W białej koszuli z godłem w kolorze nieba, szmaragdu i słońca, posuwistym krokiem alpejczyka, do pawilonu Casa Brasilia w Mediolanie wszedł Lucas Pinheiro Braathen. Usiadł w przygotowanym fotelu i opowiedział zdumiewającą historię.
REKLAMA
Zobacz wideo Jedyny taki medalista olimpijski. Historia Franciszka Gąsienicy - Gronia
Był 27 stycznia 2022 r., pochmurny dzień w Bawarii. Bruna Moura, brazylijska biegaczka narciarska, zapakowała swoje rzeczy do taksówki mercedesa vito i odjechała na lotnisko w Monachium. Jechała na samolot do Pekinu, na zimowe igrzyska olimpijskie.
Czuła się szczęśliwa, zarazem podekscytowana i roztrzęsiona. Udało jej się wyjść z COVID-u - wreszcie - i zdążyć pozbierać się do czasu odlotu. Jechała na igrzyska!
Wtedy samochód nagle skręcił w prawo, uderzył w słupki na poboczu, przewrócił się, wpadł na przeciwny pas ruchu, którym jechała ciężarówka. Uderzenie zmiażdżyło obie osoby. Ratownicy musieli ciąć wrak, żeby wydobyć ofiary. Kierowca zginął na miejscu. Moura miała wiele złamań - rąk, nóg, żeber, perforację płuc, zerwane ścięgna i więzadła. Ale przeżyła.
W piątek niosła flagę Brazylii podczas otwarcia igrzysk w Cortinie. Bo startuje w igrzyskach. Po półtora roku rehabilitacji, wizyt u lekarzy, po niezliczonych sesjach psychoterapeutycznych.
– Czuję, jakbym szedł razem z nią. Jakbym wraz z nią trzymał brazylijską flagę. Jej historia mówi, czym jest sport. Bruna jest dla mnie wzorem siły charakteru, niepoddawania się, szukania drogi – mówił wzruszony Lucas Pinheiro Braathen.
Dla niego Brazylia po raz pierwszy w historii kupiła prawa do pokazywania zimowych igrzysk olimpijskich na żywo. On prawdopodobnie jako pierwszy w historii Brazylii zdobędzie na nich medal, być może choćby złoty.
Lucas sam szuka własnej drogi.
W październiku 2023 r., kiedy miał 23 lata, w norweskich barwach 10 zwycięstw w zawodach Pucharu Świata i Kryształową Kulę za slalom, ogłosił, iż kończy karierę. To był szok. Dlaczego? O co chodzi? Owszem, Lucas nie jest stereotypowym przedstawicielem narodu norweskiego, którego uosobieniem dla młodzieży bywa komiksowy, zimnooki, blondwłosy brodaty olbrzym, rzucający włócznią w niedźwiedzia. Braathen czasem zakłada długie spódnice – miłość do mody! - na palcach nosi pierścionki, na szyi łańcuszki i korale. Jest nieco ekscentryczny, czasem egzaltowany. Łatwo wpada w emocje. Koleżanka opowiadała, iż podczas spotkania z nią wspominał, jak często zdarza mu się płakać - płacz jest niemęski, prawda? Ale to nie powód, żeby kończyć karierę, która właśnie się zaczyna.
gwałtownie okazało się, o co chodzi, bo najprawdopodobniej chodziło o pieniądze, a według Braathena - o narzucanie mu ograniczeń.
Alpejczyk, już wtedy sławny, nakręcił reklamówkę z rynkowym rywalem sponsora norweskiej reprezentacji. Tu trzeba zaznaczyć, czym jest norweska federacja narciarska. Czymś, jak u nas PZPN, tylko bardziej wpływowym, nie mówiąc o sukcesach sportowych. Jedno, w czym jest PZPN lepszy – w zarabianiu pieniędzy, jakby w tym była jego główna rola.
Ze względu na swoją potęgę, norweska federacja narciarska nie bierze jeńców. Były już sławy, które musiały pukać kosturem do bram Canossy w pielgrzymim worze i wrota otwarto. W tym gronie były gwiazdy, jak na przykład Henrik Kristoffersen przed laty (a dziś zwycięzca ostatniego giganta przed igrzyskami).
