Fibak zobaczył, co zrobiła Świątek i nie dowierzał. "Gdybym ja tak zrobił..."

1 godzina temu
- Gdybym ja tak zrobił, to Australijczycy pytaliby, czy ze mną wszystko okej - mówi Sport.pl Wojciech Fibak, odnosząc się do zachowania Igi Świątek w przegranym ćwierćfinale Australian Open. Były tenisista nie zostawia złudzeń co do sytuacji Polki w meczu z Jeleną Rybakiną i wskazuje, co jego zdaniem od dawna odpowiada za jej problemy.
Od razu wiadomo było, iż po czterech wcześniejszych meczach Igi Świątek w Australian Open ćwierćfinał z Jeleną Rybakiną będzie weryfikacją. I nią był. Polka przegrała 5:7, 1:6, a po nim opowiadała na konferencji prasowej m.in. o pracy nad zmianami w grze. Wojciech Fibak zaś z przekonaniem stwierdza, iż żadnych zmian nie dostrzega i dodaje zaskakująco: - Gdyby Wim Fissette je wprowadził, to by stracił pracę.

REKLAMA







Zobacz wideo Kamil Majchrzak o minionym sezonie. "Mam nadzieję, iż jeszcze sporo przede mną"



"Idze trzeba tylko współczuć". Rybakina niczym pociąg TGV
Fibak miał w głowie gotowy scenariusz na środowy mecz, bazując na niektórych wcześniejszych pojedynkach tych zawodniczek. Brał pod uwagę, iż Rybakina może wygrać pierwszego seta, ale w drugim do gry miała się włączyć Świątek i potem gładko rozstrzygnąć na swoją korzyść decydującą partię. Wydarzenia na korcie potoczyły się inaczej, a były tenisista uważa, iż przy tak grającej rywalce, Polka nie miała adekwatnie nic do powiedzenia.
- Omawiamy to spotkanie od strony Igi, bo jest Polką, ale uważam, iż trzeba tu pochwalić Rybakinę i pogratulować jej. A Idze trzeba tylko współczuć, iż trafiła na tak dysponowaną Kazaszkę w ćwierćfinale. W drugim secie miała szansę na przełamanie przy 1:3 i być może potem by odrobiła straty, ale rywalka faktycznie nie pomagała jej wtedy. W przeszłości, gdy się mierzyły, Iga mogła liczyć na prezenty. Teraz na palcach jednej ręki można byłoby policzyć te, które miała w całym meczu - stwierdza były gracz top 10 rankingu tenisistów.
I dodaje, iż według niego choćby Świątek w swoim najlepszym wydaniu, gdy kilka lat temu dominowała, raczej z tak świetnie dysponowaną Kazaszką by w Melbourne nie wygrała. Zajmująca piąte miejsce na światowej liście tenisistka bowiem świetnie radzi sobie na szybkich kortach i "beton" na antypodach sprzyja jej stylowi.
- Była nie do pokonania. Grała na wielkim ryzyku, mocno, płasko, blisko linii. Była jak pociąg TGV - opisuje Fibak.



"Człowiek jest cały roztrzęsiony, wszystkie myśli kotłują się w głowie". W tym Fibak widzi główny problem Świątek
Nie zgadza się on z dość powszechną opinią, iż tym, co przede wszystkim utrudniało Polce rywalizację w ćwierćfinale, ale też było problemem w jej wcześniejszych meczach, był nadmierny pośpiech. O więcej spokoju przy kolejnych uderzeniach apelował też nieraz trener Wim Fissette.
- Nie dostrzegłem zbytnio pośpiechu. Gdy Rybakina narzucała zawrotne tempo, to Iga nie miała nic do powiedzenia i nie miała czasu zastanawiać się, jak zagrać, tylko czy w ogóle zdoła dobiec do piłki. Słyszałem, iż komentujący mecz w Eurosporcie Dawid Celt też wspominał, iż potrzeba spokoju. Ale jak można mieć spokój, gdy przegrywa się 5:7, 0:3 i nagle pojawia się szansa, by wrócić? Wiadomo, iż człowiek jest cały roztrzęsiony w środku i tylko marzy o tym, by trafić, a wszystkie myśli kotłują się w głowie - argumentuje mój rozmówca.


I choć Fibak odnotował błąd Świątek z bekhendu w ważnym momencie oraz słuchał, jak Celt - poza brakiem spokoju - zwracał uwagę też na problemy z serwisem, to sam w czym innym upatruje źródła ostatnich problemów sześciokrotnej triumfatorki turniejów wielkoszlemowych.
- Mówię o tym od lat - największy techniczny problem Igi dotyczy forhendu. Kiedyś rozprowadzała nim rywalki po korcie, ale gdy jest rozregulowany, to rzutuje to na całość gry. Polka nadaje temu uderzeniu dużą rotację - jak Rafael Nadal. Tam jest bardzo mały margines bezpieczeństwa – może niecały centymetr na to, by piłka przeszła odpowiednio blisko ramy. Gdy pewność siebie jest trochę naruszona, to zdarza się tam więcej kiksów, nieczystych zagrań, a to deprymuje. Teraz nie ma tej regularności i to Igę gubi. Gdyby forhend funkcjonował bez zarzutu, to byśmy tych wszystkich rozmów nie prowadzili - przekonuje triumfator Australian Open z 1978 roku w deblu.



