Jason Doyle porównał się do legendy. Szczere wyznanie

speedwaynews.pl 1 godzina temu

Jason Doyle, który otrzymał stałą „dziką kartę” na sezon 2026, znajduje się w kluczowym punkcie swojej kariery. Po dramatycznym roku 2025, gdy kontuzje biodra na jakiś czas wykluczyły go ze sportu, wielu postawiło na nim krzyżyk. „Doyley” ma jednak inny plan – zamierza powtórzyć wyczyn legendarnego Grega Hancocka, który udowodnił, iż wiek w żużlu to tylko liczba.

Cały świat pamięta, jak „Herbie” sięgał po trzy ze swoich czterech tytułów mistrzowskich już po czterdziestce. Ostatnie złoto Amerykanin wywalczył w wieku 46 lat. Dla Doyle’a, który właśnie dobił do „czwórki” z przodu, to scenariusz, który chce napisać na nowo.

Mam 40 lat i wciąż patrzę na to, jak Greg wygrał tytuł, mając 46 lat. To pokazuje, iż zostało mi jeszcze wiele lat ścigania. Muszę tylko zadbać o odpowiedni zespół wokół mnie – deklaruje Jason Doyle w wywiadzie dla fimspeedway.com.

Aby wrócić na szczyt, „Kangur” postawił na rewolucję w teamie. Nowi mechanicy mają sprawić, iż sprzęt znów będzie go niósł po seryjne zwycięstwa w Grand Prix. Jego forma będzie kluczowa nie tylko w walce o IMŚ, ale i dla reprezentacji Australii. Przypomnijmy, iż „Aussies” będą jednymi z głównych faworytów do złota podczas finału Drużynowego Pucharu Świata na Stadionie Narodowym w Warszawie.

Mimo wielu blizn i ciężkich upadków, Doyle czuje się fizycznie mocniejszy niż kiedykolwiek. Dzięki nowoczesnej diecie i opiece fizjoterapeutów uważa, iż wiek nie jest dla niego żadną barierą.

Mogę mieć teraz 40 lat, ale prawdopodobnie jestem sprawniejszy niż wtedy, gdy miałem 30 lat. Przeszedłem kilka potężnych kraks, ale zawsze z nich wracałem. Interesuje mnie tylko wygrywanie. To głód zwycięstwa w Grand Prix jest narkotykiem, za którym ciągle gonię – tłumaczy zawodnik.

Jason Doyle
Idź do oryginalnego materiału