Cały świat widział, co zrobiła Sabalenka. Nie dotrzymała słowa

2 godzin temu
Jelena Rybakina była już w tym finale Australian Open - jak wiele razy w ostatnich latach - spisywana na straty, ale wróciła w wielkim stylu. To do niej należało ostatnie słowo w tenisowej burzy, którą sama w sobotę wywołała. Kiedy w głowie Aryny Sabalenki się gotowało, to reprezentantka Kazachstanu swoją trzymała w zamrażarce. I dlatego wygrała 6:4, 4:6, 6:4, choć czasem zawodziła ją największa broń.
Iga Świątek może uścisnąć sobie dłoń z Aryną Sabalenką. Obie dwukrotnie znalazły się na liście ofiar Jeleny Rybakiny w ostatnim okresie. Okresie, w którym reprezentantka Kazachstanu odsyłała raz za razem z kwitkiem rywalki z top10 światowego rankingu. Polka i Białorusinka miały też podobne problemy na pewnym etapie pojedynku z Rybakiną w Melbourne. A liderka światowego rankingu przez to znów została wypędzona ze swojego królestwa.

REKLAMA







Zobacz wideo Kamil Majchrzak o minionym sezonie. "Mam nadzieję, iż jeszcze sporo przede mną"



- Nad Rod Laver Arena jest dach, ale to ogniste starcie między będącą numerem Aryną Sabalenką a piątą Jeleną Rybakiną może przypomnieć o przepisach dot. upałów w Melbourne Park. Nazwijmy je "Grzmoty w Australii" – napisano w zapowiedzi finału na stronie organizacji WTA. Przypominając przy tym, iż obie tenisistki w drodze do finału nie straciły seta, co poprzednio w wielkoszlemowej rywalizacji zdarzyło się ponad 17 lat temu.
Te grzmoty rzeczywiście były, bo obie tenisistki przypomniały po raz kolejny, iż należą do najmocniej grających w tourze. Ową burzę na korcie zaczęła jednak Rybakina, bo Sabalenka początkowo wyglądała na przytłoczoną stawką sobotniego pojedynku. To z jej napięcia wynikały błędy, na które po chwili zaczęła reagować coraz większą złością.
Białorusinka budowę królestwa w Melbourne zaczęła trzy lata temu. Triumfowała tam w latach 2023-24, a teraz po raz czwarty z rzędu dotarła do finału. Wcześniej taką serię zaliczyły w kobiecym tenisie tylko dwie wielkie postacie - Evonne Goolagong i Martina Hingis.
Ale świetna passa Białorusinki nie ogranicza się tylko do "betonu" w Melbourne, bo dwa pozostałe tytuły wielkoszlemowe wywalczyła w latach 2024-25 w US Open. Ogółem jej wyniki i regularność w turniejach tej rangi nie pozostawia żadnych wątpliwości – po raz siódmy z rzędu dotarła teraz do wielkoszlemowego finału na korcie twardym, a w poprzednim sezonie aż trzykrotnie grała o taki tytuł.



Dwukrotnie przegrała i wtedy właśnie widać było, co stanowiło główną przeszkodę. Emocje buzowały – na korcie i po zejściu z niego. Po porażce 12 miesięcy temu w Melbourne z Madison Keys najpierw wyżyła się na rakiecie, którą uderzyła o kort, potem płakała, a łzy leciały z jej oczu także podczas przemowy w czasie ceremonii zakończenia, a w szatni żartobliwie udawała, iż sika na paterę za zajęcie drugiego miejsca. Tym ostatnim sprowadziła na siebie sporą krytykę. A potem kolejną dawkę frustracji i łez zaliczyła po przegraniu finału Roland Garros.
- Wiem, co poszło nie tak w tych wszystkich finałach, które grałam i które przegrałam. Poprzedni sezon przyniósł wiele lekcji, wiele się o sobie nauczyłam i teraz z pewnością się to nie powtórzy. Myślę, iż ta frustracja wynikała z braku zgody na to, co się działo w danym momencie. Teraz moje nastawienie to: "Jestem gotowa zrobić wszystko, to potrzeba w tym finale" – zapewniała Białorusinka.
Znaczną poprawą gry po pierwszej partii wydawała się potwierdzać te obietnice. Po drugim secie kamery pokazały na zbliżeniu twarz jej trenera przygotowania fizycznego, na której tenisistka napisała flamastrem „mentalność". Przy prowadzeniu 3:0 w decydującej partii wróciły jednak demony. Znów się usztywniła, znów się niepotrzebnie śpieszyła. To ostatnie zarzucano też Idze Świątek w ćwierćfinale granym przeciwko Rybakinie.
Kazaszka słynie z kamiennego wyrazu twarzy, ale nieraz w ważnych meczach – pod naporem rywalki – przegrywała właśnie głową. Teraz w kluczowych momentach trzymała tę głowę cały czas w zamrażarce. choćby wtedy, gdy Sabalenka szalała, a ją samą zawodziła największa broń, czyli serwis. Przy stanie 0:3 już raczej tylko najwięksi optymiści liczyli, iż jeszcze wróci do gry. Ale zrobiła to, tak samo jak wróciła do wielkiego grania, choć za sprawą wyników w ostatnich latach niektórzy już też stawiali przy jej nazwisku krzyżyk.



Wyniki Jeleny Rybakiny w Wielkim Szlemie od 2022 roku:
Australian Open:

2022 2. runda
2023 finał
2024 2. runda
2025 1/8 finału
2026 wygrana

Roland Garros:

2022 3. runda
2023 3. runda
2024 ćwierćfinał
2025 1/8 finału

Wimbledon:

2022 wygrana
2023 ćwierćfinał
2024 półfinał
2025 3. runda

US Open:

2022 1. runda
2023 2. runda
2024 2. runda
2025 1/8 finału

Rybakina kontynuuje rewelacyjną passę z ostatnich miesięcy. Wygrała właśnie 20 z 21 spotkań i do 10 wydłużyła serię zwycięstw nad rywalkami z Top10. To jej drugi tytuł wielkoszlemowy, który jest dużo cenniejszy niż poprzedni. Nie tylko dlatego, iż po drodze zaliczyła wiele trudnych miesięcy, ale też dlatego, iż w Wimbledonie 2022 nie mogła zmierzyć się m.in. z Sabalenką. Z powodu wojny w Ukrainie nie dopuszczono do startu tenisistów z Rosji i Ukrainy. Teraz pochodząca z Moskwy, ale reprezentująca Kazachstan zawodniczka udowodniła, iż potrafi wygrać z każdym. choćby w królestwie rywalki.
Idź do oryginalnego materiału