Horror w meczu Hurkacza. Polak prowadził już 7:6, 5:4

2 godzin temu
Hubert Hurkacz sprawił sobie i kibicom kolejny thriller na korcie. W pierwszej rundzie turnieju ATP 500 w Rotterdamie prowadził już 7:6, 5:4 z Alexandrem Bublikiem i serwował po zwycięstwo. Niestety wtedy jego fantastycznie funkcjonujący serwis nagle zawiódł. Rywal w dramatycznych okolicznościach doprowadził do trzeciej partii. A w niej wygrał do pięciu, a w całym meczu 6:7(2), 7:6 (1), 7:5 i wyrzucił Polaka z turnieju.
Hubert Hurkacz przed tygodniem zaliczył zupełnie nieudany występ w Montpellier. Polak już w pierwszej rundzie przegrał z Amerykaninem Martinem Dammem 6:7 (5), 4:6 i pożegnał się z turniejem. Na lepszy start liczył więc w Rotterdamie, gdzie we wtorek razem z Karenem Chaczanowem przystąpił do rywalizacji w deblu. Polsko-rosyjski duet przegrał jednak z Francisco Cabralem i Lucasem Miedlerem. Hurkaczowi pozostała więc jedynie walka w singlu.

REKLAMA







Zobacz wideo Wicemistrzowi olimpijskiemu nie uderzy sodówka



Co za akcja w meczu Hurkacza! Ależ się zabawili
W środę - w dniu swoich 29. urodzin - nasz tenisistka zmierzył się w pierwszej rundzie z Alexandrem Bublikiem. 10. w rankingu ATP Kazach uchodził w tym starciu za faworyta, ale mecz od początku był bardzo wyrównany. Decydującą rolę odgrywał serwis, który dobrze funkcjonował u obu tenisistów. Hurkacz w samej pierwszej partii posłał aż 7 asów, a prędkościomierze przy części z jego serwisów wskazały ponad 230 km/h. Nie brakowało i dłuższych wymian. W jednej z nich przy stanie 4:3 obaj panowie musieli wykazać się grą tyłem do siatki i ostatecznie efektownym smeczem zakończył ją Polak.






Żaden z tenisistów przez cały set nie zdołał jednak przełamać i losy partii musiał rozstrzygnąć tie-break. A ten ułożył się dla Wrocławianina znakomicie. Już w pierwszej wymianie zaliczył minibreaka, a potem dołożył rewelacyjny serwis. niedługo prowadził 4:0, co wyraźnie wytrąciło Bublika z równowagi. Kazach z niezadowoleniem rozkładał ręce i głośno narzekał. Hurkacz zaś wykorzystał okazję i przewagi już nie roztrwonił. Dał rywalowi ugrać raptem dwa punkty, wygrał 7:2 i prowadził w całym meczu.


Drugi set długo wyglądał bardzo podobnie do pierwszego. Hurkacz przez cały czas imponował potężnym serwisem, posyłał kolejne asy, ale przy podaniu Bublika kilka mógł zrobić. Dopiero przy wyniku 2:2 pojawiła się szansa na przełamanie. Polak miał dwa breakpointy, a przy drugim tylko nieznacznie spudłował. Niestety rywal ostatecznie zdołał się wybronić. Z kolei w ósmym gemie to Hurkacz był w lekkich opałach i musiał grać na przewagi. Pokazał jednak, iż potrafi bardzo dobre skrócić, a potem zagrać przy siatce. Dzięki temu wyszedł z opresji, po czym dołożył asa i doprowadził do remisu 4:4.
Hurkacz serwował po zwycięstwo. Nagle taki dramat!
Chwilę później poszedł za ciosem i ambitnie walczył o każdą piłkę. Poświęcenie się opłaciło, bo Polak w zadziwiającym stylu wygrywał z pozoru przegrane akcje i zyskał kolejny breakpoint. Tym razem już się nie pomylił i niespodziewanie wyszedł na 5:4. Wówczas od zwycięstwa dzielił go jeden gem serwisowy. Niestety okazji nie wykorzystał. Od początku grał nerwowo, a w decydującym momencie popełnił podwójny błąd serwisowy. Bublik wyrównał, a zaraz potem wygrał gem do zera i prowadził 6:5. Na szczęście nasz zawodnik w dość szczęśliwych okolicznościach doprowadził do tie-breaka. W ostatniej akcji 12. gema trafił bowiem idealnie w końcówkę linii.



Niestety w samym tie-breaku los mu już tak nie sprzyjał. Hurkacz popełniał coraz więcej błędów, nie trafiał w kort i zaczął się irytować. Od stanu 1:0 przegrał siedem punktów z rzędu i gładko oddał wygraną rywalowi (1:7). O losach spotkaniach decydowała więc trzecia odsłona. W sumie drugim secie Hurkacz zaserwował aż 12 asów, ale za to przy aż 9 podwójnych błędach. Dla porównania w pierwszej partii popełnił tylko jeden. Nic zatem dziwnego, iż musiał rozegrać jeszcze jeden set.
A ten początkowym przebiegiem nie odbiegał od dwóch wcześniejszych. Zarówno jeden, jak i drugi tenisista pilnował swojego serwisu. Hurkacz wystrzegał się już podwójnych błędów, a mimo to pozostawał skuteczny przy własnym podaniu. Podobnie zresztą było w przypadku jego rywala. Obaj nie mieli ani jednej szansy na przełamanie aż do 11. gema. Niestety Polak popełnił wtedy trzy niewymuszone błędy i przegrywał 15:40. Wtedy popisał się asem, ale drugiego breakpointu już nie obronił. Posłał piłkę w aut i przegrywał 5:6. Potem nerwy dały się we znaki także Bublikowi. W decydującym gemie przegrywał już 15:40, ale pozbierał się wyrównał. Potem wywalczył piłkę meczową. Pierwszą Hurkacz zdołał obronić, ale przy drugiej skapitulował. Tym samym przegrał całe spotkanie 7:6 (2), 6:7 (1), 5:7 i gwałtownie pożegnał się Rotterdamem.
W drugiej rundzie rywalem Bublika będzie Jan-Lennard Struff, który w poniedziałek pokonał Francuza Hugo Greniera 6:0, 6:4. Kazachsko-niemieckie starcie odbędzie się w czwartek 12 lutego wieczorem.
Idź do oryginalnego materiału