Obrzydliwość, okrucieństwo, głupota. Najciemniejsza twarz igrzysk

1 godzina temu
Hejt na nastoletnią olimpijkę Polę Bełtowską jest nie tylko szczytem ludzkiej podłości i braku empatii, ale też elementarnym brakiem zrozumienia istoty sportu i idei olimpijskiej.


Zobacz wideo Predazzo do królestwo Polaków. Balcerski: To miejsce wyjątkowe dla naszych skoków



„Nie spodziewałam się, iż ludzie mogą pałać do mnie aż taką nienawiścią" – powiedziała 19-letnia skoczkini narciarska, po swoim nieudanym występie we wtorkowym konkursie mikstów na igrzyskach. Wcześniej opowiadała, jak bardzo bała się tego skoku, jak bardzo nie chciała zawieść, ale nie wyszło.

REKLAMA





Polska zajęła przedostatnie miejsce w konkursie i nie awansowała do serii finałowej. Mając w składzie wicemistrza olimpijskiego, Kacpra Tomasiaka, który dzień po życiowym wzlocie też nie oddał nadzwyczajnego skoku. Głębokie rozczarowanie.
Winę na siebie wzięła jednak Pola Bełtowska, która uważa, iż to ona odebrała szanse drużynie na miejsce w czołowej ósemce. „Nie robię tego specjalnie, a jestem 'jechana' z góry na dół" - powiedziała. Dodała, iż nie czyta komentarzy w sieci, ale dostaje prywatne wiadomości na temat tego, co się dzieje. „Hejt zawsze był i będzie. jeżeli komuś jest lepiej, niech pisze…" – zakończyła.
Komunikat potępiający hejt wobec nastoletniej olimpijki wydał Polski Związek Narciarski. W obronie koleżanki z kadry stanęła Anna Twardosz, która w Predazzo zajęła 10. miejsce w konkursie indywidualnym na skoczni normalnej. To ogromny sukces, wydawało się, iż przełamie ostatecznie zaściankowy i typowo polski stereotyp, iż skoki narciarskie nie są dla kobiet. Może jednak pozwólmy kobietom wybierać, jakie dyscypliny chcą uprawiać?


Twardosz sama przeszła przez falę hejtu, komentarzy dotyczących jej tuszy i marnej klasy sportowej. Walczyła z anoreksją, przetrwała załamania wiary w sens uprawiania sportu, by w Mediolanie i Cortinie wziąć wielki rewanż. Takie sportowe odrodzenie przemawia do mnie choćby głębiej niż poniedziałkowy wzlot Tomasiaka.



Z hejtem mierzą się też sportowcy i trenerzy o bezdyskusyjnych dokonaniach. Zapomina się zasługi, by wypominać, ile kasy wydaje państwo polskie na to, żeby "przynosili mu wstyd zamiast chwały". W 2016 roku trener Łukasz Kruczek żegnał się z kadrą skoczków po słabiutkim sezonie. Nagonka na niego była ogromna, a wtedy Kamil Stoch doradził "krytykom", żeby każdy z nich zastanowił się nad tym, co sam w życiu osiągnął. Kruczek doprowadził Stocha do złota mistrzostw świata w Predazzo i dwóch złotych medali olimpijskich w Soczi. Był pierwszym szkoleniowcem kadry, który z drużyną wywalczył medal mistrzostw świata, a dwa lata później to jeszcze powtórzył. Niewielu chciało o tym pamiętać, gdy opuszczał stanowisko. Najłatwiej wylać na kogoś wiadro pomyj, zwłaszcza anonimowo, pod pretekstem troski o "dobro polskiego sportu". To są reakcje patologiczne, obrzydliwe, budzące grozę.
Najgorsze, iż ich skutkiem może być załamanie sportowe i ludzkie. Sianie nienawiści w sieci jest pospolitym przestępstwem. Nie tylko szczytem ludzkiej podłości i braku empatii, ale też elementarnym brakiem zrozumienia istoty sportu i idei olimpijskiej. Na igrzyskach wszyscy walczą o zwycięstwa, ale odnieść je mogą wyłącznie nieliczni. I choćby nie mamy pewności, iż to właśnie oni włożyli w sukces najwięcej pracy i determinacji. Nie wiemy, czy to ci ze złotymi medalami na szyi w największym stopniu zasługują na podziw i szacunek.


Świat zero-jedynkowy, w którym sport dzieli się na zwycięzców i przegranych, jest prymitywny i chory. Igrzyska mają nam o tym przypominać, zamiast być okazją do przelewania własnych frustracji na innych.
Medalomania, która dopada nas podczas igrzysk, jest wynaturzeniem i uproszczeniem sportu, w którym poza zwycięstwami liczy się też przesuwanie granic własnych możliwości. jeżeli ktoś chce patrzeć na zmagania olimpijczyków wyłącznie przez pryzmat wyników, wystarczy, by na koniec spojrzał na klasyfikację medalową. Straci jednak całą magię igrzysk.



Na koniec jeszcze jedna rzecz, której od lat nie rozumiem. W jaki niby sposób dokonania Stocha, Tomasiaka, Twardosz czy Bełtowskiej mają budować we mnie poczucie dumy narodowej? Co to ma wspólnego ze mną, dlaczego miałbym żądać od nich, żeby byli najlepsi na świecie, skoro oni nie żądają ode mnie niczego? Ściskam za nich kciuki zupełnie dobrowolnie. Tak jest i tak pozostanie.
Idź do oryginalnego materiału