„Obraz naszej kadry był mizerny”. Stanisław Chomski bije na alarm

speedwaynews.pl 2 godzin temu

Biało-Czerwoni przegrali na torze w Rybniku z reprezentacją Australii 41:49. Towarzyskie starcie miało być dla naszej drużyny generalną próbą i przetarciem przed nadchodzącym wielkimi krokami finałem Drużynowego Pucharu Świata na PGE Narodowym. Wynik oraz postawa niektórych reprezentantów pozostawiają jednak sporo do życzenia. Oprócz niezniszczalnego Bartosza Zmarzlika i walecznego Dominika Kubery, polscy liderzy mocno rozczarowali na tle świetnie dysponowanych rywali, wśród których brylowali Brady Kurtz, Jason Doyle czy rewelacyjny Ben Cook.

Selekcjonerski ból głowy Stanisława Chomskiego staje się powoli ogromną migreną. Szef naszej kadry w rozmowie z portalem polskizuzel.pl bez owijania w bawełnę podsumował występ podopiecznych i odniósł się do trudnego zadania, jakim będzie wyselekcjonowanie wyjściowej piątki na mecz o złoto.

Mecz w Rybniku pokazał, jak zdradliwe potrafią być nawierzchnie rzadziej odwiedzane przez zawodników ze światowej czołówki. Selekcjonerska koncepcja nie zakładała jednak szukania ułatwień.

Tyle już przeszedłem, iż nic mnie nie dziwi. Natomiast na pewno nie ma się z czego cieszyć, bo obraz naszej kadry w tym meczu był mizerny – odniósł się do porażki Stanisław Chomski. – Nie prosiłem gospodarzy o żaden specjalny tor. Chciałem, żeby zrobili go dokładnie tak, jak na mecz ligowy. Żeby było widowisko i jednakowe warunki dla obu ekip. Na PGE Narodowym też przecież nikt pod nas toru nie przygotuje. Mieliśmy obiektywny materiał do analizy i o to chodziło.

Słaba postawa braci Przemysława i Piotra Pawlickich, którzy w potyczce z Kangurami uzbierali łącznie zaledwie dwa punkty, zmusza sztab szkoleniowy do głębokiej refleksji. choćby wychowanek rybnickiego klubu, Kacper Woryna, wyraźnie gubił się na swoim domowym owalu.

Trzeba by się trochę zabawić w zgaduj-zgadulę – przyznaje szczerze selekcjoner pytany o zestawienie na finał DPŚ. – Ci, którzy miesiąc temu byli pewniakami, teraz mają duży znak zapytania przy nazwisku. Zawody międzynarodowe i liga to dwie zupełnie różne sprawy. Spójrzmy na Maćka Janowskiego – w lidze kręci świetne cyfry, a na Grand Prix we Wrocławiu wypadł blado. Piotrek Pawlicki z kolei mocno się ostatnio popsuł, ma za sobą groźne upadki, stracił istotny silnik i to przekłada się na decyzje sprzętowe.

Może i Kacper Woryna miał w głowie stare ustawienia z Rybnika i to go zgubiło. W zasadzie tylko Bartosz Zmarzlik dobrze przeczytał ten tor od samego początku – dodaje trener.

Zimny kubek wody przed batalią o złoto

Mimo mizernego występu i porażki z rywalem z Antypodów, opiekun polskiej reprezentacji stara się zachować chłodną głowę i dostrzec pozytywne strony rybnickiego zimnego prysznica.

Staram się szukać pozytywów. Gdyby wszystko poszło gładko, łatwo i przyjemnie, mogłoby nas to uśpić przed najważniejszą imprezą sezonu. Poszło jednak bardzo źle i nasi zawodnicy dostali wyraźny sygnał: muszą się mocno ogarnąć, jeżeli myślą o złocie na PGE Narodowym. Dobrze, iż teraz musimy zgłosić szeroką kadrę dziesięciu nazwisk, bo z tym większego kłopotu być nie powinno. Schody zaczną się przy wyborze meczowej piątki – podsumowuje Stanisław Chomski.

Idź do oryginalnego materiału