20 punktów straty – mecz w Toruniu zakończył się dla Betard Sparty Wrocław w najgorszy możliwy sposób. Goście przegrali trzy wyścigi 1:5 i do rewanżu przystępują z potężnym deficytem. Piotr Protasiewicz zdaje sobie sprawę, iż zadanie urasta do miana „Mission: Impossible”
– Mamy dwa tygodnie, musimy to przepracować. Potrzebujemy wybitnych zawodów. Przy takiej drużynie, jaką ma Toruń, to będzie niezwykle trudne zadanie. Tym bardziej w osłabieniu. Pamiętajmy, iż na naszym torze Bartłomiej Kowalski spisuje się bardzo dobrze – powiedział Protasiewicz. Dziennikarz speedwaynews.pl dopytał, czy to oznacza, iż zawodnika do lat u24 zabraknie na Stadionie Olimpijskim. – Raczej tak – odrzekł „PePe”.
Bartłomiej Kowalski to nie jedyny problem
W Toruniu brak Kowalskiego nie był jedynym problemem przyjezdnych. Zawiedli przede wszystkim Brady Kurtz (6+2 w 6 startach) i Maciej Janowski (4+1 w 4 startach). Menedżer ekipy z Dolnego Śląska przyznał, iż jego zawodnicy dysponowali odpowiednią prędkością, w pierwszej fazie notowali dobre starty, ale popełnili błędy, które drogo kosztowały jego zespół.
– Sam sprzęt, dopasowanie – uważam, iż było dobre. Chyba nie do końca mieliśmy zrozumienie linii jazdy. Ostatnie trzy wyścigi to już takie dobicie i mamy aż 20 punktów na minusie – podsumował Protasiewicz.
Menedżer „Spartan” robił, co mógł. Trzykrotnie stosował rezerwy taktyczne za Michała Obsta. W 4 i 5 serii zawiedli wspominany wyżej Kurtz i Artiom Łaguta. Ten ostatni miał znakomity początek zawodów, ale później był tłem dla liderów PRES Toruń.
– Chcieliśmy, żeby w ostatnich wyścigach pojechali najlepsi, najszybsi zawodnicy, a i tak trzykrotnie przegraliśmy 1:5 – podkreślił nasz rozmówca.
Rewanżowe spotkanie zaplanowano na 4 października. W fazie zasadniczej Betard Sparta była w stanie pokonać PRES Toruń 52:38, ale choćby tak wysoki wynik nie dałby Wrocławianom upragnionego, mistrzowskiego tytułu. Klub Andrzeja Rusko i Krystyny Kloc czeka na złote medale od 2021 roku.
















