Od początku było wiadomo, iż włoskie igrzyska będą wyjątkowym świętem sportu, ale i ogromnym wyzwaniem dla organizatorów. I na razie - w czwartek, dzień przed inauguracją imprezy - nie można stwierdzić, iż wszystko na miejscu już gra. I iż na pewno będzie grało, gdy igrzyska na dobre się rozpoczną. Już dziś za to można w ciemno zakładać np. duże problemy z logistyką i transportem.
REKLAMA
Zobacz wideo Tak Maryna Gąsienica-Daniel trenuje przed IO! "Niektórzy skakali na skoczni"
Do niektórych miejsc w ogóle się nie dostaniemy, w innych się zgubimy. Na dworcach będziemy się przeciskać pomiędzy drabinami a tablicami informacyjnymi - poniższe zdjęcie nie kłamie, taki widok w Mediolanie to nie wyjątek.
Dworzec Milano Centrale (z lewej) i utrudnienia w przejściu na stacji kolejowej w Trydencie (po prawej)Fot. Jakub Balcerski, Sport.pl
Zdarza się, iż zza barierek lecą iskry. A pracownicy obsługi nie wyglądają, jakby się spieszyli. Zapytani, deklarują, iż to "już ostatnie szlify przed igrzyskami".
Włosi do wszystkiego podchodzą na spokojnie, ale my - przyjezdni - nie mamy wrażenia, iż te szlify naprawdę są już "ostatnie".
Plac przed symbolem Mediolanu jak plan zdjęciowy dla tiktokerów
Zacznijmy jednak od pozytywów. Ten widok chyba nie znudzi się nikomu.
Widok na katedrę Duomo w Mediolanie z wyjścia ze stacji metraFot. Jakub Balcerski, Sport.pl
To katedra Duomo di Milano, widok z wyjścia ze stacji metra. To jedna z najważniejszych i najbardziej znanych tego typu budowli w Europie.
Ciekawe, iż przy tym budynku na igrzyskach nie będzie się wiele działo. Nie zaplanowano tu strefy dla kibiców, ani tym bardziej ceremonii medalowych. Organizatorzy zamierzają dekorować sportowców na arenach, tuż po ich startach. W specjalnych strefach dla fanów mają się odbywać tylko "celebracje" medalowe. W Mediolanie taka strefa powstała niedaleko Zamku Sforzów, dla igrzysk zamyka się tam całą ulicę. Ale Duomo, symbol Mediolanu, nie zostanie w pełni wykorzystane. Ale może to i lepiej - ze względów bezpieczeństwa. Każdego dnia i tak zbiera się to mnóstwo turystów. Chyba tylko wcześnie rano i w nocy nie ma tłumów. Plac przed katedrą jest nie tylko tłem dla tysięcy zdjęć, ale przede wszystkim planem zdjęciowym dla twórców tiktokowych filmików. Trudno poruszać się tu w taki sposób, żeby nikomu nie wejść w kadr.
Plac przed katedrą Duomo di Milano w MediolanieFot. Jakub Balcerski, Sport.pl
Przy ścianie katedry, która akurat jest w remoncie, umieszczono na rusztowaniu ogromny ekran. Na nim wyświetlane są reklamy sponsorów igrzysk. Gdy staniemy tyłem do Duomo, widzimy dwa tymczasowe centra olimpijskie. Jedno to centrum telewizyjne, gdzie mieszczą się studia i miejsca do relacjonowania igrzysk z widokiem na katedrę. Drugie - w formie namiotu - to oficjalny sklep igrzysk, największy w Mediolanie.
Włosi zakochali się w Tinie. Za chwilę może być zagrożona wyginięciem. Niestety, także dosłownie
Na środku jednej z wydzielonych części sklepu stoją kosze podpisane imionami maskotek igrzysk: Tiny i Milo. Tej pierwszej nie ma już w żadnym z nich, Milo można wygrzebać tylko z kilku. Włosi zakochali się przede wszystkim w Tinie. Maskotkę coraz trudniej kupić, choć sklep odwiedzamy we wtorek, trzy dni przed inauguracją igrzysk.
Maskotki igrzysk olimpijskich i paraolimpijskich w oficjalnym sklepie z gadżetami w Mediolanie - Milo i TinaFot. Jakub Balcerski, Sport.pl
- Wyprzedane - mówi nam Sofia, jedna z pomocniczek w sklepie. - Zwłaszcza Włosi kupują Tiny. Najczęściej te w średnim rozmiarze, żeby nie wydawać za dużo. Oczywiście, popularne są też małe gadżety - piny, breloki, magnesy. Niektórzy przychodzą po koszulki, a choćby większe ubrania znanych marek, które wyprodukowały je dla włoskiej kadry. Jednak nic nie przebije fali zainteresowania Tiną.
