Wiemy już, iż wypadek Jacka Doohana w Grand Prix Japonii był winą kierowcy. Ale trzeba przyznać, iż decyzja Alpine o posadzeniu go na ławce w pierwszym treningu była bezsensowna.
O wypadku Jacka Doohana pisałem i mówiłem już dziś sporo, ale pozwólcie, iż jeszcze raz na spokojnie wrócę do niego, poczynając od decyzji Alpine o zabraniu mu pierwszego treningu.
Bez sensu
Francuska ekipa tym samym odebrała swojemu tegorocznemu debiutantowi 60 minut przygotowań do jego zaledwie czwartego wyścigu w Formule 1. Na trudnym torze, przy nowym asfalcie na połowie toru. Jak by nie oceniać umiejętności kierowcy i jakich by nie mieć planów z nim związanych, wydaje się, iż Alpine powinno pomagać swojemu zawodnikowi.
Decyzja Alpine nie miała sensu również z tego względu, iż gdyby Ryo Hirakawa pojechał w bolidzie Pierra Gasly, pomogłoby to Alpine w wypełnieniu obowiązku powierzenia 4 treningów w okresie młodym kierowcom. W bolidzie Doohana ten obowiązek został już wypełniony podczas dwóch pierwszych rund przez samego Doohana. Dzisiejsza jazda Hirakawy nie liczyła się zatem do tego limitu.
Nie rozumiem zatem wsadzenia Hirakawy w miejsce Doohana. No chyba iż ktoś chce mieć lepszą podkładkę za kilka tygodni gdy będzie chciał zmienić Doohana na Franco Colapinto.
Wina kierowcy
Przejdźmy już do samego wypadku. Jest on winą kierowcy – wynikającym z braku doświadczenia, ale przez cały czas leżącym po stronie zawodnika.
Doohan rozpoczynając feralna kółko aktywował system DRS, a potem, składając się w pierwszy, bardzo szybki prawy zakręt, nie dezaktywował go.
System DRS wyłącza się gdy kierowca odejmie gaz lub wciśnie hamulec. Układ pierwszego zakrętu na Suzyce sprawia, iż jadąc bez DRS-u, pierwszą fazę kierowcy pokonują z pełnym gazem. Gdy jadą z DRS-em, odejmują na chwilę gaz by dezaktywować DRS.
I tak właśnie zrobił Doohan na poprzednim okrążeniu i przejechał zakręt bez problemu. Na feralnym kółku Doohan albo zapomniał to zrobić albo nie zdążył tego wykonać i tuż po lekkim skręcie kierownicy tył jego auta stracił przyczepność przy prędkości około 260 km/h.
Silnik
Kolejną stroną medalu wypadku Doohana jest kwestia silnika w jego aucie. W jedynym treningu przed GP Chin jego pierwsza tegoroczna jednostka doznała awarii i w związku z tym użył drugiej.
Alpine nie poinformowało jeszcze o dokładnych skutkach wypadku dla auta Doohana, jednak nie da się wykluczyć, iż ucierpiały w nim elementy jednostki napędowej. Ale tym raczej musi martwić się Franco Colapinto.