Jego ostatni mecz był definicją mieszanych uczuć. Z jednej strony - porażka z Liverpoolem aż 0:6, ale z drugiej - pierwszy w historii klubu awans do fazy pucharowej Ligi Mistrzów. Smutek i radość. Deklasacja i olbrzymi sukces. Zawód i przekroczenie wszelkich oczekiwań. Fuszerka w środowy wieczór i doskonała robota przez cały sezon.
REKLAMA
Zobacz wideo Rzeźniczak o awanturze po meczu w Lidze Mistrzów: Trener był wściekły
Qarabag poległ na Anfield, ale na swój sukces zapracował już wcześniej, zdobywając 10 punktów jeszcze przed ostatnią kolejką fazy ligowej, dzięki zwycięstwom nad FC Kopenhagą (2:0) Benfiką (3:2), Eintrachtem Frankfurt (3:2) i prestiżowym remisie z Chelsea (2:2). I choć w żadnym z tych meczów nie był faworytem, a na tle tych zespołów wyglądał jak ubogi krewny, to nie zrezygnował ze swojego stylu gry i podejścia - atakował, grał odważnie, do końca. Z Benfiką przegrywał już dwoma bramkami, ale zdołał wygrać po golu w 86. minucie. Z Eintrachtem zwycięski gol padł jeszcze później, dopiero w doliczonym czasie gry. Qarabag fundował spektakle. Postronnych bawił, a Azerów napawał dumą.
W środę tylko absolutny kataklizm mógł mu odebrać awans - wysoka porażka i absurdalnie niekorzystny układ wyników w pozostałych meczach. Ostatecznie okazało się, iż awans wywalczyły choćby zespoły mające po 9 punktów i ujemny bilans bramkowy, jak Bodo/Glimt (to zresztą druga spora niespodzianka w tej edycji) i Benfica, która wskoczyła do baraży po golu bramkarza w ostatniej minucie doliczonego czasu gry strzelonym Realowi Madryt. Qarabag nawet, gdy tracił z Liverpoolem kolejne bramki, to w tabeli na żywo choćby na chwilę nie wypadł poza barażową strefę. Teraz czeka go dwumecz z Newcastle lub PSG.
Ależ sensacja w Lidze Mistrzów! Pierwszy raz w historii Qarabag awansował do fazy pucharowej
Z Baku, gdzie swoje mecze od ponad 30 lat rozgrywa Qarabag, do Liverpoolu jest 4157 km, co sprawia, iż żaden klub w historii europejskich pucharów nie musiał pokonać dłuższej drogi, by zagrać na Anfield. Ale drogę do tego miejsca i do tego awansu można też liczyć inaczej. Gdy w 2008 r. trener Gurban Gurbanow przejmował zespół, był on przeciętny choćby jak na azerskie standardy. Dość powiedzieć, iż jego poprzednik, Rasim Kara, czmychnął z klubu raptem kilka dni przed rozpoczęciem sezonu 2008/09, bo po cichu dogadał się z Khazarem Lankaran, który uchodził wtedy za drużynę znacznie silniejszą. Gurbanow przyszedł do klubu z dnia na dzień. I wielu spodziewało się, iż lada moment z niego wyleci. Oficjalnie nie miał przyklejonej etykietki trenera tymczasowego, ale tak właśnie widzieli go kibice i sami piłkarze, którzy z urzędu nie ufali azerskim trenerom i wierzyli tylko w tych z zagranicy. W dodatku Gurbanow miał raptem 36 lat, nie miał doświadczenia i sukcesów. Mało kto przypuszczał, iż dokończy sezon, a co dopiero, iż przetrwa w klubie 18 lat i będzie porównywany do sir Alexa Fergusona. Co ważne - nie tylko ze względu na ciągłość pracy, ale też jej jakość.
Qarabag powstał w 1951 r., ale do czasu pojawienia się Gurbanowa zdobył tylko jedno mistrzostwo Azerbejdżanu. Dominować zaczął dopiero z nim na ławce - wygrał ligę w 10 z ostatnich 11 sezonów. Zaczął też regularnie występować w europejskich pucharach - od 2017 r. co roku kwalifikował się do fazy grupowej Ligi Europy lub Ligi Konferencji. Ale Liga Mistrzów najczęściej okazywała się zbyt wymagająca. W tym sezonie Qarabag wdarł się do niej dopiero drugi raz w historii. Za pierwszym razem - w 2017 r. - skończył na ostatnim miejscu w grupie, bez odniesienia choćby jednego zwycięstwa. Postęp jest widoczny gołym okiem, a wszystko o wpływie Gurbanowa mówi fakt, iż środowy mecz z Liverpoolem był 204. meczem Qarabagu w europejskich pucharach, a on prowadził klub w 190 z nich.
