Zaczęło się dosyć niewinnie. Jason Doyle jako pierwszy poinformował, iż jego przygoda z marką BOLL dobiegła końca. Sam żużlowiec znalazł nowe miejsce i wydawało się, iż to koniec wielkich ogłoszeń. Wtedy lawina odejść runęła szybciej, niż ktokolwiek mógł przypuszczać. Martin Vaculik, Piotr Pawlicki i teraz Mikkel Michelsen nie są już częścią marki na kolejne lata.
Wdzięczny Duńczyk
Michelsen współpracę rozpoczął w okresie 2018, co z czasem przerodziło się w naprawdę dobre partnerstwo. Obie strony nie miały powodów do narzekania na relację sponsorską, a sam zawodnik cieszył się z takiego wsparcia. Wraz z innymi gwiazdami pokazał się podczas rundy Speedway Grand Prix w Warszawie ze specjalnym kevlarem. Jak poinformował sam zawodnik, BOLL nie będzie dłużej częścią jego zespołu.
– Dziękuje BOLL za wsparcie przez ostatnie 6 sezonów – napisał Duńczyk w mediach społecznościowych. – Razem osiągnęliśmy bardzo wiele, zbudowaliśmy przyjemną relację i nie wiem, jak mogę jeszcze bardziej podziękować za otwarcie nowych drzwi. Z tą wiadomością chce przekazać, iż nasza kooperacja została zakończona. Doceniam jednak, iż firma pozostawała ze mną w trudnych momentach mojej kariery. Jeszcze raz dziękuje i życzę wszystkiego co najlepsze w przyszłości.
Nadchodzą zmiany?
Ostatnim zawodnikiem, który pozostał w firmie jest Brady Kurtz. Wicemistrz świata raczej nie zmieni przynależności sponsorskiej, a teraz będzie choćby jedynym przedstawicielem marki na arenie międzynarodowej. Przede wszystkim firma BOLL musiała zmienić strategie. Od lat koncentrowała się wokół grupy zawodników i nie skupiała swoich sił na jednym. To zmieni się od przyszłego roku, kiedy to Brady Kurtz jako jedyny pojedzie ze specjalnym kaskiem.
Dodatkowo warto zauważyć, iż choćby rodzina Red Bulla powiększyła się o dwa nazwiska. prawdopodobnie zawodnicy znajdą wsparcie u innych sponsorów, ale kończy się pewien etap. Miejmy nadzieje, iż nie będzie to również próba całkowitego odejścia firmy z żużlowego środowiska.
Mikkel Michelsen 














