
Jan Błachowicz zabrał ostatnio głos w sprawie końca swojej kariery MMA. Jednoznaczne słowa byłego mistrza UFC.
Jan Błachowicz w ostatnich dniach ponownie znalazł się w centrum zainteresowania kibiców MMA, jednak tym razem nie z powodu kolejnego występu w oktagonie, a wycofania się z planowanej walki na UFC 328. Przypomnijmy, iż Polak miał zmierzyć się w rewanżowym pojedynku z Bogdanem Guskovem, ale problemy zdrowotne po raz kolejny w karierze pokrzyżowały mu plany.
Jak się jednak okazuje, sytuacja wcale nie oznacza końca jego kariery, a wręcz przeciwnie, bowiem Błachowicz jasno daje do zrozumienia, iż nie zamierza schodzić ze sceny w takich okolicznościach. Warto w tym miejscu odnotować również, iż nie tyczy się to raczej stricte aktualnego urazu, bowiem ten wyłączy Janka jedynie na parę tygodni, a ogólnie – „Cieszyński Książę” nie zejdzie ze sceny pokonany przez uraz.
Kolejne urazy reprezentanta WCA wywołały spekulacje choćby na temat możliwego zakończenia kariery Polaka. Sam zawodnik gwałtownie jednak uciął te domysły, podkreślając właśnie, iż nie zamierza kończyć przygody z MMA przez kontuzje. Jego celem jest powrót do pełnej sprawności i jeszcze jeden mocny rozdział w UFC, zakończony na własnych zasadach, a nie wymuszony przez zdrowotne ograniczenia.
Muszę zakończyć karierę na swoich warunkach – nie zatrzymujemy się. Byłem bardzo zły na początku, gdy doznałem tej kontuzji. Pierwszy dzień to było dużo bólu. Prawie nie spałem pierwszej nocy, ale na drugi dzień powiedziałem sobie, iż to nie może być koniec mojej kariery, jadę do lekarza, żeby to naprawić. Karierę skończę po swojemu, a nie w ten sposób.
– jasno dał do zrozumienia Jan Błachowicz na kanale „MiddleEasy”.
ZOBACZ TAKŻE: Bruce Buffer wyjaśnił błąd po walce Polaka. Marcinowi Tyburze odebrano wygraną
Będący najstarszym zawodnikiem dywizji półciężkiej UFC Błachowicz w ostatnich latach wielokrotnie powtarzał w swoich wypowiedziach, iż wciąż czuje w sobie sportowy głód i motywację do rywalizacji na najwyższym poziomie. Kontuzje, choć coraz częstsze, nie odebrały mu ambicji ani wiary w to, iż może jeszcze rywalizować z elitą kategorii półciężkiej.
Bez zwycięstwa od 4 lat
Ostatnie lata w wykonaniu Błachowicza były wyjątkowo wymagające i nie do końca szczęśliwe. Otóż Polak stoczył cztery walki, które w wielu przypadkach mogły potoczyć się zupełnie inaczej. W starciu o pas z Magomedem Ankalaevem walka zakończyła się remisem, choć wielu obserwatorów uważało, iż werdykt mógł przechylić się na którąś ze stron. Następnie przyszedł pojedynek z Alexem Pereirą, w którym Błachowicz musiał uznać wyższość rywala na kartach punktowych, mimo iż walka była bardzo wyrównana i momentami przechylała się na jego korzyść.
Kolejnym występem była konfrontacja z Carlosem Ulbergiem, zakończona kolejną porażką na punkty. Również w tym przypadku pojawiały się głosy, iż wynik mógł wyglądać inaczej. Ostatnim jak dotąd starciem był grudniowy pojedynek z Bogdanem Guskovem, który zakończył się remisem. I ponownie – nie brakowało opinii, iż Polak mógł ten pojedynek przechylić na swoją stronę. W efekcie z czterech ostatnich walk aż dwie zakończyły się porażkami i dwie remisami, mimo iż w każdym z tych pojedynków Błachowicz miał realne szanse na zwycięstwo, a zdaniem niektórych to on był lepszy.
ZOBACZ TAKŻE: Problem ze sprzedażą biletów na gale UFC. MMA w kryzysie?
To nie koniec
Wszystko wskazuje na to, iż Jan Błachowicz wróci do klatki UFC jeszcze w tym roku i otrzyma kolejne duże nazwisko, które pozwoli mu ponownie ustawić się w kolejce do walk znaczących w dywizji półciężkiej.
Niewykluczone, iż może to być choćby jeden z ostatnich występów w jego bogatej karierze, jednak patrząc na jego podejście, determinację i wyraźną euforia z rywalizacji, trudno zakładać, iż będzie to definitywne pożegnanie.
ZOBACZ TAKŻE: Mamed Khalidov ogłosił swoją decyzję. Fani czekali na ten moment
Błachowicz pomimo wieku wciąż sprawia wrażenie zawodnika, który czuje się w oktagonie UFC jak ryba w wodzie. Z pewnością nie powiedział on jeszcze ostatniego słowa.

2 godzin temu
















