Gwiazda MMA ma po dziurki w nosie dziedzictwo. Liczą się przede wszystkim pieniądze

2 godzin temu


Francis Ngannou stawia pieniądze ponad własne dziedzictwo.

W ostatnich dniach branżowe media obiegła wiadomość, iż Francis Ngannou opuścił szeregi Professional Fighters League, stając się tym samym wolnym strzelcem. Nie minęła chwila, a Netflix ogłosił, iż były mistrz UFC w wadze ciężkiej związał się z Most Valuable Promotions i wystąpi na gali, która odbędzie się 16 maja w Inglewood. Rywalem „Predatora” podczas tego wydarzenia będzie Brazylijczyk Philipe Lins.

Powody zmiany środowiska przez 39-latka są oczywiste. Od dłuższego czasu Ngannou nie ukrywa bowiem, iż kwestia zarobków odgrywa dla niego kluczową rolę. Dlatego, gdy „Predator” negocjował kontrakt z PFL, jednym z jego warunków była możliwość toczenia walk w boksie, gdzie stawki są znacznie wyższe. Wiele mówi o tym fakt, iż Francis Ngannou zarobił więcej za dwie walki bokserskie niż przez całą swoją karierę w MMA.

Francis Ngannou odpowiada na krytykę fanów

Decyzja o przejściu Kameruńczyka z PFL do Most Valuable Promotions nie spodobała się jednak wszystkim kibicom. Niektórzy zarzucają Ngannou, iż takim ruchem niszczy swoje dziedzictwo. „Predator” postanowił odnieść się do tych zarzutów i wyjaśnić, dlaczego dla niego nie ma to żadnego znaczenia.

Jak stwierdził w rozmowie z amerykańskim portalem MMA Junkie, nie przykuwa do tego większej uwagi, ponieważ nie wykarmi to jego rodziny. Na tym etapie życia zależy mu przede wszystkim na zapewnieniu godnego bytu swoim bliskim, a nie na poklasku wśród kibiców.

Powiem Wam, czym jest dziedzictwo. Moim dziedzictwem są w tej chwili moje dzieci w domu, moja rodzina w domu, opieka zdrowotna, bezpieczeństwo, możliwość zapewnienia im jedzenia i dachu nad głową. To lepsze dziedzictwo. Możesz mieć dziedzictwo Muhammada Ali lub cokolwiek innego.

Jednak jeżeli twoje dziecko nie może chodzić do szkoły, nie ma miejsca w społeczeństwie. jeżeli twoje dziecko nie ma co jeść, to dziedzictwo nic ci nie da. Nie możesz iść do sklepu ani na stację benzynową, ani zapłacić czesnego dzięki dziedzictwa. Musisz zrozumieć, iż to bzdury, którymi dana promocja oszukuje zawodników, a oni wszyscy walczą o dziedzictwo. Świetnie. Zatrzymaj swoje dziedzictwo, a mi daj moją zapłatę – to, na co zasługuję.

– Powiedział Francis Ngannou w rozmowie z dziennikarzem MMA Junkie.

Francis Ngannou (18-3), będąc jeszcze w UFC, otwarcie krytykował niskie zarobki w tej organizacji i wyrażał niezadowolenie z działań amerykańskiego giganta. Warto zaznaczyć, iż robił to choćby w czasie, gdy był właścicielem pasa mistrzowskiego. Największa organizacja MMA na świecie twierdziła, iż Kameruńczyk nie zasługuje na kwoty, których oczekiwał. Być może Dana White i spółka mieli rację, ponieważ z nieoficjalnych danych wynika, iż sprzedaż gali PFL, na której wystąpił Ngannou, okazała się co najmniej rozczarowująca. Mimo to wciąż są osoby gotowe zapłacić większe sumy za walki Kameruńczyka niż oferowało mu UFC.

ZOBACZ TAKŻE: Zamieszki po walce Polaka w Niemczech. Przestraszony organizator wręczył pas przegranemu

Co ciekawe, Ngannou nie dbał tylko o czubek własnego nosa, wszak w jego kontrakcie z PFL znalazł się intrygujący zapis. Mianowicie wypłata przeciwnika „Predatora” nie mogła być niższa niż milion dolarów. Szkoda tylko, iż z tego zapisu skorzystał jedynie jeden zawodnik, gdyż Kameruńczyk stoczył tylko jedną walkę w barwach Professional Fighters League.

Idź do oryginalnego materiału