Braathen się nie poddał. Stąd konferencja, na której ogłosił koniec kariery. A po trzech miesiącach następna, w której poinformował, iż będzie startował dla Brazylii.
Urodził się w Oslo, ale jego matką jest Brazylijka. Po trzech latach małżeństwo rodziców się rozpadło. Z tych mniej więcej czasów datują się pierwsze zabawy Lucasa z nartami, gwałtownie przerwane. Mama wróciła z synem do Brazylii. Przyczyn rozwodu nie znamy, ale nie byłby to pierwszy przepadek, gdy sinochmurny, zimny klimat, w którym dzień trwa krótko, a noc długo, były trudne do wytrzymania dla rodowitej Brazylijki.
Alessandra Pinheiro da Costa z synem Lucasem mieszkali przez sześć lat w Sao Paulo, dzięki czemu olimpijczyk mówi pięknie brazylijskim portugalskim. Potem Lucas wrócił do ojca po norweską edukację. Wtedy też znów zaczął jeździć na nartach, w klubie pod Oslo.
Wiele lat później, po powrocie na stok, zaczął wygrywać zawody Pucharu Świata dla 200-milionowego kraju matki, trzydziestopięciokrotnie większego pod względem populacji niż Norwegia.
Tu trzeba zrobić kolejną dygresję.
W Brazylii są dwa miejsca, gdzie można pojeździć na nartach: Snow Park w Rio Grande do Sul i Ski Mountain Park pod Sao Paulo. Trasy, na których spadek pozwala na nieco szybszą jazdę, mają 420 metrów długości, a ostatnio jedna z nich musiała przejść gruntowną przebudowę, bo doszło na niej do śmiertelnego wypadku saneczkarki zjeżdżającej z dzieckiem.
Powrót Braathena pod flagę ojczyzny matki rozkręciło zainteresowanie sportami zimowymi tak bardzo, iż Brazylia wysłała na igrzyska w Mediolanie i Cortinie rekordową liczbę 14 zawodniczek i zawodników, a telewizyjny gigant O’Globo prowadzi transmisje z igrzysk na żywo.
- To jest wyzwanie. Startuję dla 200 milionów ludzi. No, ale gdyby było łatwe, nie miałoby znaczenia – wyjaśniał Braathen.
Braathen ma dwie szanse: w slalomie i gigancie. W tym sezonie w obydwu zdobywa miejsca na podium (w sumie pięć), ale ostatni raz wygrał w slalomie - w Levi w Finlandii - w listopadzie zeszłego roku. W ostatnim slalomie przed igrzyskami – pod koniec stycznia, w Schladming - był czwarty; dwóch pierwszych narciarzy było Norwegami, a zwyciężył Kristoffersen, ten nieudany buntownik sprzed lat. W ostatnim gigancie – również w Schladming – Braathen był drugi.
Może mu nie sprzyjać trasa Stelvio w Bormio, gdzie rozgrywane są konkurencje szybkościowe na jednym z najbardziej wymagających stoków alpejskich, ale nie slalom i gigant, w których specjalistą jest Braathen. Slalom na wielkiej imprezie rozgrywano tam przed 20 laty, na mistrzostwach świata. - Trasa będzie łatwiejsza technicznie niż w zawodach Pucharu Świata. Trzeba będzie jakoś wygenerować szybkość – powiedział Braathen. Prosto z Corso Garibaldi popędził na lotnisko, stamtąd samolotem do Innsbrucka, gdzie przygotowuje się do startu.
Braathen to nowa przygoda Brazylijczyków. Nigdy nie mieli Domu Brazylii na zimowych igrzyskach olimpijskich. W Mediolanie wynajęli parter starej kamienicy w centrum Mediolanu przy Corso Garibaldi. Braathen spóźnił się pół godziny i nie był tym speszony.
- Norwegia nauczyła mnie, jak być sportowcem. Brazylia - jak być sobą – powiedział.
Gigant odbędzie się 14 lutego, pierwszy przejazd o godz. 10, drugi o 13.30. Slalom - 16 lutego, w tych samych godzinach co gigant.

1 godzina temu
















