
Polski olimpijczyk, Szymon Kołecki odrzuca ofertę KSW. W grze wielkie pieniądze, które okazują się być… zbyt małe.
Szymon Kołecki od lat pozostaje jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci polskich sportów walki. Mistrz olimpijski w podnoszeniu ciężarów z powodzeniem przeszedł do całkowicie odmiennego sportu, jakim jest MMA, udowadniając, iż determinacja i etos pracy mogą zniwelować braki wynikające z późnego startu w nowej dyscyplinie. Dziś jego nazwisko wciąż budzi emocje. Jest to podyktowane zarówno ze względu na sportowe występy, jak i kulisy negocjacji kontraktowych.
Przypomnijmy, iż po zakończeniu swojej przygody w KSW Kołecki obrał kierunek na Babilon MMA. Warto w tej chwili również odnotować, iż w międzyczasie reprezentant Akademii Sportów Walki Wilanów pauzował przez kilkadziesiąt miesięcy. Wracając, do jego ostatniego etapu kariery, to właśnie tam, w federacji Tomasza Babilońskiego stoczył swoje ostatnie pojedynki, w których konsekwentnie pokazywał styl oparty na sile fizycznej, presji i solidnych zapasach.
Walki w Babilonie miały dla niego szczególne znaczenie, bowiem były nie tylko testem formy, ale też sygnałem, iż przez cały czas liczy się w krajowej czołówce wagi półciężkiej. Kołecki prezentował dojrzałość taktyczną, cierpliwość i odporność, które stały się jego znakami firmowymi. Wygrał zarówno z Przemysławem Mysialą, jak i Marcinem Łazarzem, z którym de facto stoczył w tym czasie dwa pojedynki – w pierwszym odniósł klęskę.
ZOBACZ TAKŻE: Brat zdradził tajemnice. Wiemy, co z Pudzianem i FAME MMA
Równolegle w przestrzeni medialnej stale pojawiały się informacje o możliwym powrocie zawodnika do KSW. Negocjacje, o których długo się mówiło, ostatecznie zakończyły się fiaskiem. W tle znalazły się kwestie finansowe, które Kołecki komentował w swoim charakterystycznym, bezpośrednim stylu.
Kołecki odrzuca ofertę KSW
Otóż w jednej ze swoich ostatnich wypowiedzi zwrócił uwagę na dysproporcje w stawkach oferowanych przez Konfrontację Sztuk Walki. Mianowicie mowa o tym, iż wielu zawodników walczy za „kilkadziesiąt tysięcy”, podczas gdy najwyższe gaże – sięgające milionów – zarezerwowane są dla absolutnych gwiazd, takich jak Mamed Khalidov, Eddie Hall czy Mariusz Pudzianowski. Głos na ten temat zabrał on w wywiadzie dla „Przeglądu Sportowego”:
Z punktu widzenia biznesowego niepotrzebnie to mówił. (…) Jak on komuś dał 4 miliony, no to ja nie będę walczył za 300 tysięcy.
– powiedział były sztangista, nawiązując do niedawnej wypowiedzi szefa KSW, Martina Lewandowskiego.
Następnie reprezentant Akademii Sportów Walki Wilanów dodał jeszcze:
A są chłopcy, którzy walczą za kilkadziesiąt tysięcy. I jak oni teraz mają na to patrzeć? Komu oni dali 4 miliony? Nazwisk jest niewiele. Może dostać tylko Mamed, może dostać Eddie Hall, albo „Pudzian” taką wypłatę.
– podsumował całą sytuację Szymon Kołecki w „Przeglądzie Sportowym”.
ZOBACZ TAKŻE: Gwiazda polskiego MMA o walce z influencerem. AJ realnym zagrożeniem?
Mimo nieudanych rozmów Kołecki nie znika z radaru kibiców. Szymon Kołecki przez cały czas bywa bohaterem nagłówków i inspiracją dla tych, którzy wierzą, iż zmiana dyscypliny nie musi oznaczać końca marzeń. Z pewnością federacja KSW nie złoży broni w temacie jego potencjalnego angażu.

9 godzin temu












