Industria Kielce dokonała tego, czego nie udało się żadnej innej drużynie w tegorocznej edycji EHF Ligi Mistrzów – wygrała z niemieckim Fuechse Berlin w Max Schmeling Halle (33:31)! Tym samym Kielczanie przez cały czas pozostają w grze o trzecie miejsce w grupie.
Praktycznie bez słabszego momentu rozegrali pierwszą połowę czwartkowego spotkania z Fuechse Berlin zawodnicy Industrii Kielce. Bardzo dobrze weszli w ten mecz, bo od prowadzenia 3:1 po golach braci Dujshebaevów. Gospodarze byli bezzębni i nie potrafili wykorzystać swojego największego atutu, czyli dynamicznej wymiany podań, która otwiera drogę bocznym rozgrywającym. Najlepszy piłkarz ręczny świata Mathias Gidsel zdobył pięć bramek na osiem rzutów, ale nie był to wybitny mecz genialnego Duńczyka. W liczbach lepszy od Klemena Ferlina był także Dejan Milosavljev, ale trener Nicolej Krickau na pewno oczekiwał od swojego golkipera czegoś więcej.
Tym bardziej, iż świetnie dysponowani byli Kielczanie. I to wszyscy, bo kiedy po pierwszym kwadransie z boiska zszedł Alex Dujshebaev, to bramkę oraz rzut karny dla zespołu wywalczył Jorge Maqueda. Co prawda potem otrzymał on też dwuminutową karę za zbyt agresywną postawę w obronie, ale i tak można uznać występ doświadczonego Hiszpana za udany.
Z dobrej strony prezentowali się obrotowi, a zwłaszcza Theo Monar, który zdobył trzy bramki w trzech próbach czy Aleks Vlah. Słoweniec grał głownie na lewym rozegraniu, na środku trener Dujshebaev desygnował Michała Olejniczaka.
Drugiej połowy Industria Kielce nie mogła lepiej rozpocząć, bo dd dwóch trafień Szymona Sićki i skutecznej obrony Klemena Ferlina! Potem kielecki rozgrywający kontynuował dobrą passę i dołożył kolejne dwie bramki, w tym po ładnym rzucie z biodra między nogami Milosavljeva. Kielczanie prowadzili choćby czterema golami, na co zareagował trener Krickau, zmieniając Serba na Lasse Ludwiga, który zanotował trzy skuteczne interwencje.
Na kwadrans przed końcem meczu Fuechse podwyższyło obronę, a dwóch defensorów broniło już na linii środkowej. Drużyna trenera Krickaua zdobyła trzecią bramkę z rzędu, a potem czwartą. Niestety były to gole na remis i 26:25 dla gospodarzy, a ich autorem był nie kto inny jak Mathias Gidsel. Duńczyk zdobył je rzutem na pustą bramkę, bo trener Talant Dujshebaev zdecydował się na grę siedmioma graczami w ataku.
W 53. minucie Lasse Ludwig znalazł sposób na rzut karny wykonywany przez Piotra Jarosiewicza. A na tablicy wyników był remis 28:28. Na półtorej minuty przed końcem spotkania serbscy sędziowie skorzystali z wideoweryfikacji, by przekonać się, czy Max Darj zbyt brutalnie faulował Olejniczaka, i orzekli, iż zasługuje on na wykluczenie, a to oznaczało, iż Industria już do końca meczu grała z przewagą jednego zawodnika.
Gidsela już od kilkunastu minut indywidualnie krył Dylan Nahi. Duńczyk co prawda “odkleił” się od Francuza, ale rzut Anderssona w krótki róg obronił Ferlin! Daniel Dujshebaev zdobył bramkę na 32:30 i choć Fuchse gwałtownie odpowiedziało, to wynik meczu na 33:31 ustalił Arkadiusz Moryto.
Kielczanie dokonali tego, co nie udało się żadnej drużynie w EHF Lidze Mistrzów – wygrali z Fuechse w Berlinie!
Fuechse Berlin – Industria Kielce 31:33 (13:15)
Füchse Berlin: Ludwig 8/27, Milosavljev 4/18 – Gidsel 10, Grøndhal 9, Lichtlein 5, Pranter 2, Ariño 2, Marsenić 2, Andersson 1, Darij, Freihöfer, Pichiri, Langhoff, Herburger, av Teigum.
Industria Kielce: Ferlin 9/39, Čordalija 1/2 – Sićko 6, A. Dujshebaev 4, D. Dujshebaev 4, Olejniczak 3, Monar 3, Jarosiewicz 3, Kounkoud 2, Karalek 2, Vlah 2, Nahi 2, Maqueda 1, Moryto 1, Latosiński, Rogulski.
źródło: kielcehandball.pl

3 godzin temu