Było już 5:7, 0:3. Wyjątkowe zachowanie Świątek. "Zwierzę tenisowe"
Przy okazji przegranej z Rybakiną sporo osób zwróciło uwagę na dwie niepokojące tendencje. Świątek od jakiegoś czasu ma problem ze znalezieniem recepty na rywalki ze światowej czołówki. Z siedmiu ostatnich spotkań z zawodnikami z top 10 wygrała tylko jeden, a do tego ostatnie sety w pojedynkach z nimi kończyły się często bolesnym 0:6 lub 1:6. Podczas gdy w przeszłości słynęła z wychodzenia obronną ręką z sytuacji niemal niemożliwych do uratowania. Fibak jednak przekonuje, iż w środę w ostatnim secie Polka nie przestała walczyć.
- choćby przy wyniku 0:3 i 1:4 cały czas próbowała, mobilizowała się, podskakiwała. Piłka leciała pięć metrów od linii, a ona jeszcze tam biegła, by się upewnić, iż na pewno spadnie poza kortem. Gdybym jak tak zrobił, to Australijczycy pytaliby w przerwie, czy ze mną wszystko okej. 90 procent tenisistów by w ogóle nie ruszyło do takiej piłki. Ale Iga to zwierzę tenisowe, jest jak lwica. Ona stara się do samego końca i zaciska zęby. Taką niezwykłą waleczność mieli w sobie tylko Nadal, Jimmy Connors i Monica Seles - wylicza utytułowany tenisista.
Celt i wiele innych osób powtarza, iż Świątek musi wprowadzić trochę urozmaicenia w grze, bo jej dotychczasowy styl nie jest już tak skuteczny, jak kiedyś. Fibak podchodzi do tego zupełnie inaczej.
- Iga nie jest w stanie wygrywać slajsem czy wolejami. To nie jest jej tenis, to nie jest jej styl. Żadnych slajsów. Rezygnacja ze skrótów za czasów Tomka Wiktorowskiego była adekwatną decyzją, którą wsparłem. Aryna Sabalenka może i zaczęła potem to zagranie częściej stosować, ale ile razy dzięki niemu zdobyła ważne punkty? To nie dzięki niemu wygrywa. Sformułowania, iż rywalki przyzwyczaiły się do stylu gry Igi, są szablonowe. O każdej zawodniczce można tak powiedzieć. Gdyby wygrywała, to nikt by jej stylu nie krytykował - argumentuje mój rozmówca.



Ryzykowny plan Świątek? "Jedyne lekarstwo"
Sama Polka na konferencji prasowej po środowym ćwierćfinale przyznała, iż podczas okresu przygotowawczego zaczęła pracować z Fissettem, który półtora roku temu zastąpił Wiktorowskiego, nad zmianami w serwisie. I dodała, iż wprowadzanie tych zmian przebiega u niej dość wolno. Fibak stwierdza, iż żadnych zmian w tym elemencie u 24-latki nie dostrzega i uważa, iż do takich dojść w ogóle nie powinno.
- Uważam, iż takie zmiany są groźne. Gdyby Belg je wprowadził, to by stracił pracę - stwierdza nieoczekiwanie ekspert.
pozostało inny temat, w przypadku którego jest on bardzo sceptyczny wobec planów drugiej tenisistki świata. Ta już pod koniec poprzedniego sezonu zapowiadała, iż w kolejnym ograniczy nieco starty. Po przegranej z Rybakiną w Melbourne została spytana na konferencji prasowej, czy wciąż bierze pod uwagę rezygnację choćby z obowiązkowych turniejów rangi WTA 1000, by na spokojnie popracować w tym czasie nad poprawą gry. Odpowiedź była twierdząca.
- Iga, będąc wiceliderką światowego rankingu, nie może sobie pozwolić na to, by odpuszczać "tysięczniki", bo będą kary finansowe i punktowe - stwierdza Fibak.



Ale na tym nie kończy. Wraca tu do kwestii pewności siebie, której według niego brakuje teraz Świątek, a którą sam uważa za podstawę sukcesów w tenisie.
- Nie można uzyskać jej, zamykając się w sterylnych warunkach, by pracować nad danym uderzeniem. Uzyskuje się ją tylko poprzez wygrywanie meczów o punkty. jeżeli Iga wygra np. turniej w Dosze [to pierwszy planowany start Świątek po Australian Open – red.], to pewność siebie i regularność forhendowa powrócą. Nerwowość nie zniknie, gdy zamknie się na korcie treningowym w Warszawie czy gdziekolwiek indziej. Tenisiści czasem o takich rozwiązaniach wspominają, ale realia są tak naprawdę zupełnie inne. Iga na treningu może ten forhend trafiać, ale gdy przyjdzie do ważnego meczu z wymagającą rywalką, to pewność siebie osłabnie i problem wróci. Tu żadna przerwa nie pomoże. Trzeba dalej grać i wygrywać turnieje. To jest jedyne lekarstwo – podsumowuje jeden z najlepszych polskich tenisistów w historii.
Idź do oryginalnego materiału