Mateusz Gamrot nie zwalnia tempa po zwycięstwie. Wskazał kolejnych rywali

5 godzin temu


Najlepszy lekki w historii polskiego MMA nie zwalnia tempa po fenomenalnej wygranej z Estebanem Ribovicsem. Mateusz Gamrot wskazał już swoich przyszłych rywali – lista robi wrażenie.

Mateusz Gamrot nie traci czasu i już chwilę po efektownym zwycięstwie na gali UFC 327 zaczął wyznaczać sobie kolejne cele. Jeszcze w klatce, tuż po ogłoszeniu werdyktu, Polak jasno dał do zrozumienia, iż interesują go wyłącznie duże nazwiska. Wskazał przy tym na Diego Lopesa, którego widywaliśmy dotąd w wielkich starciach dywizji piórkowej. Oczywiście wyzwanie w kierunku Brazylijczyka nie było przypadkowe, bowiem były pretendent do pasa mistrzowskiego UFC podobno rozważa przenosiny do wyższej kategorii wagowej, w której na co dzień widujemy Mateusza.

Podczas konferencji prasowej Gamrot rozwinął swoją wizję dotyczącą najbliższej przyszłości. W jego wypowiedziach przewijały się konkretne nazwiska: Diego Lopes, Benoît Saint Denis, Arman Tsarukyan oraz Paddy Pimblett. Każdy z tych panów prezentuje wysoki poziom sportowy oraz cieszy się naprawdę bardzo dużą medialnością.

Polak podkreślił, iż chce mierzyć się z najlepszymi i nie zamierza obierać jakkolwiek łatwiejszej drogi. Co ciekawe, jednocześnie deklaruje on gotowość poczekania na odpowiedni moment, jeżeli tylko oznacza to starcie z kimś z absolutnego topu.

Teraz zasługuję na zawodników z TOP-u. Może BSD, może Paddy, a może ponownie Arman – nie ma to w sumie znaczenia, chcę się bić i udowodnić, iż jestem najlepszy na świecie.

– zapowiedział „Gamer”.

Jest to niewątpliwie coś nowego, bowiem dotychczas Gamrot preferował walkę z kimkolwiek byleby właśnie nie czekać. W dalszej części konferencji nasz rodak wypowiedział się ciut szerzej na temat potencjalnej rywalizacji z Diego Lopesem:

Wiem, iż ma zabookowaną walką w Białym Domu z zawodnikiem z Meksyku, ale słyszałem, iż garnie się do przejścia do dywizji lekkiej. Mogę na niego poczekać i zawalczyć z nim pod koniec roku, jestem cierpliwy, nigdzie się nie spieszę.

– odrzekł spokojnie nasz rodak.

Oprócz tego były podwójny mistrz KSW odniósł się do potencjalnego rewanżu z Armanem Tsarukyanem. Gamrot jasno dał do zrozumienia, iż kolejny bój z „Ahalkalaketsem” byłby dla niego satysfakcjonujący, choć nie ma na to parcia:

Jeśli mi go dadzą… Mogę walczyć z każdym. Raz go pokonałem, mogę z nim zawalczyć następnym razem.

– dał jasno do zrozumienia Mateusz Gamrot podczas konferencji prasowej po gali UFC 327.

ZOBACZ TAKŻE: Tyson Fury totalnie zdominował rywala. Potem rzucił wyczekiwane wyzwanie! [WIDEO]

Kapitalny występ w Miami

Występ na UFC 327: Prochazka vs. Ulberg w Kaseya Center był dla Gamrota niezwykle istotny. Otóż starcie z Estebanem Ribovicsem miało wyraźnie zarysowane tło – Polak miał wiele do stracenia, natomiast jego rywal wchodził do klatki z pozycji underdoga i mógł jedynie zyskać.

Dla Ribovicsa była to szansa na wejście na awans do rankingu dywizji i przebicie się do szerszej świadomości kibiców. Nasz rodak natomiast miał obowiązek zwyciężyć w tym starciu, bowiem skutki ewentualnej porażki mogłyby być katastrofalne.

„Gamer” udźwignął ten ciężar w imponującym stylu. Już od pierwszych sekund narzucił swoje warunki, wykorzystując najmocniejsze atuty, czyli zapasy i kontrolę w parterze. Systematycznie rozbijał rywala, nie pozwalając mu rozwinąć skrzydeł, a każda kolejna akcja utwierdzała w przekonaniu, iż różnica poziomów jest nie do przeskoczenia dla Argentyńczyka. Był to naprawdę występ dojrzały, przemyślany i przede wszystkim skuteczny. Mateusz chciał, aby jego rodacy odczuwali dumę, wstając w nocy na jego walki i tak też się dzieje.

ZOBACZ TAKŻE: Wspaniała noc Polaków w Słowenii. Trzy efektowne zwycięstwa na gali FNC 29

Gamrot bez bonusu

Mimo tak przekonującego triumfu, niestety nie wszystko ułożyło się idealnie. Mateusz Gamrot nie otrzymał bonusu za występ wieczoru, a szkoda bowiem był na to potencjał. Mimo wszystko nie można powiedzieć, iż dla wielu obserwatorów była to zaskakująca decyzja, biorąc pod uwagę występy innych zawodników, którzy również dali popis.

Nagrody pieniężne trafiły ostatecznie do innych bohaterów wydarzenia. Wyróżniony został choćby nowy mistrz kategorii półciężkiej, Carlos Ulberg, który sięgnął po pas w niesamowitych okolicznościach. Największym beneficjentem okazał się być jednak Josh Hokit, który zgarnął aż dwa bonusy. Jeden z nich otrzymał również za występ wieczoru, z kolei drugi przypadł mu za walkę wieczoru, w której zmierzył się z Curtisem Blaydesem. Warto odnotować, iż pojedynek ten okazał się prawdziwą wojną, pełną zwrotów akcji i brutalnych wymian.

ZOBACZ TAKŻE: Szalony pojedynek Polaka w Bangkoku. Kibice byli pod wrażeniem

Brak bonusu nie zmienia jednak najważniejszego. Mateusz Gamrot ponownie zaznaczył swoją obecność w czołówce i jasno pokazał, iż jest gotowy na największe wyzwania. Po tak świetnym występie zdaje się, iż starcie z kimś z absolutnego TOP-u wydaje się być jedynie kwestią czasu.

Idź do oryginalnego materiału