W kolejnych dniach sytuacja nie była dużo lepsza. Po Tinę trzeba wstać rano, bo później już mogą być problemy z kupieniem maskotki. A zwykłe punkty, jak kioski na dworcach czy sklepy przy zabytkach Mediolanu, już wyczerpały zapasy i składają nowe zamówienia. Można zażartować, iż Tina zaraz zostanie gatunkiem zagrożonym wyginięciem.
Ale to kiepski żart, bo... w przypadku gronostajów to po prostu prawda. Te zwierzęta, żyjące w górach otaczających miasta-gospodarzy igrzysk, nazywane są "duchami" albo "niewidzialnymi stworzeniami". To dlatego, iż gronostaje zmieniają ubarwienie futra na zimę. W innych porach roku są czarne lub brązowe, tak jak Milo, który jest maskotką igrzysk paraolimpijskich - nie ma jednej nogi i stoi na ogonie. Na zimę zmieniają się w białe - jak Tina, która tylko końcówkę ogona ma czarną. Gronostaje zmieniają kolor futra głównie ze względu na kamuflaż, który ma im zapewnić bezpieczeństwo. Tyle iż śniegu jest coraz mniej, więc i kamuflaż jest marny.
Na razie coraz więcej osób dowiaduje się jednak o ich istnieniu i gwałtownie zakochuje się w gronostajach. Kupienie maskotek w parze wręcz graniczy już z cudem. jeżeli już są, to te największe i najdroższe.
W Mediolanie widać i czuć igrzyska
Areny igrzysk są mocno rozrzucone, a gospodarzami, obok Mediolanu i Cortiny, może się czuć też pięć innych miast.
W Mediolanie, niedaleko Duomo można przespacerować się ulicą, przy wystawiają się olimpijscy sponsorzy, a nad głowami mamy podświetlone ikonki z piktogramami przedstawiającymi każdą dyscyplinę. Za to sportowo więcej będzie działo się na obrzeżach miasta - choćby mecze hokeja będą rozgrywane w hali Santa Giulia Arena, a łyżwiarstwo szybkie w centrum targowym Rho Fiera.
Olimpijskie piktogramy dyscyplin na jednej z mediolańskich ulicFot. Jakub Balcerski, Sport.pl
Centrum prasowe igrzysk mieści się w hali Allianz MiCo. Część została zamknięta dla potrzeb telewizji, część wydzielona tylko dla prasy i fotoreporterów. Swoje przestrzenie mają większe redakcje, w tym np. "New York Times" czy agencje - Reutera i AP. Można tam zjeść, zdobyć informacje w centrum logistycznym, a także zobaczyć wystawy sponsorów igrzysk. Po jednej z nich oprowadza robot. Żeby w ogóle wejść do centrum, trzeba przejść wyjątkowo szczegółową kontrolę. Najpierw jest kolejka do sprawdzanych wolno i z problemami akredytacji, a potem trzeba wszystkie swoje rzeczy - ubrania, plecaki czy walizki - włożyć do skanera. Takiego jak na lotnisku.
Głównym środkiem transportu wokół Mediolanu - zarówno dla dziennikarzy, jak i kibiców - ma być metro. W maksymalnie 30-40 minut powinniśmy dotrzeć do każdego punktu związanego z igrzyskami. A i samo metro może być małą atrakcją. Zwłaszcza stacje blisko aren - np. Portello, blisko hali łyżwiarskiej. Jej ściany, zaraz po wyjściu z wagonu, są ozdobione zdjęciami zawodników. Wypisano też różne interesujące dla kibiców informacje, w tym rekordy torów i igrzysk. Wygląda to imponująco, potrafi zaciekawić.
Stacja metra Portello w MediolanieFot. Jakub Balcerski, Sport.pl
Oby o mediolańskim metrze mówiło się tylko w pozytywnym kontekście. Bo choć Mediolan to miasto mody i sportu (poza tegorocznymi igrzyskami przede wszystkim piłki nożnej, ale też jazdy konnej, siatkówki czy hokeja), może niestety zaskoczyć negatywnie. Chodzi o gangi złodziei w wagonach metra. Trzeba być wyjątkowo ostrożnym. We włoskich mediach pojawiają się już konkretne ostrzeżenia, a działania gangów można podejrzeć na youtubowych kanałach.
O tym, iż w Mediolanie dzieje się coś wyjątkowego, niech świadczy fakt, iż Inter swojego środowego domowego meczu Pucharu Włoch nie mógł rozegrać na San Siro. Stadion, który bywa nazywany La Scalą futbolu, nawiązując do najsłynniejszego teatru w Mediolanie i tej części Włoch, jest już przygotowywany do ceremonii otwarcia igrzysk, którą zaplanowano na piątkowy wieczór. To może być zresztą część większego pożegnania San Siro. Obiekt w najbliższym czasie ma zostać rozebrany, a Inter i Milan mają zyskać nowy stadion.
To będą igrzyska narzekań na transport i logistykę
Dwa lata temu w Paryżu głównym tematem przed igrzyskami było zagrożenie terroryzmem i i niebezpieczne obrzeża stolicy Francji. - Jak można ochronić tak wielkie miasto, do którego w trakcie igrzysk ma przybyć jeszcze dziesięć milionów osób? - powtarzał za Paryżanami dziennikarz Simon Kuper w rozmowie ze Sport.pl.
