ICE to przy nich przedszkole. Zakamuflowane oddziały na ulicach Mediolanu

2 godzin temu
Katarskie siły bezpieczeństwa patrolują ulice Mediolanu. Pilnują porządku. Spotkałem ich przed katedrą Duomo i na terenie Targów Mediolańskich.
Pewnego późnego wieczoru, idąc z hali łyżwiarstwa szybkiego w stronę wielkiego pola parkingowego, zauważyłem trzy nissany patrole z kamuflażem i napisem "State of Qatar. Lekhwiya". Sprawdziłem w internecie: "Lekhwiya. Qatars elite internal security force". Podlegają bezpośrednio emirowi Tamimowi bin Hamad Al Thaniemu, czyli odpowiednikowi premiera, prezydenta i parlamentu w jednym. Katar jest monarchią.

REKLAMA







Zobacz wideo Zabiegana Kowalczyk doceniona przez organizatorów igrzysk



Na igrzyska w Mediolanie Katarczycy wysłali mocny, ponad 100-osobowy oddział gwardzistów. Oprócz nissanów patroli w kamuflażu mają do dyspozycji bojowe wozy piechoty. Amerykańscy agenci ICE, którzy też przylecieli do Mediolanu, to przy Lekhwiyi przedszkole. Katarskie siły bezpieczeństwa ostatnio wsławiły się wyłapaniem i deportacją robotników napływowych, którzy domagali się wypłaty należności po wybudowaniu w Katarze obiektów na mundial 2022. W domu Thanich nie ma zamieszek.
Zacząłem się częściej rozglądać po okolicy. Na terenie Targów Mediolańskich, gdzie na igrzyska powstał m.in. tor dla łyżwiarzy szybkich, kilka razy minął mnie pluton komandosów w niebiesko-granatowych mundurach khaki, kroczący niespiesznie alejami i pasażami. A gdy wyskoczyłem z metra przy Duomo, żeby w pośpiechu obejść katedrę - symbol Mediolanu, zauważyłem, iż katarski kontyngent rozbił się również tam. Pewnego dnia kolumna dziewięciu potężnych pojazdów minęła mnie, mrugając stroboskopowym światłem i ogłaszając przez megafony (co chyba miało brzmieć uspokajająco): "Tu katarska policja".






Czytaj także:


Semirunnij i trzy rękawice na mróz. W tym jedna, wiecie na co



Było to dość zaskakujące doświadczenie, ponieważ tydzień wcześniej w regionach Mediolanu nieodległych od Duomo – na przykład na Piazza Leonardo – trwały protesty przeciwko amerykańskim agentom ICE w Mediolanie. Po kwerendzie w mediach okazało się, iż mieszkańcy Mediolanu dzwonili zaniepokojeni do różnych redakcji także w sprawie Katarczyków - pytali, o co chodzi, skąd katarska policja na ulicach, czyżby karabinieri sami nie potrafili utrzymać porządku.
Rząd Kataru już we wrześniu podpisał z Włochami umowę. Minister spraw wewnętrznych Matteo Piantedosi podczas wizyty w Doha zgodził się na współpracę dotyczącą "wkładu katarskich sił bezpieczeństwa w utrzymanie porządku publicznego we Włoszech". Trzy olbrzymie transportowe samoloty C17 Globemaster III przyleciały na lotnisko Malpensa i wyładowały te wszystkie wielkie nissany patrole, ogromniaste transportery opancerzone. Następnie rozbiły jeden z pylonów, nieostrożnie manewrując gigantycznym samolotem na płycie. Tego samego dnia na to samo lotnisko przyleciał inny C17 Globemaster III, z USA - z agentami ICE.



Różnica między tymi dwoma grupami jest zasadnicza. Katarczycy patrolują ulice Mediolanu i tereny olimpijskie, agenci ICE obecni we Włoszech na igrzyskach pełnią funkcje wywiadowcze - działają w ramach podagencji, nazywającej się Homeland Security Investigations, która nie zajmuje się wyłapywaniem imigrantów.
Ani razu podczas 12 igrzysk olimpijskich, na których byłem korespondentem, nie widziałem na ulicach uzbrojonej obcej policji lub wojska. Owszem, niektóre reprezentacje olimpijskie korzystają z pomocy swoich ochroniarzy, czasem rządowych, zwłaszcza gdy na igrzyska przyjeżdżają najważniejsi politycy, ale nigdy nie było to tak widoczne, jak we Włoszech.
Mało tego, część komandosów emira Kataru, Tamima bin Hamada Al Thaniego, przebywa podczas igrzysk w Selvie val Gardena, jest zakwaterowana w tamtejszym Carabinieri Alpine Center, i stamtąd patroluje okolicę. Część tej podgrupy codziennie uczy się jeździć na nartach - i to gdzie! Na słynnym Saslongu, na którym autor tego artykułu niejednokrotnie wyrżnął się, a choćby złamał obojczyk. Po co Katarczycy to robią? Żeby podczas częstych wizyt w tych luksusowych okolicach emir nie musiał podczas szusowania korzystać z ochrony lokalnych karabinierów, póki co lepiej umiejących jeździć na nartach niż komandosi szejka. Planuje bowiem długi urlop narciarski. Jak informuje jedna z lokalnych gazet, kursy narciarskie są częścią szerszej umowy o współpracy wojskowej między włoską armią a katarskimi siłami zbrojnymi.
To nie pierwszy raz, kiedy emirowie z Zatoki Perskiej wysyłają swoich ochroniarzy na kursy narciarskie w Alpach: w czerwcu grupa saudyjskich żołnierzy pojawiła się na stokach Val Senales.
Idź do oryginalnego materiału