NBA: Jaki powinien być dobry trener? Ta historia otwiera oczy

15 godzin temu

W NBA bardzo łatwo oceniać trenera po tym, co widać na ekranie. Po zachowaniu przy ławce, po przerwach na żądanie, po rotacji, po tym, czy w końcówce meczu rozpisał dobrą akcję. Kibice widzą gesty, krzyki, rozmowy z sędziami i reakcje po nieudanych zagraniach. Nie widzą jednak najważniejszej części tej pracy, czyli tego, co dzieje się za zamkniętymi drzwiami. Ta historia opowiedziana przez Mike’a Browna skłoniła mnie do pewnej refleksji, bo ten tekst powstawał od bardzo dawna, ale słowa szkoleniowca Knicks po drugim meczu finału NBA zmotywowały mnie do spisania ich i uzupełnienia o kilka ważnych spostrzeżeń, które chciałem powiedzieć już dawno, ale nigdy nie było dobrej okazji.

Buty NIKE za połowę ceny! 930 modeli tylko przez 3 dni!

Mike Brown pokazał na czym polega ta praca

Współczesny trener NBA nie jest tylko człowiekiem od zagrywek. Oczywiście taktyka ma ogromne znaczenie, ale dziś równie ważne są relacje, zaufanie, umiejętność rozmowy i zarządzanie emocjami. Dobry trener to nie ten, który wyłącznie wymaga posłuszeństwa i dyscypliny. Dobry trener to ten, który potrafi sprawić, iż zawodnik staje się lepszą wersją samego siebie.

Mike Brown mówi o tym w sposób wyjątkowo szczery. Bez udawania, iż trener ma zawsze rację. Bez pozy autorytarnego przywódcy, który przychodzi z gotowym systemem i oczekuje, iż wszyscy bez dyskusji się do niego dopasują. Wręcz przeciwnie. Z jego wypowiedzi wyłania się obraz szkoleniowca, który rozumie, iż w NBA nie wystarczy mieć pomysł. Trzeba jeszcze sprawić, żeby zawodnicy w ten pomysł uwierzyli.

Zapytany o proces pracy z Karlem-Anthonym Townsem i o to, jak gwiazdor Knicks uczył się akceptować drobne elementy potrzebne drużynie, Brown zaczął nie od pochwały własnego planu, ale od przyznania, iż to trener musi być gotów do korekt.

Właśnie tak to powinno wyglądać. On jest świetnym zawodnikiem. Przychodzę z gotowym planem, ale może on nie działać. Kto w takiej sytuacji musi się dostosować, on czy ja? Ja. To ja się dostosowuję – powiedział Brown.

To zdanie dobrze pokazuje, jak bardzo zmieniła się rola trenera w NBA. Szkoleniowiec nie może dziś funkcjonować wyłącznie jako człowiek od tablicy taktycznej. Musi być również psychologiem, mediatorem i menedżerem relacji. Szczególnie w lidze, w której najlepsi zawodnicy mają ogromny wpływ na klub, zarabiają wielokrotnie więcej od trenerów i są centralnymi postaciami całych projektów sportowych.

Najpierw zaufanie, potem wymagania

W pracy trenera wszystko zaczyna się od zaufania. Zawodnik może przyjąć krytykę, zaakceptować trudną rolę, zmienić swoje przyzwyczajenia i zrobić krok w tył dla dobra zespołu, ale tylko wtedy, gdy wierzy, iż trener naprawdę chce dla niego jak najlepiej. Że nie chodzi tu tylko i wyłącznie o zwycięstwa, ale o dobro drużyny i rozwój zawodników.

Sportowiec staje się lepszy, kiedy czuje, iż trener mu ufa i w niego wierzy. Wtedy znika część napięcia, paraliżu i lęku przed popełnieniem błędu. Nie dlatego, iż zawodnik przestaje odczuwać presję. Ona w NBA zawsze będzie obecna. Różnica polega na tym, iż w zdrowym środowisku presja nie odbiera odwagi.

Brown nie ukrywa, iż ten proces nie zawsze jest prosty. Nie chodzi o to, iż trener rezygnuje ze swoich zasad i oddaje drużynę w ręce zawodników. Chodzi raczej o znalezienie takiego rozwiązania, które pozwoli graczom czuć się komfortowo, a jednocześnie utrzyma zespół w ramach wspólnego planu.

