Manchester City po sześciu kolejkach Ligi Mistrzów miał na koncie 13 punktów. Dawało im to praktycznie pełny spokój w kontekście gry co najmniej w barażach o 1/8 finału, ale to ich nie interesowało. Dla nich liczył się awans bezpośredni, a by znacząco się do niego zbliżyć, Anglicy potrzebowali zwycięstwa w siódmej kolejce. Szczególnie iż byli też podrażnieni porażką ligową w derbach Manchesteru z United (0:2) i mieli się za co rehabilitować.
REKLAMA
Zobacz wideo Kuriozalne sceny w finale Pucharu Narodów Afryki! Senegal mistrzem! [SKRÓT MECZU]
Bodo bez rytmu meczowego vs rozdrażniony Manchester City
"The Citizens" pojechali po punkty do ojczyzny Erlinga Haalanda, czyli Norwegii. Bodo/Glimt było przed tym spotkaniem w kiepskiej sytuacji. Na koncie mieli tylko trzy punkty i realnie potrzebowali sześciu w dwóch ostatnich spotkaniach, by móc marzyć o Top 24 i grze w barażach. Jesienne lub zimowe wypady na północ i sztuczną murawę bywają nieprzyjemne, AS Roma przegrała kiedyś w Bodo 1:6. Jednak realistycznie wielkim faworytem przez cały czas był Manchester. Norwegowie byli między sezonami grającej systemem wiosna-jesień ligi (skończyła się w listopadzie), po zaledwie dwóch sparingach w 2026 roku. Na papierze argumentów mieli bardzo mało.
Szok w Norwegii! Bodo w dwie minuty powaliło giganta na deski!
Zespół Pepa Guardioli od początku starał się przejąć kontrolę nad meczem. Po dwudziestu minutach mieli ponad 70 proc. posiadania piłki. Tylko iż samo jej posiadanie nic nie daje. I rywale im to udowodnili. Już właśnie w 20. minucie Manchester mógł mieć kłopoty, bo sędzia sprawdzał na VAR, czy nie należy się karny dla gospodarzy. Ostatecznie im się upiekło, ale ledwie dwie minuty później przeżyli szok. Bodo wyprowadziło ekspresową kontrę, a obrońcy "The Citizens" kompletnie stracili z radarów Kaspera Hogha. Ten zupełnie niepilnowany nie przejął się ostrym kątem i posłał piłkę obok Donnarummy prosto do siatki!
Gospodarze wyszli na sensacyjne prowadzenie, a niedługo po wznowieniu gry od środka dostali kolejny cios! W 24. minucie stoper Maks Alleyne fatalnie stracił piłkę na własnej połowie. Bodo wykorzystało to brutalnie. Idealne podanie dostał Hogh, który znalazł się sam na sam z Donnarummą i wygrał ten pojedynek! Gospodarze w dwie minuty strzelili dwa gole! Fani na stadionie w Norwegii, choćby lokalni, mogli zbierać szczęki z podłogi. Dawid zapoznał Goliata z deskami. Co więcej, sam nie dał się zaskoczyć do końca pierwszej połowy. Co prawda pod koniec doskonałą szansę miał Erling Haaland, ale z kilku metrów w polu karnym uderzył jedynie obok słupka.
Manchester nie wiedział co się dzieje! Dobił ich... własny kapitan
City miało o czym myśleć w przerwie i co odrabiać po niej. Jednak krótko po wznowieniu gry było blisko, a zrobiłoby się 3:0 dla Bodo. Piłka wpadła choćby do siatki "The Citizens" po strzale Hakona Evjena, jednak sędzia zauważył spalonego, na którym Norweg był w momencie podania od Hogha. Jednak w 58. minucie o żadnym ofsajdzie nie było mowy! Jens Peter Hauge uderzył zza szesnastki niemal idealnie prosto w okienko! Donnarumma był bez szans, a Norwegowie gromili zespół Pepa Guardioli!
Mecz taki, iż własnym oczom trudno było uwierzyć. Jednak to nie była fikcja, to był fakt! Fakt, z którym Manchester nie chciał się pogodzić. W 60. minucie udało im się zmniejszyć straty za sprawą płaskiego strzału Rayana Cherkiego tuż przy słupku! Nadzieja pojawiła się na horyzoncie "The Citizens", ale po chwili znów zniknęła. I to za sprawą kapitana City, czyli Rodriego! Hiszpan kompletnie zgłupiał i w przeciągu dwóch minut popełnił dwa taktyczne faule, za które w obu przypadkach oglądał żółte kartki. Od 62. minuty goście musieli radzić sobie w osłabieniu.
Historia napisała się na naszych oczach!
Szaleństwo na północy trwało. Bodo ruszyło do ataku, a Hogh wpakował choćby piłkę do siatki po raz trzeci, tyle iż znów Anglików uratował spalony! Goście znów znaleźli się na autostradzie do porażki. Mimo to starali się ze wszystkich sił, by z niej zjechać. Bardzo brakowało im jednak precyzji, tak w podaniach, jak i w strzałach. W dodatku z ławki poza Omarem Marmoushem i Jeremym Doku nie było zbytnio kogo do ofensywy wpuścić. Lista nieobecnych była w zespole gości długa.
Goście do końca atakowali, jednak w 87. minucie Nico O'Reilly z kilku metrów głową strzelił prosto w bramkarza. Ot symbol niemocy zespołu Pepa Guardioli w tym spotkaniu. Niemocy, którą wykorzystali świetnie dysponowani oraz finalnie zwycięzcy gospodarze!
Dla Bodo to nie tylko zwycięstwo, które podtrzymuje marzenia o grze w barażach (łatwo nie będzie, bo ostatni mecz grają na wyjeździe z Atletico Madryt). To ich historyczny pierwszy w dziejach triumf w rozgrywkach Ligi Mistrzów. "The Citizens" z kolei na ew. przyklepanie miejsca w Top 8 muszą poczekać. W środę 28 stycznia zagrają u siebie z Galatasaray.
Bodo/Glimt - Manchester City 3:1 (Hogh 22', 24', Hauge 58' - Cherki 60')
Bodo: Haikin - Sjovold, Bjortuft, Gundersen, Bjorkan - Evjen (76. Saltnes), Berg, Fet (82. Maataa) - Blomberg (76. Auklend), Hogh (76. Helmersen), Hauge
Trener: Kjetil Knutsen
Manchester: Donnarumma - Lewis, Khusanov, Alleyne, Ait Nouri - Reijnders, Rodri, O'Reilly - Foden (70. Marmoush), Haaland, Cherki
Trener: Pep Guardiola
Sędzia: Sven Jablonski (Niemcy)
Żółte kartki: Rodri x2, Cherki (Manchester)
Czerwona kartka: Rodri 62' (Manchester) - za dwie żółte

2 godzin temu



![Mocny początek Realu. 5. minuta i Mbappe skarcił były klub [WIDEO]](https://sf-administracja.wpcdn.pl/storage2/featured_original/696fe64f55f850_67154759.jpg)











