Junior Polonii zdenerwowany. „Gdybym upadł nie byłbym wykluczony”

speedwaynews.pl 1 godzina temu

Emil Maroszek w sobotnim finale Młodzieżowych Indywidualnych Mistrzostw Polski zajął czternaste miejsce, gromadząc cztery punkty. 18-latek choć nie ukrywa niedosytu, to jednak cieszy się, iż miał kilka dobrych momentów.

– Ambicje były zdecydowanie większe. Były to takie zawody z „przygodami”, ale najważniejsze iż jestem cało, bo było już blisko (śmiech). Może nie powiem, iż jestem zadowolony, ale z pewnością jakoś się pokazałem. Pokazałem, iż potrafię i iż walczę, a to dla mnie najważniejsze. Zawsze też fajnie się tu pościgać i poczuć ten doping – powiedział.

Sporych kontrowersji dostarczył wyścig numer szesnaście, w którym Maroszek starł się z Kevinem Małkiewiczem. Zawodnik z Grudziądza trącił żużlowca gospodarzy i Maroszek musiał stoczyć walkę z własnym motocyklem, aby nie upaść na tor. 18-latek nie mógł jednak kontynuować wyścigu, choć arbiter Michał Sasień nie zdecydował się na przerwanie biegu.

– Myślę, iż na pewno nie byłbym wykluczony z tego biegu gdybym upadł, aczkolwiek to była taka prędkość i takie miejsce na torze, iż gdybym upadł, to ze stadionu wyjeżdżałbym w karetce, więc wolałem utrzymać się na motocyklu. To z perspektywy zawodnika nigdy tak nie wygląda, iż my kalkulujemy – nie dość, iż są to koszty motocykla, to nigdy nie wiadomo, co się wydarzy. Cieszę się naprawdę, iż ten motocykl udało mi się opanować, bo mogłoby być „grubo” – mówi.

Emil Maroszek
Idź do oryginalnego materiału