- To zasłużony awans. W każdym z ośmiu rozegranych meczów podejmowaliśmy duże ryzyko i stoczyliśmy naprawdę ciężką walkę. Uważam, iż miejsce wśród pierwszych 24 zespołów jest sprawiedliwe. Gratuluję piłkarzom i mieszkańcom Azerbejdżanu, bo to wielka chwila - mówił po meczu Gurbanow. - Oczywiście, przeciwko Liverpoolowi powinniśmy zagrać lepiej. To nie była nasza gra. Żal mi tego meczu. Rozmawiałem już z zawodnikami w szatni i oni również stwierdzili, iż stać ich było na znacznie lepszy występ. Bądźcie spokojni. jeżeli ponownie zmierzymy się z Liverpoolem, zrobimy znacznie lepsze wrażenie - zapewniał.
Wydali na transfery mniej niż Cracovia i odrobinę więcej niż Motor Lublin. Oto tajemnica sukcesu
Gurbanow jest w tej historii kluczowy. To jego trenerski kunszt popchnął Qarabag do wszystkich sukcesów. Oczywiście, od 2001 r. klub jest wspierany przez Azersun, czyli największego producenta żywności w kraju, ale trudno budować narrację, iż to kolejny klub, któremu państwo funduje sukcesy. Qarabag przed tym sezonem wydał na transfery zaledwie 900 tys. euro. To nieco mniej niż latem wydała Cracovia i odrobinę więcej niż wydał Motor Lublin. Rekordowe transfery w historii klubu? W 2012 r. za 1,28 mln euro Qarabag kupił Brazylijczyka Richarda Almeydę, a w 2024 r. wyłożył okrągły milion za Emmanuela Addaia z trzeciej ligi hiszpańskiej. Mateusz Kochalski, kupiony ze Stali Mielec za 900 tys. euro niecałe dwa lata temu, wciąż jest czwartym najdroższym piłkarzem w historii. Qarabag nie kupuje gwiazd i nie buduje kominów płacowych, bo dla Gurbanowa najważniejszy jest kolektyw. Jego drużyna zawsze jest silniejsza niż suma umiejętności poszczególnych piłkarzy, o czym również polskie zespoły, przez lata eliminowane przez Qarabag w eliminacjach europejskich pucharów, boleśnie się przekonywały.
Zresztą, Qarabagowi niespecjalnie zależy też na wysokich sprzedażach zawodników. 5 mln euro za Juninho, które w 2024 r. wyłożyło Flamengo, jest klubowym rekordem. Dalej są jeszcze tylko dwa wychodzące transfery za minimum milion euro - Kady Borges za 2 mln do Krasnodaru i Ibrahima Wadji za milion do Saint-Etienne. Na tym koniec. Qarabag nie szuka na rynku młodych i perspektywicznych piłkarzy, ale zawodników gotowych od razu wzmocnić zespół. Stał się mistrzem w znajdowaniu zawodników, których potencjał nie został dotychczas doszacowany. Może są po kontuzji? Może nie są zadowoleni ze swojej pozycji w klubie? Może w ostatnim czasie zgubili formę? Może nie udał im się transfer do silniejszej ligi, a są już spakowani? Qarabag zawsze chętnie zaprosi ich do siebie i spróbuje ich przekonać wizją regularnej gry w europejskich pucharach.
Ten argument zadziałał też na Mateusza Kochalskiego. - Na początku w ogóle nie przewidywałem takiego kierunku. Do tej pory grał tu przecież tylko jeden Polak, a w całej lidze niewielu więcej. Miałem trochę czasu, bo zastanawiałem się kilka miesięcy. Chyba każdy zawodnik, który gra w Polsce myśli o wyjeździe do ligi top 5, ewentualnie do klubu z Belgii czy Holandii. Wiedziałem też, iż Azerbejdżan to kraj muzułmański, a to zawsze przeskok kulturowy. Byłem zaskoczony, iż taka możliwość się pojawiła, ale wiedziałem też, iż to dla mnie ogromna szansa na pokazanie się w europejskich pucharach. Dobrze się to wszystko potoczyło i chyba mogę powiedzieć, iż nie żałuję tej decyzji - tłumaczył w rozmowie z Weszło.
