Kubica wrócił do koszmarnego wypadku. O jego losie przesądziło 10 centymetrów

2 godzin temu
Wypadek w Rajdzie Ronde di Andora zmienił życie Roberta Kubicy. W rozmowie z Przemysławem Górczykiem wybitny polski kierowca wyznał, iż kilka brakowało do jeszcze większej tragedii. Powiedział wprost, co zdecydowało o tym, iż jego obrażenia były tak poważne.
Robert Kubica w podcaście Przemysława Górczyka potwierdził to, o czym spekulowano od dłuższego czasu. W 2011 roku nasz kierowca Formuły 1 był już dogadany z Ferrari. Doszło do podpisania umowy na kolejny sezon. Jazda dla legendarnego zespołu byłaby spełnieniem marzeń. Wypadek w Rajdzie Ronde di Andora zmienił wszystko. Kubica przedstawił drastyczne szczegóły.

REKLAMA







Zobacz wideo Robert Kubica odciska dłoń! Wielka chwila na Gali Mistrzów Sportu



Kubica mówi wprost. "Nic by mi się nie stało"
39-latek przyznał, iż to nie siła uderzenia była głównym problemem feralnego dnia, ale kiepska infrastruktura. Samochód prowadzony przez Kubicę uderzył w łączenie barier energochłonnych.


- Ta bariera składała się z dwóch części - starej i nowej. Ta stara nie była umocowana, więc gdy jej dotknąłem, to nie odbiłem się od niej, tylko ona się przesunęła i wpadłem prosto na drugą, która przeszła mi przez auto. Gdyby tamta stara bariera była przymocowana, nic by mi się nie stało - powiedział Kubica.
Bariera wbiła się w lewą lampę pojazdu i przeszła przez całe wnętrze auta, wyraźnie je demolując. kilka dzieliło Kubicę od śmierci. - 10 centymetrów w lewo i byłbym przecięty, 10 centymetrów w prawo i nic by mi się nie stało - ocenił Kubica.


Co istotne, sam kierowca nie był do końca przekonany do tego, by wystartować w tym rajdzie. Teraz mówi wprost, czego nauczył się po wypadku. - Był to mały rajd we Włoszech. Tak naprawdę dwa dni wcześniej zadzwoniłem do właściciela tego auta i zespołu i chciałem mu powiedzieć, iż nie chcę jechać. Powinienem posłuchać siebie i nauczyłem się tego, iż warto czasami posłuchać siebie - podkreślił.



Jeden z największych comebacków w historii
Kubica przyznał, iż to miał być jego ostatni rajd, bo Ferrari zakazywało mu startów w tego typu wydarzeniach. Wypadek z 2011 roku sprawił, iż nie tylko musiał opuścić Formułę 1, ale nie ma również pełnej sprawności w prawej ręce. Tym większy szacunek budzi fakt, iż osiem lat po wypadku wrócił do królowej motorsportu, reprezentując Williamsa. Śmiało można to nazwać jednym z największych comebacków w dziejach sportu.
Czytaj także: Polacy wściekli po tym, jak zobaczyli ceny za bilety na MŚ. "Rezygnuję!"
W kolejnych latach Kubica pełnił rolę kierowcy rezerwowego w ekipie Alfy Romeo. To właśnie w jej barwach przejechał swoje dwa ostatnie wyścigi za kierownicą bolidu F1 w 2021 roku, zastępując Kimiego Raikkonena.
Idź do oryginalnego materiału