Choć zasłynął z piłkarskich cieszynek, w jego życiu nie zawsze było do śmiechu. Dzieciństwo spędził w mieszkaniu socjalnym, dzieląc 45 metrów z czwórką rodzeństwa. Wtedy właśnie obiecał sobie, iż odkupi rodzinie zabrany dom. Słowa dotrzymał, a jako bonus dorzucił złoty medal mistrzostw świata na 10000 m. Oto Jimmy Gressier, chłopak z francuskiej prowincji, który rozsławił Boulogne-sur-Mer nie mniej, niż Franck Ribery.
Benedyktyńska zasada głosi: módl się i pracuj. Jimmy Gressier mówi: pracuj i czekaj, a jeżeli będziesz odpowiednio uparty, zbierzesz plon. – Zanim zostałem mistrzem świata, miałem trzy podejścia. Finiszowałem 13, 10, 9. Trener powtarzał, iż pewnego dnia planety ułożą się w odpowiedniej konstelacji i furtka się uchyli. Wierzyłem mu i w Tokio tak się właśnie stało – wyjaśnia w podcaście The Elevate House.
Najpierw złoto, a później impreza dla kumpli z osiedla
Jesienią 2025 roku Jimmy Gressier przeszedł do historii lekkoatletyki. Podczas mistrzostw świata w Tokio wykorzystał idealny układ gwiazd, który objawił się rekordowo wolnym tempem i na ostatnich krokach zostawił za plecami Yomifa Kejelchę z Etiopii. Ostatni kilometr czołówka pokonała w 2:26, podczas gdy pierwszy w 3:15. Finalnie zwycięzca zatrzymał zegar na 28:55.77.
– Wcześniej brakowało mi cierpliwości. Gdy tylko słyszałem dzwonek ruszałem do ataku, jak dziecko do rozpakowania cukierków. W Tokio było inaczej. Zachowałem spokój. Rozpędzałem się setka to setce, żeby maksymalną prędkość osiągnąć na finiszowej prostej – tak Gressier tłumaczy zabójczą końcówkę w podcaście Safe Pace.
Przed Gressierem tylko dwóch reprezentantów Europy zdobywało tytuł na stadionową dychę: Mo Farah z Wielkiej Brytanii (2013, 2015, 2017) oraz Włoch, Alberto Cova (1983).
Sukces Francuza najbardziej świętowano w jego rodzinnym Boulogne-sur-Mer, na północnym wschodzie Francji. – Sama wychowałam piątkę dzieci, w tym mistrza świata – komentowała złoto mama Lydia. Dziadek Daniel Robart, który od lat kolekcjonuje numery startowe i puchary utalentowanego wnuka, mógł z kolei z dumą prezentować dziennikarzom swoje zbiory.
Mimmi, jak zdrobniale nazywano w dzieciństwie Jimmy’ego, po powrocie z Tokio, wynajął restaurację i zorganizował imprezę dla wszystkich, którzy przez lata dołożyli swoją cegiełkę do jego sukcesu. Poza rodziną zaprosił nauczycieli, trenerów czy starych kumpli z osiedla, na którym dorastał.
– Urodziłem się rodzinie robotniczej i tam skąd pochodzę żyjemy według wartości. Wyjechałem nie dlatego, iż wstydzę się swojego pochodzenia, ale dlatego, iż chciałem się rozwijać – mówi w jednym z wywiadów.
Dzielnica złą sławą owiana, eksmisja i idol
Opowiadając o swoim dzieciństwie Gressier nazywa się „chłopakiem z sąsiedztwa”, którego sport odwiódł od złych pomysłów. Francuz dorastał z dala od paryskich kawiarni i kiedy mówi o braku perspektyw, nie koloryzuje.
Urodzony w 1997 roku Gressier wychowywał się na, oddalonym od centrum portowego Boulogne-sur-Mer, osiedlu Chemin Vert. W 1999 roku 47,6% mieszkańców tej dzielnicy było bezrobotnych. W 2012 roku wysoki poziom przestępczości sprawił natomiast, iż Chemin Vert znalazło się pod specjalnym nadzorem ministerstwa spraw wewnętrznych.
W wywiadach Gressier podkreśla, iż dorastał w wielodzietnej rodzinie, której w kryzysowym momencie, w związku z nieregulowaniem czynszu, odebrano dom. Siedem osób musiało pomieścić się w liczącym 45 metrów kwadratowych mieszkaniu socjalnym.
