Tomasiak upadł po skoku otwierającym niedzielne kwalifikacje w Vikersund. Uzyskał 192 metry i runął na zeskok po lądowaniu. Nie stracił przytomności, ale nie był też w stanie podnieść się z zeskoku. Został z niego zniesiony w toboganie przez służby medyczne.
REKLAMA
Zobacz wideo Tu wychował się Kacper Tomasiak! Odwiedziliśmy jego rodzinne strony
Na szczęście Tomasiak nie miał wielkich problemów zdrowotnych po upadku. Okazało się, iż wyglądał dużo gorzej, niż mógł się skończyć.
Wiele strachu, ale Tomasiakowi po upadku nic poważnego się nie stało. Pojedzie na badania
Upadkiem Tomasiaka mocno przestraszył się Maciej Maciusiak. Jego asystent Krzysztof Miętus aż złapał się za głowę. W rozmowie z Eurosportem - gdy okazało się, iż z Polakiem wszystko w porządku - trener był już spokojniejszy, ale przez cały czas pod wpływem sporych emocji.
- Rozmawiałem z nim, nie stracił przytomności. Jest wszystko w porządku: nogi, ręce. Wszystko całe. Odczuwa ból w odcinku szyjnym, ale wszystko jest w porządku z saturacją, nie ma wstrząsu mózgu, bo czekaliśmy, żeby to wykluczyć - przekazał Maciej Maciusiak w rozmowie z Kacprem Merkiem z Eurosportu.
- Pojedzie do szpitala, żeby dokładnie wszystko sprawdzić. Trzeba zobaczyć, czy wszystko jest w porządku w tym odcinku szyjnym - zaznaczył jednak szkoleniowiec.
Oczywiście, na razie nie wiadomo jeszcze, co dalej z Tomasiakiem w tym sezonie. Polakowi został jeszcze jeden możliwy start - finał Pucharu Świata w Planicy. Na razie liczy się jednak, żeby wydobrzał po upadku w Vikersund. Choć wygląda na to, iż czuje się lepiej, niż można było przypuszczać po tym, jak groźnie wyglądała cała sytuacja. - Był przytomny przez cały czas. Porozmawiał też z rodzicami przez telefon - mówił Eurosportowi Maciusiak.
Na szczęście ucierpiał głównie sprzęt. Wciśnięcie na kasku po silnym uderzeniu o zeskok
- Kacper jest przytomny. Wiadomo, iż troszkę zmęczony tym wszystkim. Jest okej, rozmawia z nami. Będzie transportowany do szpitala. To ważne, żeby sprawdzić w poważniejszych badaniach, iż wszystko jest w porządku - mówił Eurosportowi kierownik polskiej kadry Wojciech Jurowicz.
Członek sztabu kadry Maciusiaka był tuż przy skoczku chwilę po tym, co się stało. - Był w dużym szoku. Na początku był z nim może mniejszy kontakt, ale był świadomy. Pamiętał, co się stało. Sprzęt? Wiązanie jest uszkodzone w lewej narcie, która odjechała. Uszkodzony jest także kask. Sprzęt przyjął duże uderzenie, podobnie jak głowa Kacpra. Na szczęście dobrze go też zamortyzował - zaznaczył Jurowicz.
Trudne warunki w Vikersund. Maciusiak nie wyklucza choćby wycofywania Polaków
Tomasiak nie weźmie zatem udziału w zawodach, których próba przeprowadzenia ruszy o 17:45 - opóźniono ją decyzją jury dwukrotnie, już o 30 minut. W Vikersund mocno wieje i wydaje się, iż o rywalizację w dwóch seriach konkursu indywidualnego będzie bardzo trudno. Upadek Tomasiaka miał miejsce po lądowaniu i nie miał związku z warunkami, ale na norweskim mamucie i tak chwilami jest bardzo niebezpiecznie i loteryjnie.
Trener Maciusiak nie wykluczył wycofywania swoich zawodników wobec zbyt niebezpiecznych warunków na skoczni. To byłby bezprecedensowy, ale wobec okoliczności zupełnie zrozumiały, krok naszego szkoleniowca.
Kwalifikacje odwołano tuż przed skokiem Pawła Wąska, który schodził z belki czterokrotnie. Na liście startowej jest czterech innych Polaków: Maciej Kot, Piotr Żyła, Kamil Stoch, Aleksander Zniszczoł.

2 godzin temu







