Złośliwi mogliby powiedzieć, iż Novak Djoković najbliżej sięgnięcia po triumf w tegorocznym Australian Open był w niedzielę na początku trzeciego seta. Wtedy, gdy w jednej z wymian - biegnąc do trudnej piłki posłanej przez Carlosa Alcaraza - wypadł poza kort i znalazł się tuż obok ustawionego w pobliżu pola gry pucharu. Ale Serb, po tym, co pokazał wcześniej w tej edycji zmagań w Melbourne, nie zasłużył na złośliwość. choćby jeżeli wcześniej dwukrotnie kilka brakowało, by w ogóle nie miał szansy walczyć w finale o 11. triumf w tej imprezie. Szansy, która może się już nie powtórzyć.
REKLAMA
Zobacz wideo Kamil Majchrzak o minionym sezonie. "Mam nadzieję, iż jeszcze sporo przede mną"
Tuż przed pierwszą akcją finału realizator transmisji pokazał przygotowującego się do serwisu Djokovicia, za którym na trybunach siedział Rafael Nadal. Potem jeszcze nieraz kamera była kierowana na legendarnego Hiszpana, który przez lata walczył z Serbem o najbardziej prestiżowe trofea. W tym dwukrotnie w finale Australian Open i w obu przypadkach bez powodzenia. I choć można było się spodziewać, iż Nadalowi sercem bliżej mu do Alcaraza, z którym m.in. występował razem w igrzyskach w Paryżu i w Pucharze Davisa, to na początku niedzielnego meczu Hiszpan oklaskiwał też z uznaniem popisy Djokovicia.
Mający w dorobku 22 tytuły wielkoszlemowe przez cały czas nie był tu wyjątkiem. Już po pięciosetowym półfinale z Jannikiem Sinnerem wyczyn gracza z Bałkanów doceniali też ci, którzy zwykle z nim nie sympatyzują. Bo trudno nie docenić weterana, który walczył w pięciosetowym tenisowym maratonie nie tylko z młodszym o 14 lat i świetnie grającym Włochem, ale i z problemami zdrowotnymi. Sam Djoković określił to jako jeden z najlepszych swoich występów ostatniej dekady i przyznał, iż dla niego to zwycięstwo znaczy niemal tyle samo, co tytuł wielkoszlemowy. A o znaczeniu takiego trofeum coś wie, w końcu jest zdobywcą rekordowych w męskim singlu 24 tytułów (tyle samo ma Australijka Margaret Court, która część tych sukcesów odniosła przed tzw. Open Erą).
- Nigdy nie przestałem w siebie wierzyć. Wiele osób we mnie wątpiło. Wielu ekspertów przez ostatnie lata wiele razy chciało, bym zakończył karierę. Chcę im wszystkim podziękować, bo dali mi siłę. Dali mi motywację, by udowodnić im, iż się mylą. Zrobiłem to tego wieczora - opowiadał po półfinale Serb.
Alcaraz też wrócił w półfinale z dalekiej podróży. choćby dalszej niż Djoković. Przy prowadzeniu 2:0 w setach zaczął mieć poważne problemy ze skurczami mięśni i w pewnym momencie zwymiotował. Przetrwał jednak najgorsze i po prawie pięciu i pół godzinach walki pokonał w pięciu partiach Niemca Aleksandra Zvereva.
- Fizycznie doprowadziliśmy się nawzajem do granic możliwości. Każdy krok więcej, każda sekunda cierpienia więcej, każda sekunda walki więcej zawsze jest tego warta – zapewniał 22-letni Hiszpan.
I choć 5827 dni, które dzielą narodziny jego i Djokovicia dawały mu przewagę w kontekście szybkości w odzyskaniu sił po męczarniach w półfinale, to trzeba było pamiętać o tym, iż droga Serba do finału była znacznie krótsza. On sam nie negował, iż miał dużo szczęścia, gdy w połowie trzeciego seta ćwierćfinału z powodu kontuzji skreczował Lorenzo Musetti. Włoch wygrał dwie pierwsze partie i Djoković przyznał potem, iż w myślach był już przygotowany, iż będzie musiał wracać po tym meczu do domu. A to nie było wszystko, bo rundę wcześniej walkowerem pojedynek z nim oddał Czech Jakub Mensik, który pokonał go w ubiegłorocznym finale w Miami. Mało? Niektórzy uważali, iż Serb powinien zostać wykluczony z turnieju już w trzeciej rundzie, gdy tuż po jednej z wymian w złości niemal trafił chłopca do podawania piłek.
