Ada Sułek-Schubert to jedna z najbardziej utytułowanych polskich wieloboistek ostatnich lat. Reprezentantka kraju na igrzyskach olimpijskich, medalistka wielkich imprez i zawodniczka światowej czołówki przez lata budowała swoją pozycję dzięki pracy, dyscyplinie i perfekcyjnie przygotowanemu ciału. W programie "Ja wysiadam" pokazała jednak, iż za sportowym sukcesem kryje się także druga strona medalu. Podzieliła się emocjami, opisując swój stosunek do ciała po ciąży, które przez lata było jej największym atutem.
REKLAMA
Zobacz wideo Szczere wyznanie Ady Sułek: "Po cia?z?y trudno mi zaakceptowac? swoje ciało"
Ciało było narzędziem pracy, po ciąży wszystko się zmieniło. "Mam do niego duży wstręt"
Dla Ady Sułek-Schubert ciało zawsze było podstawą kariery sportowej. Każdy detal, każdy kilogram i każdy mięsień miały znaczenie w walce o wyniki na światowym poziomie. Po porodzie ten obraz przestał być aktualny i to uderzyło ją najmocniej. - Pracuję ciałem i to ciało w pewnym momencie już… mało przypominało ciało kobiece. Niektórym się ten aspekt kanonu podoba, ale ja wiedziałam, iż żeby osiągnąć moje sportowe cele, to już bardziej musi przypominać taką sylwetkę wyżyłowanego, dobrze zbudowanego mężczyzny - wyznała.
Zmiany po ciąży sprawiły, iż ciało przestało przypominać to, które przez lata dawało jej medale i poczucie kontroli. Zawodniczka otwarcie mówi o trudnościach z patrzeniem w lustro i o tym, iż akceptacja nowej sylwetki nie przychodzi naturalnie. - Gdzieś teraz to ciało… no nie ukrywam, iż mam obsesję na jego punkcie, mam do niego duży wstręt - komentuje. To nie jest kwestia estetyki, ale poczucia, iż straciła coś, na co pracowała całe życie.
Po porodzie przyszła bezsilność i złość. To wyznanie wykracza daleko poza sport
W rozmowie wieloboistka nie próbowała udawać, iż wszystko jest w porządku. Zamiast motywacyjnych haseł pojawiła się prawda o frustracji i złości na własne ciało. Dla niej powrót do formy to nie tylko trening, ale także codzienna walka z ograniczeniami fizjologii. - Teraz jest mi trudno siebie zaakceptować. I przede wszystkim dużo jest aspektów zmiany środka ciężkości ciała. Nie mogę na przykład odbudować pośladka, co było moim dużym atutem w sporcie - przyznała podczas wywiadu.
Najtrudniejsze okazało się pogodzenie ambicji sportowych z faktem, iż organizm potrzebuje czasu, którego ona nie ma cierpliwości mu dać. Zawodniczka podkreśla, iż dziś trenuje ciężej niż przed porodem, a efekty nie zawsze przychodzą. - Nie wiem, jak długo jeszcze to wytrzymam, bo ja wkładam ogrom pracy w to i mam wrażenie, iż ja trenuję teraz dużo ciężej niż trenowałam przed porodem, bo próbuję jeszcze nadrobić ten czas. Więc robię półtora, jakby na przyspieszeniu - jeden i pół - wyznaje. Brak regeneracji i problemy z odbudową dawnych atutów sprawiają, iż każdy dzień to test wytrzymałości psychicznej.
Macierzyństwo daje siłę, ale nie wypełnia sportowej pustki. Wieloboistka ma apetyt na więcej
Ada Sułek-Schubert nie ukrywa, iż bycie rodzicem jest dla niej ogromną wartością. Jednocześnie jasno mówi, iż nie zastąpi ono spełnienia zawodowego. - Mimo ogromnej miłości do swojego dziecka, to macierzyństwo nie wypełni mi tej luki takich ambicji sportowych - podkreśla. Uczucie do syna nie usuwa ambicji ani potrzeby zamknięcia kariery na własnych zasadach. Jednak największym wyzwaniem jest pogodzenie roli mamy z pragnieniem, by jeszcze raz udowodnić sobie i światu, iż potrafi wrócić na najwyższy poziom. Zawodniczka przyznaje, iż życie po porodzie to ciągłe wybory i kompromisy, a ciało nie zawsze nadąża za głową. - Ja całe życie prywatne podporządkowałam temu, żeby mieć ten medal olimpijski - wspomina. Mimo to nie rezygnuje z walki i wciąż wierzy, iż jej historia nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa.

3 godzin temu











