktoś może powiedzieć, iż gra Pogoni nie wyglądała momentami wcale tak źle i okej, ale też fakty są takie, iż jedyny gol dla gości padł z kompletnego przypadku. Mianowicie najpierw był rykoszet przy podaniu do Ulvestada, a potem był rykoszet przy uderzeniu Norwega. Wpadło, ale ile szczęścia Pogoń miała po drodze, oj, dużo.

Pogoń pokonana w Lublinie. Wykończenie znów szwankowało

Problemem szczecinian na pewno jest wykończenie i było to widać już jesienią, naczelnymi przykładami są spotkania z Wisłą Płock i – szczególnie – z Jagiellonią, kiedy Portowcy walili jak w bęben, a ostatecznie i tak przegrali. Tutaj tak skrajnie nie było, ale gdyby Juwara czy Mukairu mieli chłodniejsze głowy, też powinno wpadać. Natomiast nie wpadało.

Gorzej, iż gorączka dopadła też Grosickiego, który fatalnie wykonał rzut karny. Kopnął tak, jakby rano nie zjadł śniadania, albo jakby jego ciało przejął – niczym w Kosmicznym Meczu – losowy kibic, który nieszczególnie ma pojęcie o podejściu do jedenastki.

Piłka leciała i płakała, więc Brkić spokojnie ją zgarnął. Skakał przed tym karnym, czarował i najwyraźniej Grosickiego zaczarował, choć czy tutaj potrzeba było magii? Na ostatnie pięć jedenastek w Ekstraklasie pomocnik wykorzystał dwie. Oczywiście patrząc całościowo wciąż ma niezłe statystyki, tylko cztery pudła przez całą karierę, też pamiętne wcinki nad zrozpaczonymi golkiperami, ale od jakiegoś czasu nie idzie.

I nie tylko z karnych, też z rożnych, dziś trudno było mu przekopać nad pierwszym obrońcą.

𝐊𝐀𝐌𝐈𝐋 𝐆𝐑𝐎𝐒𝐈𝐂𝐊𝐈 𝐌𝐀𝐑𝐍𝐔𝐉𝐄 𝐑𝐙𝐔𝐓 𝐊𝐀𝐑𝐍𝐘!

Ivan Brkić bohaterem!

Transmisja: https://t.co/Khg2yEVJUo pic.twitter.com/FwbL3eA84j

— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) February 1, 2026

Motor miał więc w tym spotkaniu trochę szczęścia, ale też po prostu korzystał ze swoich szans. Najpierw piłka odbiła się od Czubaka w polu karnym, potem sam na sam wykorzystał Ndiaye. To z całą pewnością najdziwniejszy piłkarz w tej lidze, ponieważ niby widać, iż coś potrafi, ale jednocześnie potrafi z wybitną regularnością zagrać idiotycznie. Nie było więc wiadomo, czy mając przed sobą tylko bramkarza, wycofa piłkę do Brkicia, kopnie w chorągiewkę, czy jednak strzeli, ale tak się wylosowało, iż jednak strzelił.

Gospodarze po pesymistycznej zimie mają więc jakiś powód do optymizmu, a Pogoń może sobie podać ręce z Widzewem. Miało być lepiej niż jesienią, a zaczęło się tak samo, jeżeli nie gorzej.

CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:

  • Koniec cierpień obrońcy Wisły Płock. Transfer o krok
  • Frederiksen o porażce z Lechią: Brakowało podstaw w naszej grze
  • Trener Lechii w siódmym niebie. „Jestem zachwycony wynikiem i występem”

Fot.Newspix

Idź do oryginalnego materiału