Choć 38-letni weteran z Belgradu zachwyca swoim przygotowaniem fizycznym, to oczywistym raczej było, iż im dłużej będzie trwał niedzielny pojedynek, tym większe będą szanse Alcaraza. Dlatego też nie było wielkim zaskoczeniem, iż początkowo Serb korzystał ze swojej precyzji i nie notował raczej prostych błędów. Zaskoczyć mogło nieco, jak wiele prezentów dawał mu wtedy rywal. Ale walczący o siódmy wielkoszlemowy tytuł Hiszpan, który po raz pierwszy brał udział w finale AO, przebudził się po secie otwarcia. Przypominało to przebieg finału Wimbledonu 2023, gdy Serb w pierwszym secie rozbił go 6:1, ale skończyło się triumfem Alcaraza po pięciosetowej batalii.
Szczęście, które dopisało Djokoviciowi na wcześniejszym etapie turnieju, skończyło się w drugim secie niedzielnego spotkania. To wtedy kilka razy piłka przeszła po taśmie i spadła po jego stronie, nie dając mu szans na udaną interwencję. Tak samo było w ostatniej akcji trzeciej odsłony. Ale to nie była kwestia wyłącznie szczęścia. Przede wszystkim Hiszpan zaczął grać tak, jak nas do tego przyzwyczaił i zaczął zamęczać 38-latka. A ten popełniał coraz więcej błędów. Trzeba mu jednak oddać, iż walczył do końca. Jak przystało na zawodnika, który w Melbourne wygrywał rekordowe wśród singlistów 10 razy. Finał przegrał dopiero po raz pierwszy.
Wyniki Novaka Djokovicia w Australian Open:
2005 - 1. runda
2006 - 1. runda
2007 - 1/8 finału
2008 - zwycięstwo
2009 - ćwierćfinał
2010 - ćwierćfinał
2011 - zwycięstwo
2012 - zwycięstwo
2013 - zwycięstwo
2014 - ćwierćfinał
2015 - zwycięstwo
2016 - zwycięstwo
2017 - 2. runda
2018 - 1/8 finału
2019 - zwycięstwo
2020 - zwycięstwo
2021 - zwycięstwo
2022 - nie brał udziału
2023 - zwycięstwo
2024 - półfinał
2025 - półfinał
2026 - finał
Alcaraz zrewanżował się Djokoviciowi za bolesną porażkę w ubiegłorocznym ćwierćfinale AO. Tak jak w półfinale zrewanżował się Zverevowi za wyeliminowanie go dwa lata temu na tym samym etapie.
22-latek z Murcii też walczył w niedzielę o historyczny wyczyn. Został najmłodszym zawodnikiem, który skompletował Karierowy Wielki Szlem. A dokonał tego, gdy wiele osób zastanawiało się, jak wpłynie na niego szokująca decyzja z grudnia. Wówczas ogłoszono, iż po siedmiu latach nie będzie współpracował już z Juanem Carlosem Ferrero, który był ojcem jego dotychczasowych wielkich sukcesów.
O ile w przypadku Hiszpana teraz głównym pytaniem wydaje się to, ile jeszcze wielkoszlemowych tytułów dołoży do swojego dorobku, to pod kątem Djokovicia można zastanawiać się, czy jeszcze takowy zdobędzie. Bo niektórzy eksperci nie kryli, iż drugiej takiej szansy jak teraz może już nie mieć. Choć kto jak kto, ale Serb uwielbia udowadniać innym, iż się mylą, gdy spisują go na straty.

1 godzina temu