– Nie mam trenera mentalnego, bo nie potrzebuję. Trudne dzieciństwo mnie ukształtowało i sprawiło, iż sport nie jest dla mnie obowiązkiem, ale przyjemnością – przekonuje w podcaście Safe Pace.
W innym wywiadzie Gressier przyznał, iż sport sprawił, iż „nie robił głupich rzeczy”. Ponadto miał idola, który pokazał, iż z robotniczego Boulogne-sur-Mer można wyruszyć w wielki świat i zrobić spektakularną karierę. Na Chemin Vert dorastał bowiem Franck Ribery, który, gdy Gressier miał 9 lat, sięgał z reprezentacją Francji po tytuł piłkarskiego wicemistrza świata.
Dwa mundiale w dwa tygodnie
Gressier na początku swojej sportowej drogi poszedł śladem sąsiada i wiele wskazywało na to, iż w przyszłości również wystąpi w Bayernie lub innym zespole tej klasy. Grał jako pomocnik i był dobry w te klocki.
Po raz pierwszy założył korki jako pięciolatek. Przez wiele lat należał do lokalnego USBCO (Union sportive Boulogne Côte d’Opale), który w okresie 2009-2010 posmakował gry we francuskiej ekstraklasie (Ligue 1). Gressier występował wtedy w młodzieżowych strukturach klubu.
Za swój największy piłkarski sukces uważa powołanie do reprezentacji Francji na uniwersyteckie mistrzostwa świata w piłce nożnej, które w 2015 roku odbyły się w Gwatemali. On i jego koledzy z drużyny dotarli do półfinału. Piłkarski mundial zbiegł się w czasie z mistrzostwami świata w przełajach, które odbyły się na drugim końcu świata, w Chinach.
– To było szaleństwo, bo nigdy wcześniej tak nie podróżowałem. Na gwałtownie wyrabialiśmy paszport. Najpierw Chiny i, żeby nie było zbyt łatwo, dostałem tam biegunki, powrót na 3 dni do Francji i wylot do Gwatemali. Jetlag? Jaki jetlag? – tak wspomina wiosnę 2015 roku.
W Chinach obiecujący 18-letni biegacz zajął 80 miejsce. Daleko przed nim finiszowali m.in. Szwajcar, Julien Wanders czy Włoch, Yemaneberhan Crippa, którzy później zrobili duże kariery. To był jednak moment, w którym Gressier uznał, iż musi wybrać jeden sport i postawił na bieganie. Dwa lata później Gressier odjechał Crippie w Samorin, zostając młodzieżowym mistrzem Europy w przełajach.
Król błota
Pierwszym trenerem Gressiera był Arnaud Dinielle, który poznał się na jego talencie i motywował do zamiany futbolu na bieganie. – Wciąż widzę go na szkolnym biegu przełajowym, ubranego jak piłkarz, ze sznurowadłami ledwie zawiązanymi, który robił 200–300 metrów przewagi nad zawodnikami trenującymi regularnie – tak wspomina starty młodego Jimmy’ego, z którego przez kolejne lata podśmiewano się, iż biega jak piłkarz, czyli na nisko zawieszonym środku ciężkości i szeroko pracując rękami.
Gressier wszedł do lekkoatletyki poprzez przełaje i natychmiast sprawił, iż zaczęło być o nim głośno. Już w 2015 roku w Boulogne-sur-Mer pojawiła się telewizja, żeby nakręcić materiał o nowej nadziei francuskiego sportu. – Byłem bardzo zestresowany i opowiadałem głupoty – komentuje po latach swój debiut w mediach.
Rok później Gressier zdobył brązowy medal przełajowych mistrzostw kraju juniorów. Występ był o tyle ciekawy, iż w połowie dystansu 19-latek zgubił but. W 2017 nie było już jednak na niego mocnych nie tylko we Francji ale też w Europie. Gressier wygrywając w Samorin rozpoczął swoją złotą serię w kategorii U23, zostając młodzieżową supergwiazdą krosu.
Choć nie miał już na sobie piłkarskich koszulek, jak we wspomnieniach trenera Dinielle, pielęgnował piłkarskie nawyki. Zwycięstwa celebrował w stylu Cristiano Ronaldo, prezentując tzw. cieszynki. Nie zawsze wychodziły tak okazale jak w 2019 roku w Lizbonie, kiedy za metą nonszalancko splótł ręce na wysokości klatki piersiowej. Rok wcześniej w Tilburgu w świat poszły kadry, na których Gressier chcąc ślizgnąć się na kolanach… Wylądował twarzą w błocie.
