Los Angeles Lakers zostali wycenieni na rekordowe 12,5 mld dolarów, a jednocześnie doświadczeni koszykarze coraz częściej muszą latem podpisywać minimalne kontrakty, albo czekać bez żadnej gwarancji, iż jeszcze będą grać w NBA. Jeff Schwartz, jeden z najważniejszych agentów NBA, uważa, iż to efekt obecnego CBA i wykorzystał moment sprzedaży Jeziorowców, aby uderzyć w Związek Zawodników (NBPA).
Czy widziałeś już nasz najnowszy artykuł o promocji butów NIKE i AIR JORDAN?
Zaczęło się od wpisu agencji Schwartza, która zacytowała jego krótką wypowiedź: – Niesamowite. Lakers są sprzedawani za 12 miliardów dolarów, a jednocześnie drużyny nie chcą wydawać pieniędzy na starszych weteranów z powodu zasad obecnego CBA. Dzięki, związku – powiedział Schwartz.
Schwartz wykorzystał moment gigantycznej wyceny Lakers, aby uderzyć w Związek Zawodników, który wspólnie z NBA zaakceptował w 2023 roku „umowę zbiorową”. W jego ocenie liga stała się tak ostrożna finansowo, iż część dobrych weteranów przestała być postrzegana jako pomoc, ale obciążenie i ryzyko.
Teoretycznie to dość zaskakujące, bo NBA jako biznes nigdy nie miał się lepiej. Nowe umowy telewizyjne, liga jako globalna marka, napływ potężnych inwestorów i wzrost zainteresowania kibiców na całym świecie sprawiły, iż wyceny klubów rosną w tempie, które jeszcze niedawno wydawało się nierealne. Sprzedaż Lakers za 12,5 mld dolarów jest na to najlepszym dowodem.
Schwartz prawdopodobnie celowo zestawił dwie liczby, które dobrze działają na wyobraźnię. Rekordowa wartość klubu i kilka milionów dolarów, których ma zabraknąć dla solidnego weterana, tworzą prostą historię o miliarderach oszczędzających na zawodnikach.
Nie ma znaczenia, iż tak naprawdę nikt za Lakers nie zapłacił 12,5 miliarda dolarów. To wycena całości, 100% udziałów, a w tym przypadku, żeby stać się nowym „właścicielem” klubu wystarczy kupić pakiet kontrolny. Pensje zawodników są natomiast powiązane z Basketball Related Income, czyli przychodami generowanymi przez całą NBA.
Koszykarze przez cały czas otrzymują od 49% do 51% przychodów, dlatego salary cap rośnie z roku na rok. Nowe przepisy wprowadziły jednak ograniczenia na kluby jak mogą wydawać pieniądze na pensje zawodników. Chodzi oczywiście o mityczny już „second apron”, o którym piszę od dłuższego czasu.
Kiedyś było tak, iż właściciel mógł wydać na pensje zawodników ile chciał, ale musiał zapłacić tak zwany podatek od luksusu, czyli dodatkowe pieniądze do kasy ligi za to, iż przekroczył ustalony wcześniej limit. Dzięki temu można było zatrzymać wartościowego zawodnika, albo dodać kolejnego gracza do rotacji, bo jedyną barierą były dodatkowe koszty. Cena owszem bywała duża, ale często się taki zabieg opłacał.
Najlepszym przykładem byli Golden State Warriors, którzy robili to przez lata. Dla przykładu podam mistrzowski sezon 2021/22. Salary Cap wynosiło wtedy 112,414 mln dolarów, a granica luxury tax, ustalona była na 136,606 mln. Warriors przekroczyli ją o 39,253 mln dolarów, a ponieważ od lat byli podatkowym „recydywistą”, nie płacili zwykłej stawki. Podatek rósł wraz z każdym kolejnym przedziałem 5 mln dolarów ponad limit. Ostatecznie Warriors zapłacili wtedy rekordowe 170,3 mln dolarów samego podatku od luksusu. Nie rozbito jednak mistrzowskiego rdzenia, żeby zmniejszyć wydatki. Zapłacili za Curry’ego, Thompsona, Greena, Wigginsa i głębię rotacji, a w efekcie zdobyli czwarte mistrzostwo w osiem lat.
Właśnie na tym polega ta różnica. Taka decyzja mogła być bardzo droga, ale była przede wszystkim decyzją finansową. Właściciel płacił ligowy podatek, jeżeli uznawał, iż skład jest tego wart. Dziś po przekroczeniu „second apron” klub nie dostaje wyłącznie większego rachunku do uiszczenia. Traci też część narzędzi, którymi mógłby później poprawić skład, nie może swobodnie łączyć kontraktów przy transferach i musi ostrożniej zarządzać wyborami w drafcie.
