Słowa Świątek wywołały burzę. Organizatorzy Australian Open reagują

2 godzin temu
- Czy my jesteśmy tenisistkami, czy zwierzętami w zoo, które obserwuje się choćby podczas robienia kupy? - mówiła Iga Świątek na konferencji prasowej, zwracając uwagę na brak prywatności podczas Australian Open. Teraz do słów Polki odniósł się jeden z organizatorów tego turnieju. - Chcemy słuchać zawodników, chcemy naprawdę zrozumieć ich potrzeby i oczekiwania - mówił Craig Tiley w studiu telewizyjnym.
Czy tenisiści i tenisistki są pozbawieni prywatności w turniejach? To teza, która przybrała na sile podczas wielkoszlemowego Australian Open. Kamery uchwyciły np. złość Coco Gauff po porażce z Eliną Switoliną w ćwierćfinale tego turnieju, która zakończyła się zniszczeniem rakiety przez Amerykankę. - Pozostaje zadać pytanie, czy my jesteśmy tenisistkami, czy zwierzętami w zoo, które obserwuje się choćby podczas robienia kupy? - mówiła Iga Świątek na konferencji prasowej po przegranym meczu z Jeleną Rybakiną. Głos Polki wybrzmiał wyraźnie i dotarł do organizatorów turnieju.

REKLAMA







Zobacz wideo Świątek zatrzymana przez Rybakinę w Australian Open! Czego zabrakło?





Organizatorzy AO reagują na zarzuty od Świątek. "To cienka granica"
Do całej sprawy odniósł się Craig Tiley, dyrektor Australian Open, który pojawił się w studiu Tennis Channel.
- Chcemy słuchać zawodników, chcemy naprawdę zrozumieć ich potrzeby i oczekiwania. To będzie pierwsze pytanie, jakie zadamy. Wprowadzimy wszelkie niezbędne zmiany. To cienka granica, po której musimy się poruszać. Będziemy nad tym pracować i upewniać się, iż zawodnicy czują się komfortowo. Jednocześnie chcemy zbliżyć kibiców do zawodników, bo wierzymy, iż możemy pomóc podnieść ich wartość - powiedział.








- Jest wiele miejsc, w których nie ma kamer: pokój trenerów, szatnie, sala treningowa, strefa odpoczynku, pokój do regeneracji... Są korytarze wejściowe na stadiony, gdzie oczywiście mamy kamey. Chcemy zbliżyć zawodników do widzów - dodaje Tiley.
Komentarze internautów w tej sprawie były dość zróżnicowane, choć większość kierowała winę w stronę tenisistów. "Zawodnicy powinni przestać narzekać, miejsca z kamerami są przestrzeniami publicznymi", "niektórzy zawodnicy po prostu nie potrafią powstrzymać frustracji", "prawie zerowa próba jakiejkolwiek formy samokontroli" - czytamy.



Czas pokaże, czy organizatorzy Australian Open wyciągnęli wnioski z tego, co działo się w tym roku.
Zobacz też: Tak podsumowali to, co zrobiła Sabalenka. Nie gryźli się w język. "Cyrk"
Nie tylko Świątek to się nie podoba. "To smutne"
Warto dodać, iż Świątek nie była jedyną osobą, która zwracała uwagę na problem związany z brakiem prywatności. Głos w tej sprawie zabierał też np. Novak Djoković.
- To smutne, iż nie możesz gdziekolwiek pójść i wyładować swołej złości tak, by nie uchwyciła tego kamera. To temat na szerszą dyskusję. Trudno jest mi sobie wyobrazić, iż ten trend idzie w przeciwną stronę. Jestem zdziwiony, iż nie ma kamer, gdy bierzemy prysznic. To pewnie jest kolejny krok - mówił Serb na konferencji prasowej.



- Trzeba ograniczyć to naruszenie prywatności. Czujesz się, jakbyś cały czas była obserwowana. Widziałam, jak ludzie w internecie przybliżali obraz na telefony graczy. To zupełnie niepotrzebne. Jest tu gorzej niż w poprzednich latach. Sprawa będzie nagłośniona w przyszłości i porozmawiamy z oragnizatorami po turnieju. Na pewno będzie się o tym mówić - dodała Amerykanka Jessica Pegula.
Idź do oryginalnego materiału