Jaga mogła odskoczyć rywalom, ale nie chciała strzelać bramek

5 godzin temu

Jagiellonia zagrała z Radomiakiem rewelacyjne zawody, ale… strzeliła tylko jednego gola. Z przebiegu meczu należy uznać, iż to frajerski remis, bo rywal kilka razy leżał na deskach, a Jaga nie potrafiła zadać ciosu.

To jakiś cud, iż do przerwy mieliśmy 0:0. Jakby Jaga się uparła, mogłaby powtórzyć choćby rezultat sprzed roku, kiedy w 45 minut rozwalcowała Radomiaka wbijając mu pięć goli. Przesadzamy? Może trochę, ale jedna-dwie bramki musiały wpaść. Po ledwie ośmiu minutach Jesus Imaz miał dwie setki. Przy pierwszej zaskoczyła go pozostawiona noga Majchrowicza, a przy drugiej stracił równowagę przed oddaniem uderzenia.

Jagiellonia – Radomiak 1:1. Festiwal nieskuteczności

Co jeszcze? Pięta Pululu (obok bramki), później jego strzał z metra (ale ze spalonego). Kolejna akcja Imaza, tym razem kopnął w obrońcę. Konstantopoulos głową tuż obok słupka, wrzutka Jóźwiaka wybita sprzed linii bramkowej, dwa wolne sprzed pola karnego. No, działo się. Gdyby Duma Podlasia była tak konkretna, jak Fiorentina w czwartek, do przerwy byłoby już po meczu.

Pomocną dłoń chciał wystawić jej sędzia Sylwestrzak, który ma dziwną przypadłość – często widzi ręce, których nie ma. I nie mamy na myśli tego, iż źle interpretuje rzeczywistość, bo – jak wiecie – sami pogubiliśmy się w tym, kiedy powinno się gwizdać karnego, a kiedy nie. Chodzi nam o gwizdanie karnych, kiedy futbolówka choćby nie dotknęła kończyny.

Kingue miał nienaturalnie ułożoną rękę, gdyby tylko zagrał nią piłkę, nie byłoby żadnych wątpliwości – jedenastka. Tylko że, no właśnie, został trafiony w brzuch, a nie w kończynę.

Wspomnieliśmy o dziwnej przypadłości, bo właśnie w ten sposób – widząc rękę jako jedyna osoba na boisku – sędzia Sylwestrzak przedstawił się szerszej publiczności w 2020 roku. W starciu Chrobrego z Koroną zagwizdał jedenastkę w końcówce meczu, mimo iż piłka trafiła jednego z koroniarzy w twarz, a nie w kończynę. Nie było wtedy VAR-u na pierwszoligowych boiskach, więc wynik został wypaczony, dziś na szczęście powtórki naprawiły błędy poznawcze arbitra.

Druga połowa wyglądała już inaczej niż pierwsza. Jaga przez cały czas atakowała z podobnym animuszem, ale Radomiak zaczął się odgryzać i to on jako pierwszy – dość sensacyjnie – trafił do siatki. Sporo było w tej akcji szczęścia, bo po zagraniu Lopesa doszło do dwóch rykoszetów, piłka fartownie trafiła pod nogi Mauridesa, a później wszystko zadziało się bardzo gwałtownie – wycofanie do Wolskiego, błyskawiczny strzał, mieliśmy prowadzenie gości.

Statystyki meczowe dostarczony przez Superscore

Paradoks: Abramowicz zawodnikiem meczu

Po strzeleniu bramki Radomiak zaczął hasać. Mógł mieć też kolejne trafienie, ale Abramowicz dwa razy genialnie rozczytał Capitę. Raz świetnie wyszedł z bramki, żeby przerwać jego akcję, a za drugim razem wybronił sam na sam, zostawiając rękę we właściwym miejscu. Paradoks tego meczu jest taki, iż choć to Jagiellonia stworzyła o wiele więcej groźnych akcji, to jej bramkarz jest wybrany najlepszym zawodnikiem spotkania. Trochę też dlatego, iż nikt z pola – w obliczu rezultatu – na takie miano nie zasłużył.

A Majchrowicz, mimo iż miał pod swoją bramką prawdziwe oblężenie, też nie ma na koncie zbyt wielu interwencji (najlepsza po strzale Imaza z czwartej minuty). Przy golu na 1:1, który nadszedł po zaledwie dziewięciu minutach, byliśmy pewni, iż Jaga jeszcze coś wciśnie, miała na to ponad pół godziny. Ale nie, bo marnowała sytuacje na potęgę. Mazurek mając setkę walnął w kosmos, główka Romanczuka przeszła minimalnie obok słupka, Pululu walnął w boczną siatkę, Szmyt nie dokręcił, nikt nie wykorzystał zamieszania w ostatnich sekundach meczu, no i co chwilę ktoś był łapany na spalonego (łącznie siedem razy).

Sam gol na 1:1 to Jagiellonia, jaką znamy najlepiej – wparowała w pole karne Radomiaka jak do siebie, podaniami z pierwszej piłki. Trudno doceniać jednak za to piłkarzy z Białegostoku, skoro w tym meczu musieli, po prostu musieli wygrać. I choćby nie zawiniły braki kadrowe, bo przypomnijmy – nie mogło zagrać dziś czterech stoperów (Pelmard, Vital i Kobayashi pauzowali za kartki, a Stojinović leczy uraz). Siemieniec w obliczu tych niespodziewanych problemów postawił na nowe twarze – nominalnego środkowego obrońcę Konstantopoulosa (dotąd 8 minut w Jadze) i lewego defensora Montoię (9 minut), ale nie miało to większego znaczenia, bo mecz zawaliła Jagiellonii nieskuteczność pod bramką rywala, a nie niepewna defensywa, której przez większość meczu Radomiak choćby nie niepokoił.

Noty wkrótce.

WIĘCEJ O EKSTRAKLASIE:

  • Bośniacki napastnik blisko Pogoni? Haditaghi zabrał głos
  • Napastnik Górnika Zabrze wypożyczony do ligi słowackiej
  • Twierdza Gdynia ma się dobrze. Arka utrzyma się bez wyjazdów?
Idź do oryginalnego materiału