Dlatego kluby nie pytają dziś tylko czy dany weteran jest wart 8 mln dolarów rocznie. Muszą się poważnie zastanowić, czy przez taki kontrakt drużyna nie straci możliwości wykonywania ważnych ruchów w lutym albo następnego lata. Dla drużyn walczących o mistrzostwo ta elastyczność może być warta więcej niż dodatkowy dobry rezerwowy.
„Klasa średnia” w NBA ma największy problem
Okazuje się, iż CBA uderzyło najmocniej w tak zwaną klasę średnią zawodników. Trochę jak w życiu, kiedy zbyt duży majątek gromadzony jest w rękach najbogatszych, to cierpi na tym klasa średnia, a jak wiadomo, bez klasy średniej nie ma demokracji.
Wracając jednak do realiów NBA. Chodzi o to, iż nowy system nie uderza we wszystkich jednakowo. Gwiazdy przez cały czas dostają maksymalne kontrakty, bo bez nich drużyna nie ma sensu. Ogromną wartość mają też debiutanci na niskich umowach, gracze two-way i zawodnicy podpisani za minimum. Najtrudniejszą pozycję ma zawodnik pomiędzy tymi grupami: doświadczony, przez cały czas przydatny, ale nie na tyle ważny, żeby klub chciał poświęcić dla niego finansową elastyczność. Zawodnik po 30-stce, który dobrze broni, trafia ważne rzuty i może być bezcenny w play-offowej rotacji, dziś nie zawsze znajdzie kontrakt odpowiadający jego wartości sportowej.
Jeszcze kilka lat temu taka umowa często była naturalnym ruchem dla ambitnego zespołu. Teraz staje tym kontraktem, którego kluby boją się najbardziej, bo wystarczająco dużym, by skomplikować cały plan, ale zbyt małym, by realnie zmienić poziom drużyny.
Celem ligi i nowego CBA było ograniczenie przewagi najbogatszych właścicieli. Chciano zmusić kluby do większego skupienia się na drafcie i utrudnić budowanie składów złożonych wyłącznie z drogich nazwisk. Problemem jest jednak to, iż coraz częściej drużyny budowane są na zasadach – dwóch zawodników na maksymalnych umowach i reszta na bardzo niskich, a przecież lepiej dla wszystkich byłoby, gdyby te różnice nie były, aż tak duże.
Poza tym, jeżeli drużyna, która dzięki draftowi zbudowała mocny skład, musi i tak po kilku latach oddawać do innych klubów swoich zawodników, bo nie jest w stanie im wszystkim zapłacić, to coś jest nie tak.
Niestety każda regulacja ma skutki uboczne. Jednym z nich jest rynek, na którym dobry weteran staje dla klubu bardziej problemem finansowym, niż sportowym wzmocnieniem.
Oczywiście sprzedaż, a raczej wycena Lakers na 12,5 miliarda nie ma bezpośredniego związku czy wpływu na umowę 35-letniego rezerwowego. Schwartz dobrze o tym wie, ale jednak chciał wykorzystać tę okazję do podkreślenia jak dużym problemem stał się „second apron”.
Jeszcze nigdy NBA była tak bogata, ale jednocześnie stworzyła system, w którym dodatkowy kontrakt dla solidnego, starszego zawodnika staje się problematyczny. Nie chodzi o to, iż drużyny nie mają pieniędzy. Chodzi o to, iż obecne CBA zmusza kluby do działań, które nie podobają się też kibicom, mediom, ale też samym zawodnikom. Niestety Adam Silver jest z nich zadowolony, bo w ciągu ośmiu lat mamy ośmiu różnych mistrzów. Może to fajne dla wizerunku NBA, ale jednak, kiedy zespoły tracą zawodników, z którymi kibice się związali, to na pewnym etapie okaże się, iż fani odwrócą się od ligi, która tak postępuje z ich ulubieńcami.
Jeśli spodobał Ci się ten artykuł, to poleć go proszę znajomym. Znajdziesz mnie na Twitterze oraz
, a więcej moich artykułów jest tutaj.
Dodaj PROBASKET do preferowanych źródeł w wyszukiwarce Google
Jeśli chcesz wiedzieć jak zmieniły się składy drużyn NBA w porównaniu do poprzedniego sezonu, to musisz sprawdzić nasze specjalne zestawienie.
Czy wiesz, że PROBASKET ma swój kanał na WhatsAppie? Kliknij tutaj i dołącz do obserwowania go, by nie przegapić najnowszych informacji ze świata NBA! A może wolisz korzystać z Google News? Znajdziesz nas też tam, zapraszamy!

1 dzień temu










![Olsztyn. Wywiadowcy w akcji; dynamiczne zatrzymanie podejrzanego o udział w rozboju [WIDEO]](https://static.olsztyn.com.pl/static/articles_photos/47/47822/c1bbea5cebc673d235376ed165e80d96.jpg)


