W PKOl, w jednym pomieszczeniu podczas ślubowania olimpijskiej reprezentacji, zmieścili się w piątek prezydent Karol "Decyzja Kaczyńskiego*" Nawrocki, Jakub Rutnicki, minister sportu w rządzie Donalda Tuska, czyli "najgorszego premiera od 1989 roku*", a także szef PZN Adam Małysz, wymanewrowany przez Radosława Piesiewicza w wirtuozerski sposób kilka dni wcześniej. - Wielkim skoczkiem pan był, ale wielkim prezesem to nie bardzo - usłyszał od niego nie dalej jak w czwartek Małysz. Był też wiceprezes PKOl Marian Kmita, cichy bohater, który właśnie w dniu ślubowania usłyszał od asystentki szefa PKOl, żeby spakował swoje rzeczy i wyniósł ze swojego gabinetu w siedzibie komitetu.
REKLAMA
Zobacz wideo Małysz o konflikcie z Piesiewiczem: Zachowaliśmy się jak małe dzieci
Dla tych, którzy nie są wnikliwymi badaczami pekaologii, Małysz i Kmita są ważnymi postaciami opozycji antypiesiewiczowej w komitecie, do której należy jeszcze kilkunastu działaczy z zarządu, w większości nieobecnych podczas ślubowania. Nie podoba się im przeszłość Piesiewicza i jego związki z PiS, autorytarny sposób zarządzania PKOl, a ostatnio decyzja o sponsorskim związaniu się z Zondacrypto. Brak sponsora generalnego podczas ślubowania był widoczny, był znaczący, i częściowo zrozumiały. Olbrzymim echem odbiła się przecież decyzja Piesiewicza, żeby pełna nazwa siedziby komitetu brzmiała: Zondacrypto Centrum Olimpijskie im. Jana Pawła II.
Prezydent Nawrocki – zwracając się do ambasadora Włoch, państwa, w którym odbędą się igrzyska - mówił ładnie o tym, iż w hymnie polskim jest istotny fragment: "z ziemi włoskiej do Polski". Ambasador – zwracając się do wszystkich – iż w hymnie włoskim jest też o Polsce, której "krew pili rosyjscy Kozacy". Prezydent wspominał Jana Pawła II wcale nie w kontekście giełdy kryptowalut, a ambasador opowiedział anegdotę, jak jego znajomi spotkali Jana Pawła II jeżdżącego na nartach w Cortinie. – Patrz, czy to nie papież? – Niee, no co ty! Papież na nartach? Tutaj? – i pojechali.
Być może niefortunne powiązanie papieża-Polaka z giełdą kryptowalut za sprawą Piesiewicza spowodowało, iż generalnego sponsora wyciszono w obecności prezydenta Nawrockiego. Nie przychodzi mi do głowy inna przyczyna. Przyznajcie, byłby to spory wkład do ogólnej atmosfery rozejmu olimpijskiego. Tylko na tyłach działo się coś niepokojowego.
Nieco wcześniej minister Rutnicki przyznawał, iż wciąż nie ma olimpijskiej akredytacji należącej się ministrowi odpowiedzialnemu za sport w rządzie finansującym niemal w 100-procentach przygotowania. Pośrednikiem między organizatorami, MKOl-em a delegacjami politycznymi z różnych krajów, są narodowe komitety olimpijskie, u nas PKOl, ale tak się składa, iż maile i listy nie docierały do adresatów. Pewnie minister – jeżeli będzie chciał – i tak pojedzie na igrzyska, a jednak Piesiewicz chciał mu dać prztyczka i dał. Podoba mi się jednak wstrzemięźliwość, z jaką minister działa w chwili, w której na igrzyska wyjeżdża reprezentacja Polski. Jego poprzednik prawdopodobnie wywołałby totalną wojnę, niezrozumiałą w dniu ślubowania i wyjazdu drużyny na igrzyska, gdy bohaterami powinni być olimpijczycy.
Argumentów minister znalazłby kilka, a mimo to właśnie on zdecydował o wyciszeniu afery z powołaniami PZN i przekonał do tego samego Małysza. Stało się to, mimo iż przedstawiciel Małysza na poniedziałkowy zarząd PKOl zatwierdzający skład reprezentacji został upokorzony. Piesiewicz nie wpuścił go na zebranie, mimo iż działacz miał informacje, które spowodowałyby prawdopodobnie sprzeciw wobec decyzji prezesa PKOl o wykreśleniu jednego olimpijczyka i wpisaniu innego wbrew dobrze udokumentowanemu postanowieniu PZN. Wystarczyło wpuścić i wysłuchać.
*opis prezydenta Nawrockiego przez premiera Tuska i Tuska przez Nawrockiego

2 godzin temu