Zasada 3T, czyli pracuj i czekaj
Kiedy kariera Gressiera zaczęła nabierać tempa zamienił rodzinne strony na obrzeża Paryża i elitarny ośrodek INSEP (National Institute of Sport, Expertise, and Performance). Tam trafił pod skrzydła trenera Adriena Taouji. kooperacja poza medalami mistrzostw świata (złoto na 10000 m i brąz na 5000 m) i Europy (złoto w półmaratonie) zaowocowała rekordowymi życiówkami m.in. na uliczne 5 km (12:51).
Gressier w treningu wyznaje zasadę 3T. Według niego, aby odnieść sukces potrzeba: le Temps, le Travail i le Talent. Tłumacząc z francuskiego, chodzi o czas, pracę i talent. W przypadku „le Temps” (czas) priorytetem jest cierpliwość i dyscyplina. Według Francuza młode pokolenie chce efektu z dnia na dzień. Tymczasem tak jak wspominaliśmy na początku artykułu, Gressier zanim został mistrzem świata miał trzy nieudane podejścia, podczas których choćby nie był w grze o medale.
„Le Travail” to praca, ale nie byle jaka, tylko kontrolowana i rozumiana. – Największa rada: kontroluj swój trening, zrozum, po co robisz taką jednostkę a nie inną, nie idź na ślepo, wyznaczaj konkretne cele – tłumaczy Francuz.
Trzecim T jest talent, rozumiany nie tylko jako predyspozycje fizyczne. Gressier równie mocno akcentuje psychikę. Chodzi o umiejętność pokazania tego, co się ma najlepsze w dniu zawodów. – Na treningach przed mistrzostwami Europy w półmaratonie byłem słabszy od rywali. Miałem wyższe zakwaszenie. Ale kiedy przyszedł dzień zawodów byłem ponad minutę przed nimi –wspomina ubiegłoroczny występ w Brukseli, który okrasił doskonałym 59:45.
Mimmi niewyspany, to Mimmi zły
W dwóch dużych rozmowach z Gressierem, które można posłuchać na youtubowych kanałach: The Elevate House i Safe Pace, mistrz został zapytany o największy game changer w przygotowaniach. Sekret, który sprawił, iż w Tokio zdystansował zawodników ze wschodniej Afryki.
Jeśli ktoś liczył, iż Gressier ustali teorię treningu na nowo, mógł być rozczarowany odpowiedzią. – Hiperważny jest sen. Możemy mówić o odżywianiu, nawodnieniu, ale, jeżeli się nie wyśpię jestem zmęczony, niezregenerowany i nieprzyjemny dla otoczenia. Na szczęście mam tryb włącz-wyłącz, więc potrafię zasnąć niemal natychmiast – wyjaśnia i dodaje, iż standardowo śpi 9 godzin.
– jeżeli go nie obudzę to choćby 12 – zaznacza partnerka biegacza, Aude Clavier, ubiegłoroczna mistrzyni Francji na 5000 m (z życiówką 15:05).
– najważniejsze jest zaśnięcie przed 24. Wtedy godziny snu liczą się podwójnie. Poza tym między treningami śpię 1-1,5 godziny. Obowiązkowo – podkreśla Gressier.
Mistrz świata bardzo pilnuje też wagi. Przy 175 cm wzrostu regularnie utrzymuje 61-62 kilogramy. Gdy jest w szczycie formy, tak jak w minionym roku w Tokio, schodzi do 59 kg. Do tego zbilansowana dieta i jak to mówią Francuzi: voilà.

Gressier: Mógłbym trenować więcej, ale straciłbym przyjemność
„Kiedy jestem zmęczony i potrzebuję odpocząć, nie mam wyrzutów sumienia, żeby powiedzieć o tym trenerowi”, „Na treningu lepiej pobiec 5 sekund wolniej, niż 5 sekund szybciej” – te dwa zdania Gressiera dobrze obrazują jego podejście do trenowania, które można by nazwać zdroworozsądkowym.
W okresie największej roboty tygodniowy kilometraż Francuza ma zamykać się w widełkach 160-170 km. Częściej to przedział 140-150 km. Na taką objętość składa się 12 treningów. To sesje na siłowni, rozbiegania (po 4:30/km), długie wybiegania i podbiegi. Do tego dochodzą dwie jednostki specjalistyczne: treshold (próg) oraz VMA.
