Lindsey Vonn opublikowała żałobny wpis. "Odszedł"

2 godzin temu
Ostatnie tygodnie są dla Lindsey Vonn prawdziwym koszmarem. Legendarna alpejka najpierw złamała nogę na Zimowych Igrzyskach Olimpijskich Mediolan-Cortina 2026, a dzień później musiała poradzić sobie ze stratą swojego psa Leo. O jego odejściu Amerykanka poinformowała za pośrednictwem mediów społecznościowych. - Wciąż nie mogę pogodzić się z tym, iż go nie ma - napisała 41-latka w poruszającym poście na Instagramie.
Lindsey Vonn miała na Zimowych Igrzyskach Olimpijskich Mediolan-Cortina 2026 napisać historię, o której kolejne pokolenia wspominałyby przez lata. Amerykanka wróciła do rywalizacji po pięciu latach rozłąki z narciarstwem alpejskim i ponownie święciła sukcesy.

REKLAMA







Zobacz wideo Interesują się sportem raz na 4 lata. "Nie mogę na to patrzeć"



Tuż przed wyjazdem do Włoch zerwała więzadła, ale nie poddała się i 8 lutego wystartowała w Cortinie d'Ampezzo. Niestety, jej zjazd zakończył się fatalnie - już po czterech zakrętach 41-latka upadła, a badania wykazały złamanie nogi. Potrzebne były kolejne w karierze legendy sportów zimowych operacje.


Lindsey Vonn poinformowała o bolesnej stracie. "Nie mogę się z tym pogodzić"
Zawodniczka wróciła już do swojego domu w USA, ale ten nie wygląda już tak samo, jak przed kilkunastoma dniami. Vonn poinformowała w środę 18 lutego, iż dzień po jej wypadku na igrzyskach, po długiej chorobie w wieku 13 lat odszedł jej ukochany pies Leo. Amerykanka opublikowała na Instagramie poruszający post, w którym wspomina swojego zwierzaka.
- Leo odszedł i dołączył do Lucy oraz Beara w niebie - zaczęła 41-latka. - Ostatnie dni były niezwykle trudne. Prawdopodobnie najtrudniejsze w moim życiu. Wciąż nie mogę pogodzić się z tym, iż go nie ma... W dniu, w którym miałam wypadek, miał go również Leo. Niedawno zdiagnozowano u niego raka płuc (przeżył chłoniaka półtora roku temu), a teraz jego serce odmówiło posłuszeństwa. Cierpiał i jego ciało nie nadążało za jego silnym umysłem - kontynuowała Vonn, która o stracie dowiedziała się leżąc we włoskim szpitalu.






- Pożegnaliśmy mojego dużego chłopca. Straciłam tak wiele ważnych dla mnie rzeczy w tak krótkim czasie. Nie mogę w to uwierzyć. Był ze mną od czasu mojej drugiej kontuzji więzadła krzyżowego przedniego. Wtedy, kiedy najbardziej go potrzebowałam. Siedział obok mnie na kanapie, gdy oglądałam igrzyska w Soczi. Wspierał mnie, gdy byłam przygnębiona. Leżał obok, przytulał się do mnie i zawsze sprawiał, iż czułam się bezpieczna i kochana. Przeszliśmy razem tak wiele w ciągu 13 lat - wspominała przyjaciela Amerykanka.



- Minie sporo czasu, zanim przetrawię to, co się stało. Ale wiem, iż on zawsze będzie ze mną. Wiem, iż jest tam u góry - razem z Lucy i Bear, moją mamą i dziadkami oraz wieloma osobami, które straciłam w ciągu ostatnich kilku lat. Pociesza mnie świadomość, iż już nie cierpi. Nigdy nie będzie drugiego Leo. Zawsze będzie moją pierwszą miłością. Dziś idę na kolejną operację. Będę o nim myśleć, gdy zamknę oczy. Będę cię kochać na zawsze, mój duży chłopaku - zakończyła alpejka.
41-latka wcześniej opisała też dokładniej zakres jej kontuzji, o czym pisał Mateusz Gaweł na Sport.pl. Sama przyznaje jednak, iż jeszcze nie do końca dotarło do niej, jak poważna jest sytuacja. "To jest znacznie bardziej skomplikowane niż jedynie złamanie nogi. Wciąż próbuję pojąć co to dokładnie oznacza, jak długa droga mnie czeka... Zdradzę więcej szczegółów w najbliższych dniach" - napisała.
Zobacz też: Wynik Polki zszedł na dalszy plan. Debiut w cieniu wielkiej afery
Idź do oryginalnego materiału