Byli na skraju upadku, a teraz szykują absolutny hit! Ujawnia szczegóły

speedwaynews.pl 1 godzina temu

Rozkręcanie machiny transferowej w brytyjskiej Rowe Motor Oil Premiership ruszyło na dobre, a kibice z Foxhall mogą powoli szykować się na mocne uderzenie. Promotor Ipswich Witches, Richard Coleman, nie owija w bawełnę – po sezonie pełnym turbulencji i heroicznej walki, klub celuje w absolutny top i szuka lidera z prawdziwego zdarzenia na rozgrywki w 2027 roku.

Dla ekipy minione miesiące były niczym szalona jazda bez trzymanki. Zanim drużyna w ogóle wyjechała na tor, w kuluarach ważyły się losy żużla w mieście. Dopiero na początku marca, po przejęciu klubu przez firmę Mayfield od klubowej legendy Chrisa Louisa, potwierdzono start Witches w lidze. Mimo iż skład budowano w pośpiechu i postawiono na wyrównaną kadrę zamiast wielkich nazwisk, „Czarownice” zdołały awansować do półfinału play-off oraz finału Knockout Cup. Ostatecznie zakończyły rywalizację na czwartej lokacie w Rowe Motor Oil Premiership.

Coleman doskonale wie, iż do zrobienia ostatniego kroku i sięgnięcia po złoto potrzebna jest armata na pozycji numer jeden. Rola ta w ubiegłym cyklu spadła na Toma Brennana, który wracał po kontuzji i z powodu braku regularnych startów w Polsce oraz Szwecji nie był w stanie udźwignąć tak potężnego ciężaru. Promotor Ipswich otwarcie przyznaje, iż oczekiwanie od młodego zawodnika cudów w takiej sytuacji było po prostu niesprawiedliwe.

– Sądzę, iż to superważna sprawa. jeżeli spojrzysz na jakąkolwiek drużynę, musisz wygrywać wszystkie mecze u siebie i wyrywać, co się da na wyjazdach. I właśnie tam lider robi ogromną różnicę. To on potrafi przywieźć dwucyfrowkę na obcym torze – odważnie stawia sprawę Richard Coleman. – Tom Brennan wracał po urazie. Rzucenie go na pozycję lidera było dla niego nieco niesprawiedliwe. Planował znacznie więcej jazdy w Polsce i Szwecji. Kiedy wypadasz z rytmu, potrzebujesz jak najwięcej rozjeżdżenia, a Tom nie spędził na motocyklu tyle czasu, ile potrzebował.

Głód sukcesu i mocne obietnice

Poprzedniej zimy działacze z Foxhall mieli związane ręce i musieli brać to, co zostało na rynku. Przed nowym sezonem sytuacja odwróciła się o 180 stopni. Klub ma stabilne zaplecze, czas i jasny cel: zbudować skład, który zdemoluje konkurencję. Karty mają zostać odkryte tuż po corocznym walnym zgromadzeniu oraz klubowym bankiecie, który zaplanowano na 6 listopada.

– Ostatniej zimy nie mieliśmy luksusu wyboru na pozycji lidera. Przed sezonem 2027 nie mamy już jednak żadnych usprawiedliwień. Jestem przekonany, iż zbudujemy mocną pakę. Dopóki papier nie jest podpisany, nic nie jest przesądzone, ale prowadzimy wiele rozmów, których efekty ujrzą światło dzienne po AGM i uroczystym podsumowaniu sezonu 6 listopada – zapowiada sternik Witches.

Patrząc wstecz, fani czarnego sportu w Ipswich i tak mają powody do dumy. Mało kto zdawał sobie sprawę, jak blisko było scenariusza, w którym wibracja żużlowych silników na Foxhall w ogóle by nie zabrzmiała.

– Sytuacja była znacznie bardziej napięta, niż ludziom się wydaje. O mały włos, a w tym roku w ogóle nie byłoby żużla w Ipswich. Myślę, iż wszyscy musimy o tym pamiętać. Chłopcy wykonali świetną robotę. Wjechaliśmy do finału pucharu i półfinału ligi. Kilka razy powinęły nam się nogi, ale ogólnie jestem dumny z wykonanej pracy i faktu, iż utrzymaliśmy ten wózek na torze. Oczywiście w przyszłym roku celujemy w znacznie wyższe trofea – podsumowuje Coleman.

Idź do oryginalnego materiału