Imane Khelif przerwała milczenie. "Zgadzam się na wszystko"

2 godzin temu
Imane Khelif, mistrzyni olimpijska w boksie z Paryża, przerwała ciszę, udzielając wywiadu amerykańskiej stacji CNN. 26-letnia Algierka, która do tej pory nie zgadzała się na testy płci, zapowiedziała, iż zrobi wszystko - także poddanie się testom - aby wystartować na kolejnych IO w Los Angeles. Kilka miesięcy temu Donald Trump zapowiedział, iż przed igrzyskami w 2028 r. zawodniczki będą musiały przejść najbardziej rygorystyczne testy w historii igrzysk.
- Nie jestem osobą transpłciową. Jestem kobietą i chcę żyć swoim życiem. Proszę, nie wykorzystujcie mnie do politycznej wojny - powiedziała Imane Khelif w rozmowie z CNN. 26-letnia pięściarka z Algierii, mistrzyni olimpijska z Paryża, przerwała kilkutygodniową medialną ciszę i odpowiedziała na słowa Donalda Trumpa. Khelif zapowiedziała, iż zrobi wszystko, by wystąpić na igrzyskach w Los Angeles w 2028 r.

REKLAMA







Zobacz wideo Życie Szeremety zamieniło się w szaleństwo. Stanowcza reakcja trenera



"Walczę w ringu i poza nim"
Cały świat usłyszał o Khelif ponad dwa lata temu w trakcie IO w Paryżu. Algierka zdobyła tam złoto w boksie w kategorii wagowej do 66 kg. Jej sukces wzbudził jednak kontrowersje. Wielu uważało, iż triumf Khelif był niesprawiedliwy i zawodniczka w ogóle nie powinna rywalizować z kobietami.
Wszystko przez to, co wydarzyło się w trakcie mistrzostw świata w Indiach w 2023 r. Khelif została wykluczona z rywalizacji, bo według organizatorów (federacji bokserskiej IBA) miała za wysoki poziom testosteronu, a badania DNA miały wykazać u niej obecność męskich chromosomów XY. IBA stwierdziła, iż Khelif nie spełnia "kryteriów płci". Tyle iż federacja nigdy nie ujawniła, jakie testy zostały wykonane i jakie dokładnie były ich wyniki. Poza tym decyzję ogłoszono w trakcie turnieju.
Jeszcze wcześniej, bo w 2022 r., MKOl odebrał IBA status federacji olimpijskiej, przejmując organizację turnieju bokserskiego w trakcie IO w Paryżu. To spowodowało, iż Khelif, która z decyzją IBA nigdy się nie zgodziła, mogła wystartować na francuskich igrzyskach. Po nich jednak i zamieszaniu wokół Algierki MKOl przekazał organizację kolejnych turniejów międzynarodowej organizacji World Boxing.
To ona będzie odpowiadała za organizację turnieju bokserskiego podczas IO w Los Angeles. Również World Boxing organizowało zeszłoroczne wrześniowe mistrzostwa świata, które odbyły się w Liverpoolu. I znowu pojawił się zgrzyt, bo organizacja wpisała do regulaminu obowiązkowy test genetyczny dla kategorii kobiecych. Test, który ma potwierdzić płeć biologiczną w sensie chromosomalnym (XX). Zawodniczki, które nie poddały się testom, nie zostały dopuszczone do rywalizacji. I tak było w przypadku Khelif.



- Wprowadziliśmy obowiązkowe testy, aby zapewnić bezpieczną, konkurencyjną i uczciwą rywalizację - mówił szef organizacji Boris Van der Vorst. - Ogłosiliśmy to w maju. Dla nas wszyscy są równi. Każda kobieta musi przedstawić kilka dokumentów, w tym test płci - dodawał.
Khelif zaskarżyła World Boxing do Trybunału Arbitrażowego do spraw Sportu, który nie zawiesił decyzji na czas turnieju, a sprawa toczy się do dziś. - Mówię to do ludzi, którzy mnie krytykują: róbcie to dalej, ale ja wciąż się rozwijam. Prawo wydane przez World Boxing nie zostało skonstruowane, by chronić sportowców, tylko po to, by uderzyć w Khelif. Dziś walczę w ringu i poza nim, bo decyzja była nielogiczna i sprzeczna z prawem - mówiła Algierka.
"To, co wydarzyło się w Paryżu, zostawiło ślad na mojej psychice"
Pod koniec zeszłego roku Khelif porozmawiała z brytyjskim dziennikiem "Daily Mail", gdzie zapowiedziała "niespodziankę" dla kibiców. Wydaje się, iż teraz - w krótkim wywiadzie udzielonym amerykańskiemu CNN - pięściarka doprecyzowała, co miała na myśli. 26-latka zapowiedziała, iż zrobi wszystko, by wystartować na igrzyskach w Los Angeles. Khelif potwierdziła, iż podda się również testom genetycznym.
- Zgodzę się na wszystko, co będzie wymagane, by tam wystartować - zapowiedziała zawodniczka. - Zgadzam się z tym, iż działacze powinni robić wszystko, by chronić zawodniczki przed nieuczciwą rywalizacją. Jednocześnie nie mogą działać tak, by ranić inne kobiety - dodała.



Wydaje się, iż czas i miejsce wywiadu Khelif nie były przypadkowe. Słowa 26-latki można traktować jako odpowiedź na niedawną wypowiedź Donalda Trumpa, który stwierdził, iż Khelif w Paryżu "był młodym dżentelmenem, który zmienił płeć". Jeszcze wcześniej amerykański prezydent nazywał Algierkę mężczyzną, który "okradł inne zawodniczki z olimpijskich marzeń". Trump dodał też, iż nie dopuści do tego, by w trakcie IO w Los Angeles mężczyźni okradali kobiety z medali, zapowiadając najbardziej rygorystyczne testy płci w historii igrzysk.
- Oczywiście, mam problemy hormonalne. Ale jestem kobietą i nią się urodziłam. Zgodnie z zaleceniami lekarza wciąż obniżam poziom testosteronu. Boks nie opiera się tylko na hormonie. W nim najważniejsza jest inteligencja, doświadczenie i dyscyplina - powiedziała Khelif.
- Realizowanie się w sporcie, bycie pięściarką, to moje życiowe prawo. To było trudne do zaakceptowania dla algierskiego społeczeństwa i wioski, w której dorastałam. Szczególnie dla sąsiadów, którzy widywali mnie w środku nocy, gdy wracałam z treningów. Nie mogli się pogodzić, iż uprawiam sport, traktowano go jako zarezerwowany dla mężczyzn - dodała.
- Te okoliczności sprawiły, iż było mi bardzo ciężko. Myślałam, iż najgorsze mam za sobą. Ale to, co wydarzyło się w trakcie igrzysk w Paryżu i po nich, zostawiło ślad na mojej psychice i moich najbliższych. Ja się jednak nie poddam i będę walczyła na wszelkie sposoby. Wiem, iż osiągnięciem jest też to, iż stawiam czoła światu ze swoją prawdą - podsumowała Khelif.
Idź do oryginalnego materiału