Tomasiak upadł, startując jako pierwszy skoczek niedzielnych kwalifikacji. Lądował na 192. metrze i po chwili odjechała mu lewa narta. Polaka obróciło o 180 stopni i runął na zeskok. Nie podnosił się z niego i został zniesiony w toboganie przez służby medyczne. Na szczęście później pojawiło się sporo informacji o tym, iż skoczkowi nic poważnego się nie stało.
REKLAMA
Zobacz wideo Tu wychował się Kacper Tomasiak! Odwiedziliśmy jego rodzinne strony
Polak mocno się poobijał - narzeka na ból w odcinku szyjnym. Został przewieziony do szpitala na badania, które mają wykluczyć, czy na sto procent wszystko w porządku ze zdrowiem Polaka, zwłaszcza pod kątem tych niewielkich dolegliwości.
Pertile uśmiechnął się na pytanie o Tomasiaka: "Pamięta upadek. To dobry znak"
Sam upadek wyglądał groźnie i przestraszył zarówno polskich trenerów jak i organizatorów. W tym Sandro Pertile, który w czasie, gdy to się stało, był na dole skoczni przy zeskoku i od razu podbiegł do Tomasiaka leżącego na śniegu.
Po wszystkim pilnował jeszcze sytuacji Polaka i informował o wszystkim media. - Rozmawiałem z nim. Przez kilka minut był jeszcze sprawdzany przez lekarza. Sytuacja wygląda jednak obiecująco i pozytywnie - mówił niedługo po całej sytuacji w rozmowie z Eurosportem dyrektor Pucharu Świata.
Na pytanie o to, czy Tomasiak był świadomy całej sytuacji, Pertile się uśmiechnął. To dlatego, iż miał do przekazania dobre wieści. - Wie, co się wydarzyło i pamięta sam upadek. Myślę, iż w tej sytuacji to dobry znak - ocenił Włoch.
Przerwane kwalifikacje, przekładany i odwołany konkurs. Trudne warunki w Vikersund
Potem Pertile miał dużo innych obowiązków. Najpierw odwołano kwalifikacje, które rozpoczął upadek Tomasiaka. Nie miało to jednak większego związku z tym, co stało się z Polakiem - chodziło o trudne warunki na skoczni, przede wszystkim zbyt silny wiatr. Stało się to tuż przed skokiem Pawła Wąska - po tym, jak swoje próby oddało siedmiu zawodników.
Sytuacja pogodowa nie poprawiła się przed planowanym konkursem indywidualnym. Jego początek planowano na 17:15, ale potem aż czterokrotnie przekładano - ostatecznie na 18:15. Ten czas określono jako ostatnią możliwą porę rozpoczęcia zawodów. I nie dało się choćby podjąć próby ich rozegrania. Zostały odwołane.
Konkurs mógłby zostać przeniesiony tylko do Planicy - na finał Pucharu Świata w kolejnym tygodniu. Tam terminarz będzie jednak bardzo napięty, zwłaszcza ze względu na pierwsze zawody kobiet na Letalnicy. Niewykluczone, iż w takim wypadku sezon zostanie dokończony bez przeprowadzenia jednego konkursu mężczyzn.

2 godzin temu














