Cały świat zobaczył cyrk z udziałem Sabalenki. "Żadnej wartości"

2 godzin temu
O meczu Aryny Sabalenki z Nickiem Kyrgiosem było głośno, ale spotkanie wywołało różne komentarze. - Nie wyglądało to dobrze - uważa Adam Addicott, brytyjski dziennikarz tenisowy w rozmowie ze Sport.pl. Dlaczego wydarzenie nie odniosło takiego sukcesu, jaki oczekiwano?
W niedzielę Aryna Sabalenka przegrała z Nickiem Kyrgiosem w meczu pokazowym rozgrywanym w Dubaju 3:6, 3:6. Liderka rankingu nie dała rady w rywalizacji z w tej chwili 671. tenisistą świata. Spotkanie wywołało masę komentarzy w mediach oraz ze strony kibiców. Rzadko bowiem zdarza się w tenisie, by po dwóch stronach siatki w meczu gry pojedynczej zmierzyli się przedstawiciele innych płci.

REKLAMA







Zobacz wideo Kamil Majchrzak o minionym sezonie. "Mam nadzieję, iż jeszcze sporo przede mną"



Rozmawiamy z brytyjskim dziennikarzem tenisowym Adamem Addicottem z portalu Ubitennis.net. Jego zdaniem największy problem z tym meczem dotyczył samej promocji wydarzenia. - Używając koncepcji "Bitwy płci", organizatorzy doprowadzili do sytuacji, gdy wydarzenie było porównywane do innych, które przeszły do historii. Jednak starcie Sabalenki z Kyrgiosem było zupełnie inne - czysta rozrywka i to tyle. To było wydarzenie pokazowe, które tak naprawdę nie wniosło żadnej wartości do tenisa.
Nawiązanie do historii
"Bitwa płci" to legendarna nazwa serii spotkań rozgrywanych między kobietami i mężczyznami od kilkudziesięciu lat w tenisie. Najmocniej kojarzona z meczem Billie Jean King - Bobby Riggs z 1973 roku. Wtedy to Amerykanka wygrała 6:4, 6:3, 6:3. Pomysłodawcy pojedynku Sabalenka - Kyrgios, czyli agencja Evolve założona przed laty m.in. przez Naomi Osakę, chcieli nawiązać do tradycji, ale zdaniem naszego rozmówcy, kompletnie im to nie wyszło.


- Założeniem meczów z cyklu "Bitwa płci" było udowodnienie, iż kobiety zasługują na takie samo wynagrodzenie, jak mężczyźni, iż należą im się podobne prawa. W starciu Sabalenki z Kyrgiosem nigdy nie chodziło o żadną sprawę społeczną. Zawodnicy wiedzieli, na co się godzą, chociaż pamiętajmy, iż część krytyki powinna być skierowana do organizatorów i sposobu, w jaki promowali spotkanie, a nie do tenisistów.
Brak dynamiki
Adam Addicott przyznaje, iż o tym meczu w Wielkiej Brytanii było głośno. - Z pewnością ma to związek z uczestnikami, którzy wywołują emocje. Ale dużo też mówiło się o słabej realizacji wydarzenia. Przerwy były trochę bezcelowe i brakowało dynamiki - wskazuje dziennikarz. Tenisiści mogli wziąć przerwę na żądanie, jak np. w siatkówce. W tym czasie rzadko jednak korzystali ze wskazówek trenerów, a np. pierwsza rakieta świata wykorzystała wolny czas m.in., by przed publicznością zatańczyć do popularnej piosenki "Macarena". To był istotny moment, gdy prowadziła 3:1 z przełamaniem i miała szansę doprowadzić do decydującego trzeciego seta, ale skupiła się na stronie rozrywkowej.









Spotkanie w Wielkiej Brytanii było transmitowane przez stację BBC One, która od kilku dni przygotowywała specjalne materiały, wyemitowała studio przedmeczowe i pomeczowe. Nie obyło się jednak bez wpadek, na co zwrócił także uwagę Addicott. - Niestety wystąpiły problemy z transmisją, ponieważ BBC musiało kilkakrotnie przepraszać za utratę obrazu na żywo. Na dodatek dźwięk też był niesynchronizowany. Nie wyglądało to dobrze - wskazuje dziennikarz. Podobne kłopoty dopadły m.in. w Polsce stację Canal+ Sport, ale winnym globalnej awarii był nadawca z Dubaju.
Adam Addicott, mimo przegranej Aryny Sabalenki, docenia jej występ słowami: "Chciałem ją pochwalić za to, jak podeszła do meczu, jak walczyła. Sprawiała wrażenie w pełni zaangażowanej. Bardzo starała się wypaść jak najlepiej". Białorusinka obiecała "skopać tyłek Nickowi", promując wydarzenie w amerykańskich programach typu talk-show, które odwiedziła pod koniec grudnia.


Skończyło się jednak tylko na zapowiedziach. Kyrgios, choć od marca nie rozegrał żadnego oficjalnego meczu, bez większych problemów pokonał obecną liderkę rankingu Organizacji Kobiecego Tenisa. Jego przewaga była na tyle wyraźna, iż nie musiał choćby serwować tak mocno, jak potrafi. Po meczu zapewniał, iż rozgłos wydarzenia przyciągnie nowych kibiców do tenisa i pomoże rozwinąć się dyscyplinie. Addicott w to wątpi: "Nie sądzę, by ten mecz miał jakiekolwiek przełożenie na tenis". Adam Romer z magazynu "Tenisklub" zauważył podobnie na portalu X: "Czy to było wydarzenie godne zapamiętania? Raczej nie".
Brak danych od organizatorów
Tenisiści nie zdradzają, ile zarobili za pokazówkę w Dubaju. Zapytaliśmy o to przedstawicieli agencji Evolve, ale nie chcieli ujawnić szczegółów. Wiadomo jedynie, iż mecz może zostać powtórzony. Sabalenka jeszcze na korcie sugerowała po zakończeniu spotkania, iż chciałaby zrewanżować się Kyrgiosowi. Najwcześniej będzie to prawdopodobnie możliwe za rok, między sezonami 2026 i 2027.



Coca-Cola Arena może pomieścić 17 tys. widzów, ale górne trybuny zostały zamknięte i w rzeczywistości hala mogła pomieścić sześć tys. kibiców. - Na meczu Sabalenki i Kyrgiosa zapanowała raczej nudna atmosfera. Gdy pojedynek się rozpoczął, każdy głos fanów z trybun przemawiał na korzyść Białorusinki. Gdy wynik zaczął iść na korzyść Australijczyka, frekwencja zaczęła spadać, ludzie opuszczali swoje krzesełka - czytamy w komentarzu BBC.
Kyrgios obiecywał przed startem imprezy, iż szereg gwiazd sportu pojawi się na widowni, najdroższe bilety kosztowały 800 dolarów, ale w rzeczywistości realizatorzy wyłapali głównie dwóch byłych brazylijskich piłkarzy: Ronaldo i Kakę. I pod tym względem oczekiwania na pewno były wyższe.
Czytaj także: Słynny skoczek wykluczony z TCS!
Gdy King i Riggs zmierzyli się na korcie w Houston 50 lat temu, na trybunach zasiadło ponad 30 tys. osób. Spotkanie na całym świecie śledziło w transmisji telewizyjnej ponad 90 mln widzów. W stosunku do meczu Sabalenki z Kyrgiosem, choć od jego zakończenia upłynęło już kilka dni, przez cały czas brakuje danych o poziomie oglądalności. Zapytani o to przez nas organizatorzy odmawiają informacji na ten temat.
Idź do oryginalnego materiału