Ostatni z wymienionych treningów wygląda najbardziej tajemniczo, ale gdy rozszyfrujemy skrót jako Vitesse Maximale Aérobie, okaże się, iż chodzi o trening na VO2max (pułap tlenowy). Im wskaźnik jest wyższy, tym lepsza zdolność transportu tlenu do mięśni i możliwość jego wykorzystania w warunkach intensywnego wysiłku.
Jako przykład treningu VMA Gressier pokazał w swoich mediach społecznościowych 22x 400 m na przerwie 45 s. Odcinki biegał w tempie wyścigu na 3000 m, a więc w 60 sekund.
W listopadzie ubiegłego roku Gressier pochwalił się z kolei „premierowym” double treshold day. Na pierwszym progowym treningu wykonał 8×4 minuty na przerwie 1 minuta (ze średnim tempem całości 3:14/km). Na drugą nóżkę wziął 20×400 m p. 45 sekund. Odcinki pokonywał po 67 sekund (2:47/km), a więc w granicach swojego tempa startowego w półmaratonie. Łącznie tamtego dnia – z rozgrzewką i schłodzeniem – zrobił 33 km.
W podcaście Safe Pace zapytano Francuza o jego ulubiony trening. Mimmi wskazał na 10×1000 m w tempie wyścigu na dychę. Całość na przerwie minutowej. Brzmi banalnie, ale do końca banalne nie jest. Pierwsze cztery powtórzenia Gressier trzyma się w rejonach 2:40/km, żeby na piątym uderzyć w 2:30 (tempo startowe na 3000 m). Później na cztery odcinki wraca do prędkości na dychę, żeby ostatni tysiączek pokonać w 2:24.
Jak tłumaczy, chodzi o to, aby na „spompowanych” nogach utrzymywać prędkości z wyścigu i na końcu przyśpieszyć. – Taki trening robię tylko trzy razy w roku – zaznacza.
Podsumowując swoje podejście do treningu Francuz twierdzi, iż mógłby pracować więcej i mocniej, ale skończyłoby się to kontuzjami i wypaleniem.
– Stawiaj sobie cele, pracuj ale nie zapomnij o tym, żeby to co robisz sprawiało ci przyjemność. Są sportowcy, którzy narzucili sobie za duże obciążenia i przypłacili to depresją (…) Mógłbym trenować 14 razy tygodniowo, ale wiem, iż by mnie to wypaliło – wyjaśnia.
Kontrakt za 1,5 mln euro, czyli porozmawiajmy o pieniądzach
W wywiadzie dla stacji RTL przypomniano Gressierowi jego trudne początki, jeżeli chodzi o finanse. W 2016 roku, gdy dopiero wchodził w zawodowe bieganie, łączył treningi z pracą i studiami. W banku zarabiał wówczas 600 euro miesięcznie.
Przez lata dużo się w tej kwestii pozmieniało. Dziś na samą obsługę swojego sztabu, na którego składa się dwóch trenerów i fizjoterapeuta ma wydawać rocznie między 120 a 140 tys. euro – przyznał w podcaście The Elevate House.
– Mogłoby to kosztować mniej, 10-15 tys. euro, ale wtedy głównie musiałbym trenować w domu, a na obozy jeździć dwa razy do roku– twierdzi.
Na początku 2025 roku biegowy świat obiegła informacja, iż po 8 latach współpracy z Nike, Gressier podpisał kontrakt z Kiprun, a więc biegową marką Decathlonu. Według informacji L’Équipe firma miała skusić zawodnika kontraktem na poziomie 800 tys. euro rocznie, czego Gressier w rozmowie z dziennikiem nie chciał potwierdzić.

Rekordzista Europy na 5 km w podcaście The Elevate House uchylił natomiast rąbka tajemnicy, jeżeli chodzi o sumy. – Najmniejszy kontrakt jaki dziś mogę podpisać opiewa na 50 tys. euro, a największy na 1,5 miliona – stwierdził, nie wskazując jednak na podmioty, których te kwoty dotyczą.
Łamiesz 27 minut i hejtuje cię mistrz olimpijski
Polscy biegacze długodystansowi lubią mówić o niesprawiedliwej krytyce, która spotyka ich za wyniki na poziomie 29 minut na 10 km. Gressier mierzył się z cierpkimi słowami, chwilę po tym, jak w olimpijskim finale 10000 m minął kreskę w 26:58.67, ustanawiając rekord kraju.
Po biegu Gressier celebrował występ, zaliczając rundę honorową. Nie spodobało się to francuskiej legendzie judo. David Douillet, dwukrotny mistrz olimpijski, relacjonując paryskie igrzyska (2024) dla radia RMC skrytykował „świętowanie 13 miejsca”.
