Parodia skoków narciarskich, skandal. Nie będę brał udziału w tym g..."

1 godzina temu
- Nie będę brał udziału w tym gów*** - powiedział mistrz olimpijski Philipp Raimund w trakcie konkursu w Oslo. I zrezygnował ze skoku. Czy szef Pucharu Świata Sandro Pertile weźmie to sobie do serca? Czy po wydarzeniach tego weekendu, a zwłaszcza niedzieli, mekka skoków narciarskich może wypaść z kalendarza? Wszyscy poza działaczami wiedzą, iż wręcz musi. Bo kilkanaście lat temu ktoś totalnie zepsuł kultową Holmenkollbakken.
Mieliśmy czterech Polaków w niedzielnym konkursie i wszyscy zapunktowali. To coś niespotykanego w tym nieudanym dla naszych skoków sezonie Pucharu Świata. Ale obecność w top 30 Pawła Wąska, Kacpra Tomasiaka, Kamila Stocha i Macieja Kota jest nie tyle sukcesem naszej kadry, co jednym z wielu dowodów, jak dziwne rzeczy działy się w niedzielę w Oslo.


REKLAMA


Zobacz wideo Tu wychował się Kacper Tomasiak! Odwiedziliśmy jego rodzinne strony


- I'm not doing this sh** here – rzucił wzburzony Philipp Raimund tuż przed swoim skokiem. W wolnym tłumaczeniu mistrz olimpijski (ze skoczni normalnej) sprzed miesiąca ogłosił wszem i wobec, iż "nie będzie brał udziału w tym gów***". I zrezygnował ze startu w zawodach, które były parodią skoków narciarskich.
Światowe gwiazdy skoków musiały walczyć o przeżycie. Parodia
Raimund miał numer 61. Chwilę przed nim, z numerem 58, Felix Hoffmann spadł na 95. metr. I został sklasyfikowany na ostatnim miejscu. Jeden z najlepszych skoczków świata walczył o przeżycie. Nie przesadzamy – w powietrzu miotało nim jak kukiełką. A gdy wylądował, system zabrał mu jeszcze 8,7 punktu za... korzystne warunki.
Przedostatni Władimir Zografski (109 metrów) też rzekomo korzystał z pomocy wiatru. Od noty odjęto mu 7,3 punktu. - Zobaczyłem skok Zografskiego i pomyślałem: „Nie no, to niemożliwe" – mówił w Eurosporcie Stephan Embacher, gdy jury po koszmarnej pierwszej serii postanowiło, iż odbędzie się też druga runda.
Austriak był na półmetku szósty i na tym miejscu został, bo serii finałowej jednak nie dało się przeprowadzić. Ale Embacher, mimo iż miał szczęście i został sklasyfikowany wysoko, nie zamierzał robić dobrej miny do złej gry. Jeszcze wymowniej zachował się Kristoffer Eriksen Sundal – Norweg po najdalszym skoku dnia (134 metry dały mu siódme miejsce) pukał się w kask, pokazując tym gestem ludziom odpowiedzialnym za przeprowadzanie zawodów w niebezpiecznych warunkach, co o ich postawie myśli.


Stoch chciałby wysadzić tę skocznię w powietrze. Nie on jeden
- Ta skocznia jest tragiczna, powinno się ją wysadzić w powietrze. Chętnie dołożę się do materiałów wybuchowych – powiedział kilka lat temu Stoch. To były żarty. Ale jednocześnie prawda o skoczni. W miejscu kultowego obiektu, na mistrzostwa świata w 2011 roku postawiono architektoniczny bubel. Może i betonowa konstrukcja wygląda imponująco (zależy, co kto lubi), ale skakać się tam nie da. A przynajmniej nie sprawiedliwie i bezpiecznie.
Stoch w swoim ostatnim w życiu starcie w Oslo zajął 28. miejsce. Niespodziewanie zdobył punkty PŚ. Gdy skoczył 119,5 metra, wydawało się, iż nie ma żadnych szans na wejście do top 30. Ale im dłużej trwał ten konkurs, tym trudniej mieli kolejni zawodnicy. I w efekcie punktowanych miejsc starczyło dla całej polskiej czwórki. Najlepszy z naszych był tym razem 21. Paweł Wąsek. Na 24. miejscu zawody skończył Kacper Tomasiak, a 29. był Maciej Kot.
Za wszystkimi Polakami znaleźli się między innymi:


wicelider Pucharu Świata Ryoyu Kobayashi (był 32.);
trzeci w klasyfikacji generalnej Daniel Tschofenig (37.);
zwycięzca z soboty Gregor Deschwanden (38.);
Johann Andre Forfang, który w sobotę był siódmy (46.).


Dodajmy jeszcze, iż Domen Prevc, a więc absolutny dominator sezonu, po sobotnim przepadnięciu w pierwszej serii, teraz był dziewiąty. To jego najgorszy weekend tej zimy.


Mamy dwie propozycje dla Pertile i FIS
To był tak naprawdę najgorszy weekend skoków w okresie 2025/2026. Drogi panie Sandro Pertile. Wiedząc, iż zdarza się panu czytać teksty Sport.pl, mamy dla pana, jako szefa Pucharu Świata w skokach, dwie propozycje. Pierwsza: wykreślić Oslo z kalendarza. Tak, tak – wiemy, iż pan na to nie pójdzie. A zatem mamy propozycję numer dwa: niech pan zamiast rozgrywania tych konkursów wprowadzi do programu losowanie wyników. Tamtejsze zawody i tak nie obchodzą kibiców, a przynajmniej skoczkowie będą bezpieczni. I będą mieli poczucie, iż mimo wszystko losowanie jest bardziej sprawiedliwe od skakania w od lat loteryjnych konkursach, które są antyreklamą dyscypliny.


- Niby w komputerku wszystko się zgadza i można zawodników puszczać, ale widzimy skoczków kręcących się w powietrzu – oceniał w studiu Eurosportu Krzysztof Biegun, kiedyś skoczek, a dziś trener.
Wszyscy oceniamy konkursy w Oslo tak samo – cud, iż nikomu nic się nie stało. Choć nie jesteśmy tego pewni, bo widzieliśmy, jak wściekły zaraz po skoku ruszył w nieznanym kierunku Forfang. Oby nie spotkał na swojej drodze nikogo z FIS-u.
Niedzielne zawody wygrał Japończyk Tomofumi Naito. Za nim uplasowali się Anze Lanisek i Antti Aalto.
Idź do oryginalnego materiału