Kaja Ziomek-Nogal zajęła szóste miejsce w olimpijskiej rywalizacji panczenistów na 500 metrów. Najlepszej z Polek zabrakło 0,12 s do medalu. Na 11. miejscu zawody skończyła Andżelika Wójcik, a na 17. była Martyna Baran.
REKLAMA
Zobacz wideo Największy pechowiec igrzysk. Wszystko zaczęło się 20 lat temu w markecie [Reportaż]
Tuż po zawodach Wójcik wypowiedziała kilka zaskakujących zdań przed kamerą TVP Sport. - Prawdą jest, iż przygotowywałam się bez trenera. Totalnie nie wiem, dlaczego. Jestem zmieszana tą całą sytuacją. Nie wierzę w takie hasło, jak "We are one team" (Jesteśmy jednym zespołem). Może się wydawać, iż to mocne słowa, ale to wszystko jest prowizoryczne i wygląda dobrze tylko z zewnątrz. Gdyby ktoś mógł się wgryźć w środek... Coś się dzieje w państwie duńskim. Nie chcę za dużo ujawniać na ten moment – mówiła nasza panczenistka. - Jest to przykre po prostu, iż góra daje na to przyzwolenie. Podlegałam pod szkolenie centralne trenera Rolanda Cieślaka, a od pierwszego Pucharu Świata w Salt Lake City zostałam sama sobie. Nasze drogi się rozeszły, zostałam odsunięta od pracy z trenerem. Zastanawiałam się, czy mam to ujawniać. Ale mam już historie kilku sportowców, którzy czuli się nie do końca zaopiekowani przez "górę". To jest niemalże nagminne. Przykre – dodała Wójcik.
niedługo po jej wypowiedzi Polski Związek Łyżwiarstwa Szybkiego przysłał komentarz prezesa Rafała Tatarucha.
Prezes odpowiada: "Wszystko było przygotowane perfekt"
"Jest to bzdura. Myślę, iż Andżelika powinna przeprosić przede wszystkim trenerów, którzy próbowali jej pomóc. To są po prostu kłamstwa, w których nie ma choćby cienia prawdy. Andżelika miała pełną opiekę i to my bardziej staraliśmy się, żeby miała opiekę, niż ona sama, ponieważ to konfliktowa osoba. Co chwila musieliśmy gasić pożary. Najpierw z trenerem Arturem Wasiem nie chciała trenować. Później prosiliśmy, żeby pracowała z trenerem Rolandem Cieślakiem i tak było do października, do zawodów Pucharu Świata w Salt Lake City, gdy stwierdziła, iż ona już dalej nie chce trenować z grupą, bo wszyscy są przeciwko niej. Trenowała sama, a i tak nie chcieliśmy zostawić jej samej. Poprosiliśmy trenerkę Agatę Jabłońską, naszego team-lidera, żeby jednak sprawowała nad nią opiekę, choćby w mierzeniu czasów, pomagała w rozgrzewce. Zostało ustalone, iż Andżelika będzie realizowała plany trenera Rolanda Cieślaka, ale choćby tego nie robiła" – stwierdza Rafał Tataruch.
"Z jednej strony to ogromny talent, z drugiej wydaje mi się, iż nie przepracowała przygotowań tak, jak powinna, i stąd miejsce, które na igrzyskach zajęła. A z kolei to spowodowało ogromne rozżalenie, ale powinna wziąć to, co się stało na klatę, a nie zrzucać na barki trenera, sztabu szkoleniowego czy związku. Bo absolutnie nie jesteśmy winni. Zapewniam, iż wszystko było przygotowane perfekt i miała całą opiekę taką, jaką powinna mieć" – kończy szef Polskiego Związku Łyżwiarstwa Szybkiego.
Odpowiedź Konrada Niedźwiedzkiego, dyrektora sportowego PZŁS znajdziesz TUTAJ

2 godzin temu


!["Szok to mało powiedziane". Efektowny gol we włoskim hicie [WIDEO]](https://sf-administracja.wpcdn.pl/storage2/featured_original/69922e149d2d85_52109093.jpg)