Przed tegorocznymi igrzyskami ważne są nie obrzeża Mediolanu, a górskie "clustery", jak nazywa się tutaj regiony poza główną stolicą igrzysk. Poza Mediolanem i Cortina d'Ampezzo konkurencje olimpijskie realizowane są także w Predazzo i Tesero (klaster Val Di Fiemme), Bormio i Livigno (klaster Valtellina) oraz w Anterselwie. To wygląda bardziej na kilka mistrzostw świata w konkretnych dyscyplinach połączonych w jedną imprezę, niż na igrzyska. Dlatego możemy przearanżować pytanie Kupera. Dziś brzmiałoby ono: "Jak można zapewnić dobrą logistykę tak wielkiemu regionowi, do którego w trakcie igrzysk ma przybyć jeszcze kilka milionów osób?".
Jeden ze znajomych dziennikarzy przed wyjazdem do Włoch powiedział mi, iż poczuję niechęć do tych igrzysk już pierwszego dnia po przylocie. Pomylił się. Stało się tak dopiero drugiego dnia, gdy zabrakło biletów na mój pociąg z Mediolanu do Trydentu - a raczej wyczerpała się pula, zarezerwowana w każdym takim środku transportu dla dziennikarzy, wolontariuszy i pracowników igrzysk.
Do środy bardzo słabo działająca aplikacja transportowa umożliwiała tylko rezerwacje na dany dzień. Teraz błąd naprawiono, a bilety rozchodzą się bardzo szybko. Zwłaszcza iż niektórzy rezerwują je tylko "na wszelki wypadek".
Na logistykę igrzysk narzeka wiele osób, nie tylko dziennikarze. Jadąc do Mediolanu z lotniska Malpensa, spotkałem w pociągu parę Litwinów. Oczywiście, przyjechali do Włoch na igrzyska. Od kilkunastu lat jeżdżą na każde, na które są w stanie dotrzeć. Tutaj będą na ceremonii otwarcia na San Siro, na łyżwiarstwie figurowym, a potem przeniosą się do Livigno, na snowboard. Czekają na sportowe emocje, ale z obawami podchodzą do tego, jak się dostaną na olimpijskie areny, gdzie znajdą odpowiednie informacje i np. czy na miejscu będą wszystko widzieć z trybun. - To będą bardzo włoskie igrzyska - śmiali się, sugerując, iż pewnych wpadek można się spodziewać.
I choć zewsząd słychać tu o opóźnieniach czy remontach, mnie udało się dotrzeć do Soragi - bazy Sport.pl do obsługi wydarzeń w Predazzo i Tesero - praktycznie zgodnie z planem. Minutowe spóźnienia pociągów i busów, trochę czekania, ale jedną z najtrudniejszych, zwłaszcza w związku z przesiadkami i logistyką, trasę tych igrzysk pokonałem bez większych problemów.
Słyszałem o kłopotach innych - choćby sześciogodzinnej nocnej podróży przez góry Andrzeja Grabowskiego z Polskiego Radia, który utknął w busem dla dziennikarzy w śniegu, w drodze z Cortiny d'Ampezzo do Predazzo.
Współczuję i wiem, iż sam będę widział niedociągnięcia i narzekał na utrudnienia. Jednak, po pierwsze: to początek igrzysk i mam nadzieję, iż wraz z kolejnymi dniami problemów nie będzie przybywać. Że wszystko się dotrze, a Włosi spiszą się na medal. I po drugie: w podróżowaniu w górach, przy igrzyskach rozrzuconych po różnych, oddalonych od siebie znacznie ośrodkach, to wszystko było do przewidzenia. I trzeba to "wliczyć w koszta".
W Soradze natrafiłem na zaskakujący spokój, choć panie w lokalnej restauracji ostrzegały, iż jest tu już sporo osób, które tak jak ja szukały dobrego miejsca do noclegu przy okazji zawodów w skokach czy biegach narciarskich, a także kombinacji norweskiej. Na ścianie przy recepcji mojego hotelu wisi kilka kartek z autografami zawodniczek narciarstwa alpejskiego, które przyjeżdżały tu w zeszłych latach, przy okazji zgrupowań i zawodów we Włoszech. Dziś hotel nie obsługuje zawodników, a jedynie osoby pracujące przy igrzyskach - poza dziennikarzami choćby kierowców autobusów. Na śniadaniu słyszałem rozmowy po polsku - osób, które przyjechały na narty, ale igrzyskami też zaczynają się interesować. Oby pomogły im w tym też polskie sukcesy, na które wszyscy bardzo liczymy. Pierwsze starty Polaków - w tym treningi skoczków i skoczkiń w Predazzo - już wieczorem w czwartek.

2 godzin temu













