Ekstraliga dla Poznania?

5 dni temu

Ostatni raz atmosfera najlepszej żużlowej ligi świata unosiła się nad poznańskim Golęcinem 10 lat temu. Wówczas swoje domowe mecze przy Warmińskiej rozgrywała Sparta Wrocław, a rok później reaktywowany został PSŻ Poznań, który w 10. sezonie po powrocie na żużlową mapę Polski otarł się o historyczny awans do krajowej elity. Po przegranym finale Metalkas 2. Ekstraligi z Polonią Bydgoszcz, „Skorpiony” podjęły w dwumeczu dziewięciokrotnych mistrzów Polski – Stal Gorzów Wielkopolski.

„Ekstraliga dla Poznania!” – rozległo się z sektora zajmowanego przez najbardziej aktywnych kibiców „Skorpionów” podczas zaciętej rywalizacji z siódmą siłą Ekstraligi. Fakt, iż publiczność zgromadzona na Golaju miała podstawy do wznoszenia takich okrzyków jest najlepszą recenzją pracy wykonanej przez klub w ostatnich latach. Poznań, w przeciwieństwie do wielu innych wielkopolskich ośrodków, trudno bowiem nazwać żużlowym miastem. Ani zlikwidowana w 1957 roku Gwardia, ani startujący tylko w 1991 roku Polonez nie zaznały smaku najwyższej klasy rozgrywkowej. Tak samo Poznańskie Stowarzyszenie Żużlowe, które do ligowej rywalizacji przystąpiło w 2006 roku i od razu awansowało na zaplecze elity. Tam PSŻ jeździł do 2011 roku. Przez kolejne pięć lat stolica Wielkopolski nie miała swojej drużyny żużlowej. Zmodernizowany ze środków Poznańskiego Budżetu Obywatelskiego stadion, w 2016 roku był domem dla Sparty Wrocław, czekającej na koniec remontu Stadionu Olimpijskiego.

Historyczny sezon

Występy WTS-u w Poznaniu były „metanolem” napędowym do reaktywacji PSŻ-u. Skorzystało z niego Poznańskie Stowarzyszenie Żużla, które zgłosiło drużynę do sezonu 2017. W tym i 2019 roku zespół wjechał do fazy play-off. Po fatalnym sezonie 2021, zakończonym przedostatnim miejscem w II lidze doszło do ważnych zmian. Ze względu na ujawnione przez portal „epoznan.pl” nieprawidłowości finansowo-organizacyjne ustąpił ówczesny zarząd. Powołano przy tym jego trzech nowych członków, w tym Jakuba Kozaczyka, który do dziś jest prezesem PSŻ-u. Już pierwszy rok przyniósł awans na zaplecze, na którym „Skorpiony” utrzymały się tylko dzięki niespełnieniu wymagań regulaminowych przez Landshut Devils. Kolejne dwa sezony skończyły na piątym miejscu, co w 2024 roku przełożyło się na półfinał play-offów.

Natomiast początek sezonu 2026, naznaczony dwiema wyjazdowymi porażkami 34:56 zwiastował bardzo wymagający rok. Karta odwróciła się, gdy podopieczni Eryka Jóżwiaka i Jacka Kannenberga pod koniec kwietnia mogli wyjechać na własny tor. W siedmiu kolejnych spotkaniach sześć razy wygrali i raz zremisowali. Choć w ostatnich pięciu kolejkach rundy zasadniczej „Skorpiony” wygrały tylko dwa razy, wystarczyło to, by uplasować się na drugiej pozycji w tabeli ze stratą aż 15 punktów do Polonii Bydgoszcz. Jeszcze przed pierwszą ligową kolejką było jasne, iż tylko kataklizm zabierze „Gryfom” wyczekiwany od ponad dekady powrót do Ekstraligi. Różnica klas uwidoczniła się również w finale play-offów, do którego PSŻ awansował po pokonaniu 93:87 ROW-u Rybnik. Pierwszy mecz z Bydgoszczanami niemal zakończył się pierwszą porażką Polonii w całym sezonie, ale na ostatniej prostej 15. biegu zdefektował Dimitri Berge. W Bydgoszczy złudzeń już nie było, bo gospodarze wygrali aż 51:27.

(Nie)zmarnowana szansa

Zaraz po najważniejszym dwumeczu w historii poznańskiego żużla nadszedł… jeszcze ważniejszy. O ile finał z Polonią Bydgoszcz zdawał się formalnością, tak w barażu ze zdziesiątkowaną Stalą Gorzów drzwi do Ekstraligi lekko się otworzyły. Wypracowana na Golęcinie czteropunktowa zaliczka zdawała się tych drzwi mocniej nie uchylać. Poznańscy kibice mogli odczuwać niedosyt, ponieważ w swoim pierwszym starcie w taśmę wjechał Ryan Douglas, a z debiutującym juniorem Kewinem Nyczem po jednym pojedynku przegrali Bartosz Smektała i Antoni Mencel. Mimo tego szansa na Ekstraligę odjechała „Skorpionom” w Gorzowie dopiero w ostatnim biegu dwumeczu, zakończonego wynikiem 88:92. Choć PSŻ nie wykorzystał niespodziewanej szansy, drzwi do Ekstraligi wcale nie zatrzasnęły się bezpowrotnie.