– Czasem nie nadajemy na tych samych falach, więc o tym rozmawiamy. Znów się dostosowuję, jest trochę lepiej, on czuje się z tym dobrze. Czasem robimy kilka kroków w tył, bo to, co zaproponowałem, mu się nie podoba i to jest w porządku – tłumaczył Brown. – Moim zadaniem jako trenera jest dopasowanie każdego schematu, jaki mamy po obu stronach parkietu, do wszystkich naszych zawodników.

To bardzo ważne podejście. Wielu trenerów mówi o „systemie”, ale tylko najlepsi rozumieją, iż system nie może istnieć w oderwaniu od ludzi. jeżeli masz w drużynie wyjątkowy talent, nie chodzi o to, by wtłoczyć go na siłę w sztywne ramy. Chodzi o to, by znaleźć dla niego taki sposób gry, w którym jego mocne strony będą wykorzystane, a słabości przykryte przez strukturę zespołu.

Brown mówi o tym bez owijania w bawełnę. – jeżeli jesteś świetnym graczem, muszę pójść na większe kompromisy albo dać od siebie trochę więcej niż ty. W końcu doszliśmy do punktu, w którym on czuł się komfortowo, ja czułem się komfortowo, a także Jalen, OG i Mikal czuli się komfortowo. Dla mnie właśnie o to chodzi w okresie regularnym – podkreślił trener.

Drużyna NBA to zarządzanie ego

W NBA każda szatnia jest skomplikowanym organizmem. To kilkunastu zawodników, kilkanaście historii, ambicji, kontraktów, ról, frustracji i oczekiwań. Każdy chce grać. Każdy chce mieć znaczenie. Każdy na tym poziomie ma swoje ego, bo bez niego przecież nigdy nie dotarłby do najlepszej ligi świata.

Problem zaczyna się wtedy, gdy ego staje się ważniejsze od wspólnego celu. Dopiero kiedy kooperacja staje się ważniejsza od potrzeby udowadniania własnej wartości, drużyna może zacząć naprawdę wygrywać. Jedni trenerzy budują systemy i potrafią dzięki nim wygrywać mecze. Najlepsi jednak budują ludzi i dlatego ich drużyny potrafią wygrać więcej niż pojedyncze spotkanie.

Talent daje możliwości i obietnicę wielkości, ale to charakter pozwala się talentowi rozwinąć i wejść na najwyższy poziom. Niektórzy mówią, iż talentem można wygrać kilka meczów, ale to charakter decyduje, kim jesteś, kiedy mecz zaczyna się sypać. Kiedy nie wpadają rzuty. Kiedy sędziowie gwiżdżą inaczej, niż byś chciał. Kiedy gwiazda musi zrobić coś niewygodnego dla dobra drużyny.

Czasem prawdziwym liderem nie jest ten, który mówi najwięcej albo oddaje najwięcej rzutów. Czasem liderem jest ten, przy którym inni grają odważniej. Prawdziwy lider sprawia, iż inni przy nim stają się lepsi. To samo dotyczy trenera. Dobry trener sprawia, iż dobrzy zawodnicy stają się jeszcze lepsi, a bardzo dobrzy robią rzeczy wybitne.

Konfliktów nie można zamiatać pod dywan

W zdrowej drużynie konflikty się rozwiązuje, a nie udaje, iż ich nie ma. To kolejna rzecz, którą widać w podejściu Browna. On nie mówi o idealnej, cukierkowej rzeczywistości, w której trener zawsze trafia z komunikatem, zawodnik od razu wszystko akceptuje, a drużyna idzie przez sezon bez napięć.

Jest dokładnie odwrotnie. Czasem plan nie działa. Czasem zawodnik czegoś nie czuje. Czasem trzeba cofnąć się o kilka kroków. Czasem trzeba odbyć trudną rozmowę. I właśnie wtedy widać, czy trener ma realny autorytet.

Autorytet nie polega na tym, iż nikt nie śmie się odezwać. Autorytet polega na tym, iż zawodnik może powiedzieć prawdę, a trener potrafi ją usłyszeć. Nie musi się z nią od razu zgadzać. Nie musi oddawać kontroli. Ale musi być wystarczająco dojrzały, żeby nie traktować każdej różnicy zdań jak ataku na własną pozycję. Chodzi o to, aby obie strony „spotkały się w zrozumieniu”. Żeby każdy zrozumiał perspektywę drugiej strony i wspólnie mogli znaleźć rozwiązanie dobre dla wszystkich.

W tym sensie sezon zasadniczy nie jest tylko walką o najlepszy bilans i miejsce w tabeli przed play-offami. Jest polem doświadczalnym, procesem, gdzie trzeba coś przetestować, czasem się pomylić, czasem zrobić krok w tył, żeby w decydującej części sezonu drużyna wiedziała już, kim jest i jak reaguje na trudności.

