Kibice wściekli po meczach z Lesznem i Wrocławiem. Piotr Paluch szczerze o decyzjach Stali!

speedwaynews.pl 1 godzina temu

Gezet Stal Gorzów kończy rundę zasadniczą PGE Ekstraligi na szóstym miejscu z dorobkiem 10 punktów. Choć część środowiska przed startem rozgrywek prognozowała gorzowianom twardą walkę o utrzymanie, pozycja w tabeli nie do końca satysfakcjonuje kibiców. W sieci pojawiło się sporo gorzkich słów dotyczących taktyki sztabu szkoleniowego w kluczowych starciach. Na mocne zarzuty fanów postanowił otwarcie odpowiedzieć Piotr Paluch.

Głównym motywem przewodnim tegorocznych rozgrywek w Gorzowie okazały się urazy. Żółto-niebiescy w wielu meczach musieli radzić sobie bez swoich liderów, co drastycznie wpłynęło na ich dorobek punktowy i układ tabeli. Zamiast walki o czołowe lokaty pozostała chłodna kalkulacja i łatanie dziur w składzie.

Byliśmy skazywani na pożarcie, a zajmujemy szóste miejsce w PGE Ekstralidze. Gdyby nie kontuzje podstawowych zawodników, lokata byłaby wyższa. Największym problemem były i są kontuzje podstawowych zawodników – wyjaśnia na łamach „Gazety Lubuskiej” Piotr Paluch.

Kibice Stali Gorzów najmocniej krytykowali decyzje sztabu podejmujące walkę z Fogo Unią Leszno oraz wyjazdowe starcie z Betard Spartą Wrocław. W starciu z Bykami Anders Thomsen nie pojechał z zastępstwa zawodnika w najważniejszej fazie meczu, z kolei na wrocławskim owalu sztab w ogóle nie zdecydował się na ZZ.

W meczu z Lesznem jechaliśmy bez dwóch podstawowych zawodników. Anders końcówkę spotkania miał nie najlepszą, rywale dwa razy przywieźli go na 1:5 i ZZ-ka z jego udziałem nie zmieniła by wyniku pojedynku. W tym meczu nie mieliśmy tak zwanych „armat”. Jak wygrywaliśmy spotkania, to Jack Holder i Adam Bednar robili razem około 19 punktów. Przy tak skrojonym składzie, jak 28 czerwca, ciężar jest wygrywać mecze. Walczyliśmy, ale braki kadrowe zrobiły swoje – tłumaczy szkoleniowiec.

Przegrana walka w Gorzowie to jedno, jednak oddanie pola na Stadionie Olimpijskim we Wrocławiu wzbudziło u fanów jeszcze większe kontrowersje. Paluch bez ogródek przyznaje, iż w starciu z liderem rozgrywek realistyczne szanse na wygraną wynosimy znikome procenty, co skłoniło ich do postawienia na młodzież.

Natomiast podczas meczu we Wrocławiu nie skorzystaliśmy z ZZ-ki, ponieważ choćby w 0,10 procenta nie byliśmy jego faworytem. Daliśmy biegi juniorom, by objeżdżali się na wrocławskim torze w ligowych warunkach. To powinno zaowocować w przyszłości – skreśla spekulacje Paluch.

Dla młodzieżowców Stali, w tym Oskara Palucha czy Adama Bednara, dodatkowe wyjazdy pod taśmę na trudnym terenie we Wrocławiu mają być inwestycją, która zwróci się w fazie finałowej. Czas pokaże, czy inwestowanie w rozwój juniorów opłaci się w najważniejszych bataliach sezonu.

Piotr Paluch
Idź do oryginalnego materiału