Niemcy "interweniują" po medalu Polaków. Nie zamierzają odpuszczać

2 godzin temu
Finał poniedziałkowego konkursu duetów skoczków na igrzyskach olimpijskich był szczęśliwy dla Polski. Biało-Czerwoni zdobyli swój czwarty medal na tej imprezie dzięki Kacprowi Tomasiakowi i Pawłowi Wąskowi. Jednak z powodu złej pogody odwołano serię finałową konkursu skoków, co wzbudza zrozumiałe kontrowersje. Jak się okazuje, tak tej sprawy nie zostawią Niemcy. Tamtejsze media dzień po zawodach postanowiły interweniować i zwróciły się do Sandro Pertile, który zarządzał wydarzeniem.
Dwa srebrne medale i jeden brązowy w skokach narciarskich. Przed startem igrzysk olimpijskich nikt się nie spodziewał podobnego scenariusza, a z trenera Macieja Maciusiaka otwarcie drwiono. Po poniedziałkowym konkursie posypały się zresztą przeprosiny kierowane do trenera.

REKLAMA







Zobacz wideo Kacper Tomasiak, jakiego nie znacie. 7 faktów o multimedaliście olimpijskim



Niemieckie media interweniują po medalu Polaków. Pertile się tłumaczy
Chyba nikt się nie spodziewał takiego zakończenia olimpijskiej rywalizacji w skokach. A to przecież nie pierwszy raz, gdy pogoda psuje plany FIS. Seria finałowa konkursu duetów została anulowana po tym, jak w jego trakcie doszło do nagłej zmiany pogody - zaczął padać śnieg, szalał też wiatr. Skutki widzieli wszyscy. Skok Kacpra Tomasiaka był fatalny, ale trudno w takich warunkach skoczyć dobrze. Zawiedzeni mogli być Niemcy. W momencie przerwania konkursu zajmowali pierwsze miejsce, a Philipp Raimund poradził sobie znakomicie.


Sandro Pertile - dyrektor PŚ oraz szef olimpijskiego konkursu - tak tłumaczył w poniedziałek decyzję dotyczącą odwołania rundy finałowej. - Wolę odwołać serię, niż mieć niesprawiedliwe wyniki. Oczywiście mogę zrozumieć, iż niektórzy czują się pokrzywdzeni, ale przy exit gacie zawodnicy mówili, iż warunki na rozbiegu nie byłyby sprawiedliwe dla wszystkich z innym rozwiązaniem - stwierdził.
Niemcy nie zamierzają jednak odpuszczać. We wtorek o dodatkowe wyjaśnienia poprosił portal t-online.de. Pertile ich udzielił i powiedział o trzech decydujących czynnikach. Jednym z nich była utrata prędkości podczas startu, co zresztą było widać doskonale w trakcie skoku Kacpra Tomasiaka. - Było jasne, iż nie wszyscy skoczkowie mogli osiągnąć podobną prędkość na skoczni. Podczas śnieżycy nie mieliśmy możliwości stworzyć takich samych warunków dla wszystkich. To było kompletnie niesprawiedliwe - powiedział Pertile niemieckiemu portalowi.


Niebezpieczne były też warunki do lądowania. - Przez mokry śnieg strefa lądowania, promień i strefa wybiegu stawały się coraz bardziej lepkie, a to sprawia, iż ryzyko upadku jest większe - zaznaczył.



Kolejnym czynnikiem był wiatr. - Przez ostatnie 10 dni mieliśmy bardzo stabilny, lekki wiatr tylny. Tak samo było wczoraj w dwóch pierwszych seriach. W finale, gdy zaczął padać śnieg, mieliśmy wiatr czołowy do 4 metrów na sekundę. To strasznie utrudniało pracę jury, aby wyznaczyć okno startowe w tak zaskakujących warunkach. Zła decyzja mogła doprowadzić do niespodziewanie dalekiego skoku. Chodziło o bezpieczeństwo - dodał.
Polska na zimowych igrzyskach olimpijskich zdobyła już cztery medale - trzy srebrne i jeden brązowy. Pod względem liczby zdobytych medali są to już trzecie najlepsze zimowe igrzyska w historii startów Biało-Czerwonych. Lepiej było tylko w Soczi i w Vancouver, gdy Polacy zdobyli po sześć medali.
Idź do oryginalnego materiału