Phil Jackson rozumiał to lata temu

Podejście Mike’a Browna nie jest oczywiście nową koncepcją. Phil Jackson, jeden z najwybitniejszych trenerów w historii NBA, który wygrał 11 mistrzostw jako szkoleniowiec Chicago Bulls i Los Angeles Lakers, prowadził drużyny, które miały największe osobowości w historii koszykówki, czyli Michaela Jordana, Scottiego Pippena, Shaquille’a O’Neala czy Kobego Bryanta. Potrafił też się dogadać z Dennisem Rodmanem, a to na pewno była wielka sztuka!

Jackson był kojarzony z grą „trójkątami”, ale jego legenda nie sprowadzała się tylko do taktyki. Był „Zen Masterem”, trenerem, który szukał sposobu, by dotrzeć do głów zawodników. Rozumiał, iż w drużynie pełnej gwiazd nie wystarczy powiedzieć: „macie grać razem”. Trzeba stworzyć środowisko, w którym największe indywidualności zaakceptują, iż wspólny cel jest ważniejszy od indywidualnej potrzeby dominacji.

Phil Jackson zawsze podkreślał i mówił to Jordanowi, Bryantowi, każdemu graczowi tak naprawdę, żeby skupiali się na sobie, nie na innych. Aby doskonalili siebie, dla siebie i nie porównywali się z innymi, bo chęć udowodnienia komuś, iż był w błędzie, jest na dłuższą metę destrukcyjna.

Brown nie jest drugim Jacksonem i nie o takie porównanie tu chodzi. Chodzi raczej o pewien sposób myślenia. choćby w NBA sama wiedza taktyczna nie wystarcza. Trener musi rozumieć ludzi. Musi wiedzieć, kiedy nacisnąć, kiedy odpuścić, kiedy nazwać problem, a kiedy dać zawodnikowi przestrzeń.

Trener też musi dać się trenować

Najciekawsze w wypowiedziach Browna jest jednak to, iż ta sama zasada dotyczy nie tylko zawodników. Dotyczy również jego samego. Trener Knicks przyznał, iż chce mieć wokół siebie ludzi, którzy będą potrafili zwrócić mu uwagę. Nie tylko przytaknąć, nie tylko wykonać polecenie, ale też powiedzieć wprost, iż coś można zrobić lepiej lub po prostu inaczej.

To bardzo rzadka cecha i świadczy o dojrzałości i poczuciu własnej wartości. Zresztą jak spojrzymy na siebie, to kiedy zrozumiemy i poczujemy to całym sercem, iż nie musimy mieć zawsze racji i pomyłki czy błędy są po prostu częścią życia, to staniemy się naprawdę wolni. Ale wolni w takim kontekście, iż stworzy nam się przestrzeń do realizacji planów i osiągania sukcesów, bo mając z tyłu głowy myśl, iż nie możemy się pomylić, nie będziemy w stanie wejść na wyższy poziom.

To szczególnie ważne na boisku czy na korcie dla wszystkich sportowca bez względu na wiek i poziom rozgrywek.

Brown sam przywołał sytuację, w której asystent musiał go uspokajać, gdy za mocno koncentrował się na sędziach. Dla wielu trenerów byłby to temat niewygodny. On potraktował to jako dowód zdrowej kultury pracy.

Nikt z moich trenerów ani zawodników nie boi się wejść do mojego biura i powiedzieć: „hej, zrób to w ten sposób” – przyznał Brown. – Ostateczna decyzja należy do mnie, ale fakt, iż nie boją się spojrzeć mi prosto w oczy i powiedzieć, co muszę zrobić lepiej, pociągając mnie do odpowiedzialności to dla mnie coś wielkiego.

To zdanie też można odnieść nie tylko do koszykówki. Dobry lider nie otacza się ludźmi, którzy wyłącznie potwierdzają jego rację. Dobry lider tworzy przestrzeń, w której inni mogą powiedzieć mu prawdę, zanim problem stanie się zbyt duży.

Odporność psychiczna natomiast nie polega na braku emocji. Polega na tym, iż emocje nie przejmują nad nami władzy, a trener pomaga nam nimi zarządzać, a nie ściąga w dół. Każdy szkoleniowiec, na każdym etapie, bez względu czy pracuje z młodzieżą czy z zawodowcami, musi umieć wspierać swoich zawodników. Wspierać także w radzeniu sobie z presją.

