Lekarze zabrali głos ws. Vonn

2 godzin temu
Lindsey Vonn musi mierzyć się z poważną kontuzją, ale też ogromną krytyką. Ta wciąż spada na nią za to, iż zdecydowała się na start w igrzyskach olimpijskich pomimo zerwanych więzadeł krzyżowych. Tymczasem nowe światło na jej niedzielny wypadek na stoku rzucają lekarze i naukowcy. - Bezpośredniej przyczyny w kolanie raczej nie było - stwierdził doktor Krzesimir Sieczych.
Lindsey Vonn i jej upadek na trasie kobiecego zjazdu stały się najgłośniejszym tematem trwających igrzysk olimpijskich w Mediolanie. W niedzielę Amerykanka na samym początku trasy zahaczyła o jedną z bramek, wyskoczyła do góry, obróciła się w powietrzu i potężnie runęła na stok. Na miejscu zjawił się helikopter, który przetransportował ją do szpitala. Na miejscu okazało się, iż narciarka ma złamaną nogę, ale jej stan jest stabilny. Na legendarną zawodniczkę spadła też lawina krytyki.

REKLAMA







Zobacz wideo Snoop Dogg znowu jest gwiazdą igrzysk! Raper bawi się życiem



Dyskusja wokół kontuzji Vonn. Lekarz zabrał głos. "Na pewno jest to nie bez znaczenia"
Wszystko przez to, iż Vonn wystartowała z poważną kontuzją. Tydzień wcześniej upadła na zawodach PŚ w Crans Montanie i zerwała więzadła krzyżowe w kolanie. Dla wielu obserwatorów wypadek na olimpijskiej trasie był tego oczywistą konsekwencją. O to, czy rzeczywiście tak było, pytany był lekarz ortopeda Krzesimir Sieczych. - Na pewno jest to nie bez znaczenia, dlatego wszyscy się zastanawialiśmy, gdybaliśmy i debatowaliśmy, czy ona może jechać. To nie chodzi tylko o stabilność w kolanie, ale o to, czy ono nie boli, nie puchnie i czy ma pełne zakresy ruchu. Jesteśmy całością, to nie jest tylko jeden staw i ona mogła odciążać tę nogę choćby podświadomie - wyjaśnił w programie "Przeglądu Sportowego" - "Misja Italia".


W internecie pojawia się jednak mnóstwo analiz, które zaprzeczają tezie, iż do upadku doszło z powodu wcześniejszej kontuzji. - Mechanika ma znaczenie. To nie było "zgięcie" kolana - to było zakleszczenie w bramce, które może się przytrafić każdemu narciarzowi podejmującemu ryzyko. Ale w ciągu kilku minut ludzie zaczęli obwiniać za jazdę na nartach przy zerwanym więzadle krzyżowym jej lekarzy, a choćby jej charakter. Często o wiele szybciej oceniamy, niż analizujemy... - napisał na portalu X profesor James Smoliga, zajmujący się naukami o sporcie.






To dlatego doszło do upadku Vonn. "To na razie tylko teorie"
Z podobnym analizami spotkał się także Sieczych. Jak się do nich odniósł? - Ta lewa noga trochę za bardzo złożyła się do środka, co podkręciło skręt i przez to zahaczyła o bramkę. To na razie tylko teorie. Bezpośredniej przyczyny w kolanie raczej nie było, to było coś pośredniego, co mogło doprowadzić do nieszczęśliwego zdarzenia. A to, co działo się później, po tym niefortunnym wylądowaniu, to nie wiem, czy jakiekolwiek, choćby zdrowe kolano z więzadłami by to wytrzymało - stwierdził.


Na koniec doktor pytany był, czy po takim wypadku Vonn będzie jeszcze w stanie kontynuować karierę. - Wydaje mi się, iż już samo wznowienie kariery było tylko po to, by wystąpić na igrzyskach i na nich powalczyć. Wydaje mi się, ale to jest tylko moje zdanie, iż ona dojdzie do zdrowia, pewnie będzie jakaś operacja w najbliższym czasie, ale o takiej karierze zawodniczej już nie będzie myślała - podsumował.
Idź do oryginalnego materiału