Gressier w wywiadach regularnie zaczepiany jest o tamtą sytuację. Jego zdaniem krytyka Douilleta wynika z nieznajomości specyfiki lekkiej atletyki, w której poza medalami liczą się: czas lub centymetry. Paryski finał 10000 m był najszybszym w historii igrzysk. 13 zawodników pobiegło szybciej, niż rekord olimpijski i w tej grupie był Gressier.
Ponadto Francuz przekonuje, iż nie tyle „świętował 13 miejsce” ale wykonał rundę honorową, aby oddać szacunek kibicom, którzy zapłacili niemałe pieniądze, aby oglądać lekkoatletów z perspektywy trybun. W jednym z wywiadów Gressier stwierdził, iż Douillet powinien uderzyć się w pierś ze swoją wypowiedź.
– Nie będę robił „mea culpa” – odpowiada judoka, cytowany przez L’Equipe. – Jeśli pamięta to, co powiedziałem, to znaczy, iż przyniosło to efekt. Cieszę się, iż moje zdanie mogło w jakiś sposób podnieść jego motywację. To pochlebne. Najlepszych trenerów się nienawidzi! Widocznie jestem dobrym trenerem lekkoatletyki (śmiech). Skoro zapamiętał moje słowa, to musiało go to bardzo mocno zaboleć.
Doping? Nie akceptuje, ale rozumie
Marcin Lewandowski kiedy mówił o dopigowiczach nie gryzł się w język. – Frajer dostał dyskwalifikację na 4 lata – napisał na Instagramie, kiedy w organizmie Kipyegona Betta wykryto EPO.
Jak można się domyślić, Jimmy Gressier również jest przeciwnikiem niedozwolonych metod, ale jego podejście jest bardziej zniuansowane. Z jednej strony po zdobyciu złota w Tokio w pierwszej kolejności zamiast trenerowi czy rodzinie, podziękował AIU, czyli specjalnej komórce World Athletics do ścigania dopingowiczów.
– Wykonujecie ogromną pracę i pomagacie wyrównać szanse – mówił. – To naprawdę budujące, kiedy słyszę, iż zawodnicy doceniają, to co robimy – odpowiedział szef AIU, David Howman.
Z drugiej strony, Gressier doping w takich krajach jak Kenia potrafi zrozumieć. W podcaście The Elevate House zwraca uwagę, iż dla ludzi we wschodniej Afryce bieganie staje się jedyną szansą na wyjście z biedy, dlatego czasami stawiają wszystko na jedną kartę. – Nie wiem, jak zachowałbym się w ich sytuacji – stwierdził.
Namieszał, ale spadł na cztery łapy i idzie po więcej
Niedługo po zdobyciu medali w Tokio Gressier zaskoczył opinię publiczną deklaracją, iż po 5 latach kończy współpracę z Adrienem Taouji i wraca „na stare śmieci” do Boulogne-sur-Mer. Nie było to pokłosie konfliktu między mężczyznami, ale potrzeba Gressiera, aby z podparyskiego INSEP wrócić w rodzinne strony i tam stworzyć sobie treningową bazę. Szczególnie, iż dopiero co odkupił zabrany niegdyś swojej rodzinie dom.
Jako, iż nie chciał współpracy na odległość, postanowił skorzystać z usług będącego na miejscu Arnauda Dinielle, za pomocą którego zamienił korki na kolce. Kooperacja nie trwała jednak długo, ponieważ wiosną tego roku z przyczyn osobistych Dinielle zrezygnował z prowadzenia mistrza świata.
W tej sytuacji Gressier wrócił do Taouji, choć na nieco innych zasadach. Do INSEP ma wpadać okazjonalnie, natomiast jego treningową bazą zostanie rodzinne miasto. – Rozumiemy się jak stare dobre małżeństwo, poza tym to już duży chłopak, więc wie, co ma robić – komentuje Taouji, który od dzisiaj zajmuje się podopiecznym zdalnie.
Zawirowania związane z trenerami nie przeszkodziły Gressierowi w śrubowaniu wyników. W tym roku pobił już rekord Europy na 5 km i został mistrzem Francji na 10 km. W planie na kolejne miesiące są m.in. mistrzostwa Europy na stadionie czy próba pobicia rekordu Mo Faraha w biegu jednogodzinnym podczas wrześniowego finału Diamentowej Ligi w Brukseli. Celem długofalowym pozostają igrzyska, które za dwa lata odbędą się w Los Angeles.

1 dzień temu