Dobry trener, czyli jaki?

Kiedyś mówiło się, iż dobry trener to ten, który dostosowuje taktykę do zawodników, a nie zawodników do taktyki.

Dziś dobry trener jest też psychologiem i liderem, autorytetem, który zbudował swoją pozycję w oparciu o zaufanie, a nie krzyk i chamstwo.

Najlepszy trener musi umieć połączyć dwie rzeczy, które pozornie sobie przeczą. Musi wymagać, ale jednocześnie dawać poczucie bezpieczeństwa. Musi stawiać granice, ale nie może budować relacji na strachu. Musi mówić prawdę, ale tak, by zawodnik nie odbierał każdej uwagi jako ataku.

To jest bardzo cienka granica i wymaga ogromnej precyzji i wyczucia. Zbyt miękki trener może stracić kontrolę nad drużyną. Zbyt twardy może stracić kontakt z ludźmi. Najlepsi potrafią znaleźć środek poprzez szczerość, zaufanie i lojalność.

Wypowiedzi Browna bardzo dobrze pokazują, czym jest dziś przywództwo w NBA. Bo nie polega ono na nieomylności. Nie polega na tym, iż trener zawsze mówi ostatni i najgłośniej. Polega na stworzeniu środowiska, w którym gwiazdy czują się słuchane i wspierane, a pozostali zawodnicy rozumieją swoje miejsce, asystenci mają realny głos, a sam szkoleniowiec nie boi się przyznać, iż też musi się uczyć i dostosowywać.

Taki właśnie powinien być idealny trener. Zarówno w NBA, jak i w pracy z młodzieżą.

Oczywiście taktyka przez cały czas ma ogromne znaczenie, ale nigdzie, na żadnym szczeblu i etapie rozgrywek, sama taktyka nie wystarczy. Najlepszy trener musi umieć zarządzać ludźmi. Musi wiedzieć, kiedy nacisnąć, kiedy odpuścić, kiedy postawić granicę, a kiedy schować własne ego do kieszeni.

Warto też spojrzeć na wypowiedzi Mike’a Browna z innej perspektywy. Wykazał się otwartością i szczerością. Odsłonił się i teoretycznie naraził na krytykę, bo pokazał swoją wrażliwą część, a to też wymaga odwagi. Widać jednak, iż się tym kompletnie nie przejmuje, bo zna swoją wartość i wie, iż to co robi i w jaki sposób to robi, jest najlepszym rozwiązaniem zarówno dla zawodników, jak i dla niego.

Słowa Browna i ten sposób zarządzania drużyną niech będzie kolejnym argumentem za tym, iż wbrew opiniom sprzed 20, 30 czy 40 lat, autorytet można zbudować w oparciu o zaufanie, słuchanie i wspieranie, a nie poprzez kontrolę i wykorzystywanie swojej pozycji.

Niech to będzie też dobry przykład na to, iż jeżeli taki sposób zarządzania drużyną sprawdza się w gronie milionerów, którzy często zarabiają więcej od swojego przełożonego, to może się to też sprawdzić na każdym etapie naszego życia w różnych sytuacjach.

Jeśli spodobał Ci się ten artykuł, to podziel się nim w mediach społecznościowych. Dziękuję!

Więcej moich tekstów znajdziesz tutaj.

W ostatnich dniach napisałem o tym czy Spurs mają jeszcze szansę na wygranie finału i co muszą zmienić oraz o tym, co czeka Donalda Trumpa w Madison Square Garden.

Poza tym napisałem o historii Jalena Brunsona i Dallas Mavericks, która jest tak zła dla Mavs, iż ciągle ją wszyscy przypominają.

Buty NIKE za połowę ceny! 930 modeli tylko przez 3 dni!
NBA: Czy Spurs mogą jeszcze odmienić te finały? Czemu Knicks są tak mocni?

Wspieraj PROBASKET

  • Sprawdź najlepsze promocje NIKE i AIR JORDAN w Lounge by Zalando
  • W oficjalnym sklepie NIKE znajdziesz najnowsze produkty NIKE i JORDAN oraz dobre promocje.
  • Oficjalny sklep marki adidas też ma dużo do zaoferowania.
  • Oglądasz NBA? Skorzystaj z aktualnej oferty - kup dostęp do NBA League Pass.
  • Lubisz buty marki New Balance? W ich oficjalnym sklepie znajdziesz coś dla siebie.
  • Oryginalne perfumy i kosmetyki z dużymi rabatami znajdziesz w sklepie FLACONI.PL
  • Idź do oryginalnego materiału