Było 20 sekund do końca, przy remisie 64:64 piłkę w rękach miał Jordan Loyd. Naturalizowany Amerykanin, nowy bohater polskiej koszykówki. Zagrał indywidualnie, trudny rzut spudłował, ale poszedł za piłką i w niesamowity sposób, jedną ręką, dobił ją do kosza. Spodek oszalał z radości! Było 66:64 na 13 sekund przed końcem, Izraelczycy poprosili o przerwę. W ostatniej akcji Deni Avdija, gwiazdor Izraela rzucał za trzy i spudłował. Piłkę zebrał Aleksander Balcerowski i zaczął się szał radości. Jakiż to jest piękny początek EuroBasketu! Biało-Czerwoni mają bilans 2-0 - walczą, grają dobry basket i zwyciężają. A do zwycięstw niosą ich fani.
REKLAMA
Zobacz wideo Marcin Gortat o najgłupszej plotce na swój temat: Ponoć zrobiłem coś takiego Alicji Bachledzie-Curuś
Sobotnie granie przeciwko Izraelowi zaczęło się dokładnie tak, jak w czwartkowym, wygranym 105:95 meczu ze Słowenią – od Mateusza Ponitki. Zdeterminowany kapitan zdobył pięć pierwszych punktów, zebrał kilka piłek, zaliczył asystę do Jordana Loyda i Polacy prowadzili 10:2. Aż chciało się krzyknąć "Ponitka time!", czyli powtórzy okrzyk jednego z komentatorów sprzed 10 lat, gdy na EuroBaskecie 2015 Ponitka zachwycał wszechstronną grą.
Biało-Czerwoni grali dobrze i czerpali energię od 10 tys. kibiców w Spodku, którzy ponownie wytworzyli znakomitą atmosferę. Trochę inną niż ze Słowenią, bo tam fani, mimo wszystko, z podziwem patrzyli na świetnego Lukę Doncicia. Przeciwko Izraelowi rywale byli wygwizdywani z większą siłą, zaczęło się już od potężnie zagłuszonego hymnu. W powietrzu czuć było napięcie i negatywne nastawienie wobec Izraelczyków, które w ostatnich tygodniach doskonale czujemy w całym kraju.
Warto podkreślić, iż Polacy od początku grali bardzo dobrze w obronie. Dwa przechwyty wyszarpał Aleksander Balcerowski, ścianę pod koszem stawiał jego zmiennik Dominik Olejniczak. Ten drugi błyszczał też w ataku - w 13. minucie zdobył punkty tuż po tym, jak rzucił się na parkiet i walczył o piłkę. Podał do Ponitki, błyskawicznie się podniósł i skuteczną dobitką naprawił niecelny rzut kapitana. Po tej akcji było 21:14, choć humory nieco psuł fakt, iż i Balcerowski, i Olejniczak w połowie drugiej kwarty mieli już po dwa faule.
Izraelczycy zaczęli trafiać za trzy, ale nas z przodu trzymał Jordan Loyd. Naturalizowany Amerykanin trafiał raz za razem – albo po dobrym rozrzuceniu piłki, albo po akcjach indywidualnych. A iż Loyd miał stałe wsparcie walecznych Ponitki i Olejniczaka, prowadzenie się utrzymywało. Po trójce Andrzeja Pluty było 32:22. A do przerwy, po kolejnych punktach Loyda, który miał ich już aż 17, 37:26.
Początek drugiej części należał jednak do Izraela, rywale zbliżyli się na 35:40. Igor Milicić zareagował przerwą na żądanie i gra się poprawiła. Wróciły waleczność i zdecydowanie, po jednej ze zbiórek w obronie trener skakał przy linii bocznej z zaciśniętymi pięściami i podrywał publiczność do głośniejszego dopingu. Kibice zareagowali, mecz robił się coraz bardziej "gorący" – chwilę później nerwy puściły Deniemu Avdiji, izraelskiemu gwiazdorowi, koszykarzowi Portland Trail Blazers. Za kłótnie z sędziami skrzydłowy rywali został ukarany przewinieniem technicznym, a Polacy znów odskoczyli – na 48:40.
Avdija nie dawał jednak za wygraną, Izrael gonił. W 28. minucie było już tylko 48:47, a Milicić poprosił o drugą z trzech przerw, które przysługiwały mu w drugiej połowie. Nie pomogło - przechwyt i punkty świetnego Avdiji wyprowadziły Izrael na prowadzenie, a Polacy się pogubili, kompletnie zacięli w ataku. Do tego stopnia, iż w jednej z akcji, w której nikt nie chciał podjąć decyzji rzutowej, popełnili błąd 24 sekund. Po trzech kwartach Biało-Czerwoni przegrywali 48:51, zniknął w ataku Loyd, zniknął też Ponitka.
Ale to właśnie Ponitka przywrócił drużynie energię. Na początku czwartej kwarty najpierw uratował piłkę wpadając na stolik sędziowski, potem trafił trójkę na remis, a po kilku sekundach zdobył punkty z kontry po asyście Pluty. Polacy znów wyszli na prowadzenie.,
I zaczęły się olbrzymie emocje! Uciekały sekundy, minuty, a żaden z zespołów nie mógł uciec drugiemu. Raz prowadził Izrael, raz Polska, potem znów odwrotnie. Minutę przed końcem było 64:64 i niedługo potem tę swoją cudowną, zwycięską akcję wykonał Loyd - zdobywca 27 punktów. 16 i 11 zbiórek dodał niesamowity Ponitka.
Polacy mają bilans 2-0 i razem z Francją prowadza w grupie D. W niedzielę zagrają o 20.30 z Islandią, która przegrała oba dotychczasowe spotkania.