
Paddy „The Baddy” Pimblett wreszcie wypowiedział się na chłodno po gali UFC 324. Brytyjczyk wyznał, co jest aktualnie dla niego największą bolączką.
Gala UFC 324 była pierwszym tegorocznym wydarzeniem organizowanym przez Danę White’a i spółkę. Odbyła się 24 stycznia w T-Mobile Arenie, w Las Vegas i była niezwykle wyczekiwanym widowiskiem. Podyktowane to było nie tylko tym, iż był to pierwszy event w 2026 roku, ale również faktem, iż była to pierwsza gala po sześciu tygodniach przerwy, a także ze względu na mistrzowską konfrontację w jej trakcie.
Co prawda planowo mieliśmy mieć do czynienia z większym hukiem, bowiem pierwotnie w wydarzeniu wziąć miał udział Ilia Topuria. Gruzińsko-hiszpański mistrz nie wziął jednak udziału w gali, a to w związku z problemami w życiu prywatnym, tj. sprawą rozwodową. Co ciekawe, w co-main evencie pierwotnie miały rywalizować ze sobą – aktualna mistrzyni, Kayla Harrison oraz powracająca z emerytury legenda kobiecego MMA, Amanda Nunes. Do tego starcia nie doszło ze względu na kontuzję Amerykanki, która zmuszona była się wycofać z hitowego zestawienia.
ZOBACZ TAKŻE: Brat Materli gotowy na walkę z dyrektorem KSW. „Może nie wyglądam jak Załęcki, ale…”
Tak więc to starcie Justina Gaethje z Paddym Pimblettem było tym, na które fani czekali najbardziej. Ich pojedynek o tymczasowy pas mistrzowski kategorii lekkiej był walką wieczoru nie tylko z tytułu. Już od pierwszych sekund było jasne, iż obaj zawodnicy wyszli z celem ubicia rywala przed czasem – nikt z nich nie zamierzał odpuszczać. Gaethje wszedł z charakterystyczną dla siebie agresją i od razu narzucił wysokie tempo, zmuszając Pimbletta do intensywnej pracy w obronie. Jego mocne uderzenia i ciągła presja zmuszały Brytyjczyka do cofania się i szukania sposobów, żeby odpowiedzieć. Podkreślić należy, iż Amerykanin parę razy posłał swojego rywala na deski, jednakże nie decydował się go dobijać, unikając płaszczyzny, w której lepszy prawdopodobnie byłby „The Baddy”, czyli rzecz jasna płaszczyźnie parterowej.
Pojedynek gwałtownie przerodził się w prawdziwą wojnę na pięści i kopnięcia. Gaethje wykorzystywał swoją siłę i kontrolę oktagonu, często trafiając celnie i brutalnie. Pimblett z kolei imponował sercem do walki i wolą walki, momentami zaskakując przyspieszeniami i punktowymi kombinacjami. Były mistrz Cage Warriors ani myślał odpuszczać – raz po raz starał się odpowiadać i szukał w stójce sposobu na odwrócenie losów pojedynku.
Ta sztuka mu się nie udała, bowiem po pięciu rundach sędziowie jednogłośnie przyznali zwycięstwo przypadło Justinowi Gaethje. Ta decyzja przyniosła mu tymczasowy tytuł mistrza wagi lekkiej, a także zagwarantowała konfrontację ze wspomnianym już Topurią, który znajduje się w posiadaniu pełnoprawnego tytułu dywizji do 155 funtów.
Warto odnotować, iż mimo porażki Pimblett zyskał ogromny szacunek za swoją postawę, tj. niezłomność i wolę walki. Oczywiście nie brakuje też słów krytyki i to nie tylko pod adresem kibicu Liverpoolu F.C. Otóż obu zawodnikom dostało się z powodu tego, iż ich walka co prawda była niezwykle emocjonującą batalią, jednakże nie przypominała ona mistrzowskiej rywalizacji pod względem techniczno-taktycznym. Była to młócka, która nie do końca przypadła do gustu koneserom MMA – są to jednak pojedyncze głosy w dobie superlatyw à propos tej potyczki.
ZOBACZ TAKŻE: Głowacki reaguje na hejt po zwycięstwie. Ma ważne przesłanie
Paddy Pimblett po UFC 324
Anglik wyglądał po walce z „Highlightem” naprawdę koszmarnie i na chwilę zniknął z przestrzeni publicznej, liżąc swoje rany. Dziś jednak, tydzień po swoim występie, zdecydował się opublikować materiał wideo na swoim kanale, w którym wrócił myślami do tego pojedynku:
Ciągle jestem zirytowany tym, jak się zaprezentowałem, a także wieloma innymi rzeczami w tym związanymi. Jeszcze jej nie oglądałem (walki), ale obejrzymy ją na kanale. Obejrzymy ją razem – opublikujemy materiał wideo, na którym oglądamy walkę.
– zadeklarował „The Baddy”.
Ponadto, były pretendent skomentował również swój aktualny stan, jasno dając do zrozumienia, iż czuje się niemalże w pełni sił, choć barwy wojenne jeszcze nie zeszły z jego twarzy:
Jedynym, co mi tak naprawdę dolega, to pewnego rodzaju zadrapanie w kąciku oka. Natomiast jutro wracam na matę, wracam do treningów.
– podsumował swój stan zdrowia Paddy Pimblett na własnym kanale w serwisie YouTube.
Na tę chwilę oczywiście nie wiadomo, z kim teraz skrzyżuje rękawice złotousty Paddy. Niewykluczone, iż będzie to Benoit Saint Denis, który obrał go na cel, po wczorajszym triumfie z Danem Hookerem w Sydney.

2 godzin temu













![Tłumy Zielonogórzan na oficjalnym otwarciu Kina Newa [ZDJĘCIA]](https://rzg.pl/wp-content/uploads/2026/02/2c13d9854b499e45e4f520c5d893ba93_xl.jpg)

