Rywalizacja w pierwszej rundzie fazy play-off pomiędzy Phoenix Suns a Oklahoma City Thunder przybrała nieoczekiwany i niezwykle ostry obrót. Po porażce w drugim meczu serii 107:120, która stawia zespół w trudnym położeniu przy stanie 0:2, główne tematy dyskusji przeniosły się z parkietu na salę konferencyjną. Liderzy ekipy z Arizony, Devin Booker oraz Dillon Brooks, w bezprecedensowy sposób uderzyli w sędziów, kwestionując integralność dyscypliny i domagając się większej odpowiedzialności od rozjemców spotkania.
Punktem zapalnym dla frustracji zawodników Phoenix Suns stał się szereg decyzji sędziowskich, w tym kuriozalne przewinienie techniczne odgwizdane Devinowi Bookerowi. Do zdarzenia doszło, gdy 29-letni obrońca próbował ratować piłkę przed wyjściem poza linię końcową, przypadkowo trafiając nią jednego z rywali, Jaylina Williamsa. Zdaniem pięciokrotnego All-Stara, sędzia James Williams podjął decyzję o ukaraniu go dopiero po sugestii zawodnika gospodarzy, Alexa Caruso.
– To zdecydowanie coś, czemu trzeba się przyjrzeć. Słyszałem, jak Caruso mówił im, żeby odgwizdali technika, i on ostatecznie to zrobił. W ciągu moich 11 lat nigdy nie musiałem wywoływać sędziego z nazwiska, ale James [Williams] był dziś fatalny, od początku do końca – grzmiał Booker, który po raz pierwszy w swojej karierze w NBA zdecydował się na imienne wskazanie arbitra, nie szczędząc przy tym mocnych słów.
Lider Suns zwrócił również uwagę na to, o czym mówi się od dawna – iż obecny stan rzeczy szkodzi wizerunkowi ligi: – To jest złe dla samego sportu i dla jego uczciwości. Ludzie zaczną postrzegać to jak WWE, jeżeli nikt nie zostanie za to pociągnięty do odpowiedzialności. Wiem, iż nie zdobyłem mistrzostwa w tej lidze, ale gram w niej już 11 lat, więc dojść do takiego momentu i być tak traktowanym… dla mnie to coś złego. To pierwszy raz, kiedy mówię o tym głośno, ale to było potrzebne. Trudno, mogę za to dostać karę finansową — każdy może obejrzeć nagrania i zobaczyć, skąd bierze się ta frustracja.
W podobnym tonie wypowiadał się Dillon Brooks, który mimo zdobycia 30 punktów, zakończył udział w meczu przedwcześnie z powodu limitu fauli. Kanadyjczyk, znany ze swojego bezkompromisowego stylu gry i licznych spięć z rywalami – w tym z rodakiem, Lu Dortem – zaproponował rewolucyjne zmiany w protokole pomeczowym NBA.
– To wy powinniście przeprowadzać wywiady z sędziami. To powinna być nowa rzecz w NBA. Sędziowie muszą się tłumaczyć, bo to, co się dzieje, staje się śmieszne. Widać, iż kiedy na boisku robi się gorąco i tracą kontrolę, zaczynają gwizdać tylko w jedną stronę – argumentował drugi z gwiazdorów Phoenix.
Zawodnik Suns skrytykował również nowoczesny styl gry oparty na wymuszaniu fauli, przeciwstawiając go fizyczności, którą pamięta z czasów młodości: – Nie pojmuję, dlaczego w play-offach wciąż pozwala się na to całe padanie i wymuszanie kontaktu. Zostawcie to na sezon regularny. Teraz powinno chodzić o to, kto jest lepszy na boisku, a nie kto częściej staje na linii rzutów wolnych.
Podczas gdy obóz pokonanych skupiał się na pracy arbitrów, zawodnicy Oklahoma City Thunder zdawali się czerpać energię z gęstej atmosfery w Paycom Center. Shai Gilgeous-Alexander, który zdobył 37 punktów, wielokrotnie wchodził w interakcje z Brooksem, na przykład uśmiechając się i wskazując na niego palcem po celnych rzutach. Zresztą wciąż urzędujący MVP NBA ze spokojem postanowił odnieść się do zarzutów o symulowanie, podkreślając swoją koncentrację na zwycięstwie.
– Nie mogę kontrolować tego, na co Dillon lub ktokolwiek inny po drugiej stronie będzie narzekać. Jedyne, co mogę robić, to wychodzić tam i starać się wygrywać mecze dla mojej drużyny – skomentował lider OKC.
Mimo ogromnych emocji związanych z sędziowaniem, analitycy zwracają uwagę na prozaiczną przyczynę porażki Suns – straty piłki. Phoenix zanotowało aż 21 strat przy zaledwie 10 Thunder, co przełożyło się na 22 punkty zdobyte przez gospodarzy z tych błędów. Trener Jordan Ott przyznał, iż brak wyjaśnień ze strony sędziów w kluczowych momentach jest frustrujący, jednak teraz zespół musi skupić się na ratowaniu serii we własnej hali.
Kolejne spotkanie zaplanowano na sobotę w Phoenix. Będzie to dla Suns mecz o „być albo nie być”, w którym stawką będzie nie tylko uniknięcie niemal pewnej eliminacji, ale także odzyskanie spokoju w obliczu narastającego konfliktu z ligowymi standardami sędziowania.


10 godzin temu