Poznański klub w żużlowym środowisku ma renomę ośrodka, który buduje skład rozsądnie i bez przepłacania, co wcale nie jest normą. Według Mateusza Puki z portalu „WP SportoweFakty” większość zawodników na zapleczu zarabia 400-500 tysięcy złotych za podpis i cztery-pięć tysięcy za każdy punkt. Tymczasem według informacji redaktora, na taki kontrakt w Poznaniu może liczyć tylko jeden zawodnik, czyli w ostatnich trzech latach Ryan Douglas. Najlepszy zawodnika Metalkas 2. Ekstraligi, ze średnią 2,406 punktów na bieg, za podpis otrzymał 550 tysięcy złotych, a za każdy punkt inkasował 5,5 tysiąca złotych. 33-latek był niekwestionowanym liderem zespołu. Aż trudno w to uwierzyć, mówiąc o wicemistrzu ligi, ale drugi najlepszy zawodnik PSŻ-u, Dimitri Berge, zajął dopiero 28. miejsce pod względem średniej, z dorobkiem 1,685 punktu na bieg. Kolejni rajderzy „Skorpionów”, plasowali się na pozycjach numer: 38, 39, 44, 47 i 55.

Te statystyki w kontekście rozgrywek 2027 stanowią dużą niewiadomą. Z Poznaniem żegna się bowiem Douglas. Według nieoficjalnych informacji w jego kevlar ma wejść Kai Huckenbeck z Polonii Bydgoszcz, który ma za sobą piąty z rzędu sezon na zapleczu. W tym okresie jego średnia punktów na bieg mieściła się w przedziale 2,026 – 2,288, a najgorszy pod tym względem w jego wykonaniu był kończący się rok. W Poznaniu będzie też jeździł klubowy kolega Niemca – Tom Brennan, który w napakowanym gwiazdami składzie Polonii odjechał tylko cztery spotkania, a w okresie 2025 w jej barwach wykręcił średnią 1,987. Na pozycji u24 rozczarowującego Pludrę zastąpi z kolei Oskar Hurysz, który w ostatnim roku startów jako junior w barwach Falubazu Zielona Góra notował średnio 1,1 punktu na bieg. Na Golęcinie zostają natomiast 30-letni Berge i 28-letni Smektała, którzy w tym roku jeździli poniżej swojego potencjału. O dwa miejsca w formacji juniorskiej mają natomiast walczyć przede wszystkim jeżdżący w tym sezonie w czarno-żółtym kevlarze Kamil Witkowski (1,228 pkt/bieg) oraz wypożyczeni do Polonii Piła Kacper Teska (1,237 pkt/bieg) i Tobiasz Jakub Musielak (1,125 pkt/bieg). Choć żadne z nowych nazwisk w momencie oddania numeru do druku (15 października) nie zostało jeszcze potwierdzone, zanosi się na to, iż na Golaju został zbudowany zespół, w którym każdy zawodnik albo ma coś do udowodnienia, albo dopiero pracuje na swój dorobek.

Pytania o przyszłość

Tak jak trudno precyzyjnie określić potencjał zespołu w takim kształcie, tak samo nie da się jednoznacznie wskazać faworyta do awansu. Spadający z elity Włókniarz Częstochowa raczej nie zbuduje tak silnego składu jak Polonia Bydgoszcz czy rok temu Unia Leszno. Ambicje, by awansować prawdopodobnie będą mieli w Krośnie czy też Rybniku. Wydaje się więc, iż w takiej stawce PSŻ znów może namieszać w play-offach, ale z braku awansu nikt nie będzie robił dramatu. Już w trakcie pierwszego meczu ze Stalą Gorzów Jakub Kozaczyk przyznał, iż tegoroczny finał to wynik ponad stan. Ponadto pozostało kwestia stadionu, w tej chwili nieprzystosowanego do wymagań Ekstraligi, choć to ma się zmienić: – Pieniążki będą w budżecie miasta na rok 2027 i 2028. Jest zatwierdzona już wizualizacja tego stadionu przez Ekstraligę i to się teraz projektuje. Będziemy mieli całą trybunę na prostej zadaszoną. Będzie budynek klubowy ze sky boxami. o ile chodzi o oświetlenie to wystarczy tylko wzmocnić słupy i dołożyć lamp. Tu nie ma żadnych obaw i będziemy spełniać wszystkie wymogi i wytyczne Ekstraligi – przyznał sternik Poznaniaków w nadawanym przez Canal+ programie „Kolegium Żużlowe”.

Choć wokół najbliższych losów PSŻ-u można postawić sporo znaków zapytania, to zważywszy na politykę prowadzenia klubu i rosnącą w Poznaniu modę na „czarny sport” (średnia frekwencja w tym roku przekroczyła 5000 widzów na mecz), kibice nie muszą zadawać sobie pytań, czy „Skorpiony” dalej będą jeździć. Zamiast tego główne pytanie powinno brzmieć: „Kiedy PSŻ awansuje do Ekstraligi?”

Igor DZIEDZIC

Idź do oryginalnego materiału