Qarabag - symbol azerskich roszczeń i przywiązania do Górskiego Karabachu
Występy w europejskich pucharach są dla Qarabagu absolutnie kluczowe. Wynika to z historii klubu. I tu uwaga: w tekście "Qarabag" używamy w odniesieniu do klubu piłkarskiego, a "Karabach" oznacza region geograficzny.
Armenia i Azerbejdżan to dwie byłe republiki radzieckie, które przez ponad 30 lat, od 1992 r., spierały się o Górski Karabach - niewielki teren, na którym dokonano co najmniej dwóch masowych mordów ludności cywilnej i który jest najbardziej zaminowanym rejonem byłego Związku Radzieckiego. Wreszcie teren, który z punktu widzenia prawa międzynarodowego należał do Azerbejdżanu, ale aż do 2023 r. był zamieszkiwany przez Ormian i kontrolowany przez Armenię. W środku tego konfliktu, który pochłonął ponad 35 tys. ofiar i około 70 tys. rannych, leżał Agdam - niegdyś 40-tysięczne miasto, które od lat jest nazywane miastem-widmo i Hiroszimą Kaukazu. To tam siedzibę miał Qarabag. Jego losy splecione są z wojną – zdobywał pierwsze mistrzostwo, gdy niedaleko wybuchały bomby i podnosił trofeum tydzień po tym jak miasto upadło, więc piłkarze zamiast świętować, pomagali krewnym wydobywać spod gruzów majątek i rodzinne pamiątki. Qarabag ostatni mecz w Agdamie rozegrał 12 maja 1993 r., już pod artyleryjskim ostrzałem. Na jego stadion bomby spadały dwukrotnie, na ośrodek treningowy - raz, w 1992 r.
Wydawało się, iż Qarabag stracił wszystko. Nie miał domu ani pieniędzy. Nie upadł, bo władze Azerbejdżanu, szukające sposobu, by trwale zaznaczyć swoje roszczenia wobec utraconego Górskiego Karabachu, dostrzegły w nim potencjał. Hajdar Alijew, były prezydent Azerbejdżanu, ojciec obecnego prezydenta Ilhama Alijewa, w 2001 roku kazał wspieranemu przez państwo holdingowi Azersun zainwestować w klub i - jak sam stwierdził - "uratować go od zapomnienia". Od tamtej pory Qarabag był figurą szachową w rękach władz państwa. Co roku wchodził do europejskich pucharów i reprezentując sporny region, występował pod azerską flagą.
Qarabag wróci do domu?
Teraz wszyscy w klubie wyczekują aż Qarabag wróci do Agdamu. "Do domu" - jak określa to Gurban Gurbanow. Niedawno pojawiła się na to szansa - w 2023 r. podczas ofensywy militarnej Azerbejdżan odzyskał kontrolę nad całym Górskim Karabachem, a w sierpniu 2025 r. przywódcy Azerbejdżanu i Armenii podpisali w Białym Domu porozumienie kończące konflikt. Półtora roku temu prezydent Ilham Alijew pojechał do Agdamu, na miejsce, w którym ma zostać zbudowany nowy stadion, i symbolicznie wbił pierwszą łopatę.
Cale miasto powoli jest odbudowywane. Największym problemem pozostaje bardzo gęste zaminowanie terenu, co znacząco utrudnia powstawanie dróg, autostrad i linii kolejowych. Budowa Agdamu zaczyna się niemal od początku - najpierw trzeba doprowadzić prąd i wodę, a dopiero później zbudować osiedla i stadion. Ale sama wizja tego, iż Qarabag pewnego dnia zagra tam swój mecz, wywołuje w klubie niesłychany entuzjazm. - Rozegrać tam spotkanie Ligi Mistrzów? Byłoby to coś wspaniałego - przyznaje Gurbanow.

1 godzina temu
















